Cześć słońca! W tym roku pisałam tu trochę mniej niż w poprzednim, co z pewnością ma związek z brakiem premier. I choć nadal widmo premiery jest mocno dalekie, od czasu do czasu lubię o sobie przypomnieć i podzielić się np. jakimiś przemyśleniami. Dlatego zapraszam do dzisiejszej lektury!
…są! Wreszcie w październiku ruszyłam czwarty rozdział “Moret”. Różne życiowe zajęcia czasem stoją mi na przeszkodzie, stąd tempo mam niezadowalające. Za to zadowalające bywają niektóre kadry i zamierzam się trzymać swojej ogólnej satysfakcji z tego, co i jak rysuję. Nawet jeśli daleko mi do perfekcji!
Swoją drogą, w związku ze scenariuszową objętością (ok. 15 stron) czwarty rozdział jest dla mnie sporym wyzwaniem. Już poprzedni (ok. 10 stron scenariusza) skończył się na 61 planszach… Na szczęście już w trakcie rysowania udało mi się skrócić dwie sceny, dzięki czemu - mam nadzieję - zachowam nieco energii i z odwagą stawię czoła swoim kolejnym fabularnym wymysłom!
Z początkiem listopada zamknięto największą polską platformę do publikowania komiksów internetowych - Webkomiksy. O stronie tej nieraz Wam wspominałam, bo sama opublikowałam tam kilka swoich krótszych tytułów. Ale, jak to się mawia: umarł król, niech żyje król! Nie musieliśmy długo czekać na zapełnienie pustki, bo od niedawna działa nowa platforma Meko. Miałam przyjemność być zaproszoną do grona autorek i autorów, którzy mieli możliwość wcześniejszego przetestowania platformy i opublikowania komiksów, które były dostępne już na otwarciu strony. Tym sposobem “Bazylika”, którą kilka lat temu zamieściłam na Webkomiksach, znalazła nowy dom!
Póki co dostępne są 4 pierwsze odcinki. Kolejne ukażą się w odstępach około 2-tygodniowych. Co więcej, zdecydowałam, że z okazji pojawienia się na Meko, nie tylko “Bazylikę” odświeżę (by lepiej się ją czytało na ekranach), ale również opublikuję dwa odcinki, które dotychczas pojawiły się tylko w wersji drukowanej! Dlatego zapraszam serdecznie do lektury 😊 (“Bazylikę” można też przeczytać, pobierając darmowy PDF, ale ten jest o wspomniane 2 odcinki okrojony i zostawiłam w nim klasyczny układ stron - wygodniej go czytać na ekranie większym niż smartfonowy!)
Ponieważ twórcy Meko zostali nieco zaskoczeni informacją o zamknięciu Webkomiksów, chcieli jak najszybciej puścić platformę w świat. Dlatego brakuje jej jeszcze kilku funkcjonalności - do najbardziej pożądanych należą oczywiście powiadomienia i komentarze, ale twórcy zapewniają, że będą nad nimi pracować w pierwszej kolejności. Trzymam mocno kciuki i z optymizmem czekam na dalszy rozwój Meko!
Raczej dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że jako artystka jestem przeciwna tzw. “sztuce AI” (wliczam w to również generowane teksty). Moje powody są zbieżne z przytaczanymi przez wielu innych twórców wypowiadających się na ten temat, więc nie chcę ich powtarzać… ale zamierzam przytoczyć dwa przykłady, które bezpośrednio mnie dotknęły i lepiej naświetlą mój stosunek do tego problemu.
Jednym z argumentów zwolenników generatywnej sztucznej inteligencji jest to, że pomaga ona tworzyć osobom, którym brak kreatywności. A nawet może być wsparciem, inspiracją czy motywatorem dla osób, które kreatywnie już działają. Cóż… Gdy na początku 2024 roku planowałam już stworzenie bloga/newslettera, zastanawiałam się, jak zatytułować wpisy. Ponieważ zainspirowała mnie do tego Marta Kostecka ze swoim “Subiektywnym przeglądem polskiego komiksowa”, od początku planowałam, że każdy wpis będzie tak naprawdę kompilacją różnych wiadomości. Potrzebowałam więc jednego wspólnego tytułu dla kolejnych “wydań” (wiecie, trochę jak magazyn). Chodziły mi po głowie dobrze już Wam znane “Słoneczne wieści”, ale wydawało mi się wtedy, że to tytuł mało oryginalny. Tak wiele osób chwaliło ChatGPT jako narzędzie spełniające wspomagającą rolę przy procesach tworzenia, więc pomyślałam: “No dobra, spróbuję, może faktycznie podpowie mi coś ciekawego?” - i tym sposobem założyłam konto. Nie pamiętam dokładnie, co napisałam czatowi, ale na pewno była tam informacja, że potrzebuję nazwy dla wpisów z newslettera, że tworzę komiksy, że mój pseudonim to Sonne, więc może być coś ze słońcem… Wiecie, co mi zaproponował?
