Tematem tygodnia pozostaje oczywiście historia Szpitala Południowego. Codziennie poznajemy nowe szczegóły, pojawiają się reakcje i kontrreakcje, których — mówiąc szczerze — nie mam siły tutaj zbierać w formie linków. Publiczność okopała się na z góry upatrzonych pozycjach i tak, jak tydzień temu wydawało mi się, że od saloniku VIP trudno się będzie KO odkleić, tak dziś równie prawdopodobne wydaje mi się, że za kilka tygodni przykryje to jakaś inna inba.
Z poczucia obowiązku odnotowuję, że w sieci zaistniała inicjatywa referendalna, za którą stoi Maciej Wilk, kiedyś związany z projektem CPK, a dziś mający zdaje się program w Kanale Zero, co samo w sobie stanowi jakąś perwersyjną puentę tej całej historii.
Wróćmy jednak do miasta. Kolejarze podpisali umowę na budowę przystanku PKP Ulrychów. Powstanie tam, gdzie ulica Górczewska przecina tory linii 509. W czasie remontu linii średnicowej stawać tam będą pociągi dalekobieżne, a kiedyś, miejmy nadzieję, jakaś miejska kolei.
No i fajnie. Szkoda tylko, że w momencie, gdy z pociągu wysiądą tam pierwsi pasażerowie, ujawnią się konsekwencje fatalnej decyzji miasta, o ulokowaniu stacji metra ponad 300 metrów od linii kolejowej.
Ale nie martwcie się, na IV linii też nie będzie stacji łączącej metro z koleją.
To by się pewnie równie dobrze nadawało na ten drugi Substack, ale jakoś mało w tym tygodniu tematów (ograniczyłem Facebooka, mniej do mnie dociera, nie narzekam), więc niech stracę. Przesłuchałem "Króla" Twardocha w formie dostępnego chyba w każdej aplikacji audiobooka czytanego przez Macieja Sthura. Wiedziałem, czego się spodziewać, więc nie będę się tu przesadnie rozwodził ani nad wartością literacką, ani nad fabułą (która, powiedzmy to sobie szczerze, nie jest specjalne oryginalna i nawet podwójna narracja tego nie przysłania).
Co zrobiło na mnie największe wrażenie, to porządny risercz topograficzny. Przedwojenna Warszawa wraz z okolicami odmalowana jest ze szczegółami i raczej bez większych wpadek. Na mnie największe wrażenie nawet zrobiło nie to, że jedna z kluczowych scen ma miejsce na skrzyżowaniu, przy którym mieszkałem, ale drobna wzmianka o ulicy Godowskiej na Marymoncie. Ulica to formalnie wciąż istnieje, a nawet są przy niej zabudowania — to hydrofornia w środku osiedla Ruda, na którym się wychowałem.
Jeszcze kilka lat temu straszyły przy niej jednak pozostałości przedwojennego Marymontu — kilka sypiących się domów, które pamiętam jeszcze jako zamieszkane, a w których potem bawiliśmy się nawet, gdy już popadały w ruinę. Wydaje mi się, że pamiętam tam też bruk, ale to już mogę sobie wmawiać. W każdy razie ten krótki odcinek ulicy jeszcze kilka lat temu, po zmroku, w świetle latarni, gdy udawało się, że w tle nie ma wysokich bloków, mógł od biedy, przez ułamek sekundy oddać skalę, a może i klimat. Ostańce Marymontu da się policzyć na palcach jednej ręki: pobliska administracja osiedla przy Klaudyny 18a to jedyny na Rudzie. Smoszewska 9, kiedyś administracja osiedla Potok — drugi. Bruk Barszczewskiej — trzeci. I to chyba tyle.
Żeby Ślązak zapraszał warszawiaka na sentymentalną wycieczkę po jego własnym kwadracie? To jest naprawdę coś!
Dziękuję Pan Szczepan!

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.