“Newsletter Sonne”.
Dzięki, ChacieGPT. Sama bym nigdy na to nie wpadła…
Oczywiście były tam jeszcze ze 2-3 inne podobnie brzmiące propozycje, równie pozbawione czegokolwiek, co można by posądzić o kreatywność. Pomyślałam wtedy, że to głupie i skasowałam konto bez oglądania się za siebie. Zostałam również przy “Słonecznych wieściach” - może i też nieszczególnie kreatywnym rozwiązaniu… ale przynajmniej moim.
Druga sytuacja, również z zeszłego roku, miała miejsce, gdy przygotowywałam się do rysowania trzeciego rozdziału “Moret”. Chciałam poszukać inspiracji z XV/XVI wieku do stworzenia jednego pomieszczenia. Wiele lat temu takie poszukiwania w googlach potrafiły być niesamowicie owocne. Ale kiedy wpisywałam hasło do wyszukiwania, przynajmniej połowa grafik, które zobaczyłam, były wygenerowanym slopem średniowiecznopodobnym. Co prawda tworzę fantasy i nigdy nie zamierzam udawać, że zależy mi na “historycznej wierności” w moim komiksie… ale arcyważna jest dla mnie autentyczność materiałów, na których zamierzam się wzorować lub się nimi inspirować. Spędziłam wtedy z dobrą godzinę na szukaniu czegoś, co by mnie zadowoliło, aż miałam dość i sięgnęłam do półki po książkę. Po JEDNĄ KSIĄŻKĘ. I to taką, której - przyznaję się - nigdy dobrze nie przeczytałam… Wiecie, ile czasu zajęło mi znalezienie w niej kilku ilustracji, które przydały mi się jako inspiracja przy projektowaniu pomieszczenia? Nie więcej niż PIĘĆ MINUT! Czy potrzeba lepszej rekomendacji do tego, by w dzisiejszych czasach wzbogacać swoje prywatne biblioteczki1, albo przynajmniej w miarę możliwości korzystać z bibliotek naukowych w ramach researchu? Odpowiedzcie sobie sami…
To oczywiście nie jedyne sytuacje, jakie mi się przytrafiły w kontakcie ze sztuczną inteligencją. W moim przypadku może nie było aż tak skrajne, jak np. u bardziej znanych artystów, których twórczość stała się pożywką dla modeli AI i które to modele generują obrazki w ich stylu, nierzadko wprost kopiując fragmenty albo wręcz całe kompozycje. Ale te wszystkie sytuacje, które rozgrywają się na naszych oczach - i idące za nimi zagrożenia - przypomniały mi… mój stary pomysł na komiks.
Pod koniec 2016 roku wydawnictwo JPF ogłosiło konkurs na komiks, w którym wzięłam udział z “Gwoździem programu” (narysowanym na początku 2017 roku; później stał się pierwszym rozdziałem “Komornika dusz”). Zanim jednak w mojej głowie zawitał czarujący rogaty jegomość, miałam inny pomysł, jeszcze sprzed kilku lat, który chciałam na rzeczony konkurs zrealizować. Historia ta miała nosić tytuł “inDECORUM” i byłaby z gatunku science fiction. Poniżej prezentuję opis:
Przyszłość. W utopijnym [dziś bym raczej napisała: dystopijnym] świecie wszyscy ludzie, bez wyjątku, muszą się kształcić na Inżynierów oraz poświęcać swoje życia nauce i technologii, by wspierać rozwój cywilizacyjny. Tworzenie sztuki i dostarczanie rozrywki jest zabronione, dlatego by zapełnić tę pustkę, Inżynierowie konstruują inteligentne humanoidalne maszyny - androidy, które dzięki zastosowanym materiałom łudząco przypominają istoty z krwi i kości. Pozostają jednak pod ścisłą kontrolą oficjalnych instytucji pilnujących, by w każdym powstającym dziele zostało zachowane Decorum...
Brzmi dziwnie znajomo?
Głównymi bohaterami komiksu miała być dwójka tworzących muzykę androidów (przedstawionych na rysunku poniżej), które zbuntowały się przeciw Decorum (za Wikipedią: zasada zgodności treści z formą, inaczej jednorodność stylistyczna), chcąc tworzyć eksperymentalną, ciężką muzykę, mocno kontrastującą z ich wizerunkiem. Projektując ich wygląd, inspirowałam się nurtem visual kei, którego byłam kiedyś fanką (w uproszczeniu: to styl wizualny, występujący głównie wśród niektórych japońskich zespołów około-rockowych, mocno stawiający na bardzo wyrazisty, wręcz teatralny wizerunek).
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie stworzyłam tego komiksu? Powody były dwa:
Po pierwsze, nieco przerosła mnie skala pomysłu, z jednoczesnymi ograniczeniami konkursowymi (maksymalnie 40 stron). Kiedy zaczęłam pisać scenariusz, zrozumiałam, że prawdopodobnie nie zdołam się zmieścić w tym limicie tak, by opowiedzieć skończoną historię bez przesadnego pędzenia z akcją.
Drugi powód? Uznałam, że pomysł na świat jest… bez sensu. No bo przecież nie po to rozwijamy technologię, żeby ta wyręczała nas z kreatywności i zajęć, które lubimy, prawda?
…prawda?
Jeśli jest jakiś jeden pomysł, którego mocno żałuję, że nie zrealizowałam przed laty, to jest to właśnie ta historia. Nawet jeśli komiks nie byłby tak dobry fabularnie, jakbym sobie życzyła, nawet jakby miał spore braki w wizualnej atrakcyjności, w porównaniu z tym, co zdołałabym narysować teraz… Ale myślę, że szczególnie dziś trafiłby do ludzi, bo stałby się aktualny.
Przerażająco aktualny.
W zeszłym roku napisałam tekst “Z życia cioci-artystki”, który do dziś uważam za jeden z lepszych (jak nie najlepszy), jakie opublikowałam na blogu. Dziś będzie zdecydowanie krócej, ale nawet jeśli krótka, jest to kontynuacja tego tematu.
Dla tych, którzy nie czytali zeszłorocznego tekstu: pisałam o tym, jak bardzo nie lubię być przymuszana do rysowania “na rodzinne zamówienie”, ale jednocześnie z przyjemnością i sama z siebie czasem coś narysuję dla mojego siostrzeńca (w sumie nie tylko dla niego, ale głównie na tym się wtedy skupiłam).
W tym roku… młody mnie wyprzedził! Sam bowiem poprosił o rysunek na urodziny. W pierwszym momencie poczułam lekką presję - bałam się, że przez to z oporem przyjdzie mi spełnić jego prośbę. Zaraz jednak dotarło do mnie, że… chce ode mnie rysunek. Mimo różnych jego złośliwości (wiecie, jak to młodzież ma w zwyczaju), że nie podoba mu się mój styl, bo jest zbyt realistyczny itp., poprosił właśnie mnie o wykonanie dla niego pracy. I zrobiło mi się mega miło, bo to znaczy, że te poprzednie moje rysunkowe prezenty musiały sprawić mu radość i na swój sposób były dla niego czymś fajnym i… ważnym?
Siostrzeniec dał mi do wyboru 2 postacie: Johnny Silverhand z “Cyberpunka” lub Geralt z “Wiedźmina”. Ponieważ Wiedźmina już mu parę lat temu sprezentowałam, zdecydowałam się na Johnny’ego. A młodzież? Zadowolona! I o to w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.
To już ostatni wpis w tym roku. 2025 może i wydawał się powierzchownie niemrawy, ale kończę go z dużym optymizmem. Choć przede mną wciąż sporo pracy nad komiksem… Ale taka praca to (niemal) sama przyjemność! 😁 Wam również życzę, żebyście mieli jak najwięcej przyjemności i powodów do uśmiechu, i najlepiej żadnych powodów do zmartwień! Trzymajcie się ciepło, a ja pozdrawiam słonecznie i do następnego (roku)! 🌞
Niestety, wbrew pozorom z tym też trzeba dziś uważać. Widziałam nagranie z przykładem książki medycznej, poświęconej anatomii, która miała wygenerowane obrazy bodaj mięśni… Jak się możecie domyślić, nie miały one pokrycia w rzeczywistości. Inwestujcie swoje pieniądze z pełną czujnością!

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.