RSS Amplifier

Newsletter Harel · Jul 3, 2026

Intuicja cz. 3

0
Sign in to vote or save

Harel · Newsletter Harel

Gdybym miała dziś odpowiedzieć na pytanie, który temat w modzie wzbudza największe zaangażowanie, bez wahania wskazałabym prognozowanie trendów. Jeszcze niedawno zarezerwowany tylko dla wybranych, niszowy i interesujący jedynie w swoim końcowym stadium (a i to tylko w ściśle sprofesjonalizowanym środowisku), dziś wydaje się wszechobecny i - niestety - spłaszczony do granic możliwości. Jak grzyby po deszczu wyrastają eksperci oraz “eksperci”, szczególnie w mediach społecznościowych, gdzie serwują atrakcyjne treści pełne gotowych odpowiedzi i błyskawicznych rozwiązań. Dziesięć najważniejszych trendów z tygodnia mody dwie godziny po zakończeniu pokazów? Proszę bardzo, mamy to. Są i zdjęcia z wybiegu, i odpowiednio zestawione sylwetki, i motywy przewodnie. Wszystko się zgadza. A zdarza się, że całość jest naprawdę logiczna i profesjonalna.

Problem w tym, że te prognozy bywają równie trafne, co rokowania opadów deszczu za dziesięć dni w smartfonowej apce. Może i coś tam się sprawdzi, a może nic a nic. Co za różnica, i tak za chwilę nikt nie będzie tego pamiętał. Tak jak z groszkami. To w końcu wyszły z mody czy nie? Albo spodnie rurki. Przecież ledwo je pożegnałyśmy, a już wracają. A może nigdzie sobie nie poszły? Komunikaty podawane przez znawców mody coraz częściej się wykluczają. Różnorodność oferty na wybiegach jest tak ogromna, że trzydzieści osób może stworzyć autonomiczne, autorskie opracowania trendów, wszystko będzie miało ręce i nogi, a żaden z nich się nie powtórzy.

Problem polega na tym, że słowo “trend” rozmieniło się na drobne i zamiast obejmować, a następnie sublimować szersze zjawiska, chwyta się pojedynczych wątków. Jeszcze chwila i trendem nazwiemy konkretny kształt kieszeni dżinsów, a następnie uznamy za niemodne te wszystkie, które od niego odbiegają. Ba, w dodatku z chęcią się ich pozbędziemy, by zakupić nowy, jedyny słuszny model i pozostać na czasie. Bo dziś trend ma sprzedawać, a nie wskazywać kierunek. Ma wzbudzić pożądanie i poczucie dojmującego braku. Ma doprowadzić do stanu, w którym stając przed pełną szafą wypowiadamy permanentną formułę: “Nie mam co na siebie włożyć”.

Tymczasem tak jak moda to nie zakupy, tak trendy to nie ubrania. W każdym razie nie tylko. Nie oznacza to jednak, że nie mają one zastosowania w naszym życiu. Wręcz przeciwnie: im bardziej ogólne spojrzenie, tym prościej będzie się w trendach odnaleźć. Bo zamiast wskazywać “najmodniejszy kolor lata” czy “ulubiony fason Paryżanek”, roztoczą przed nami perspektywę możliwości. I będziemy sobie czerpać do woli, z satysfakcją zarówno z bycia na czasie, jak i korzystania z gotowych zasobów. W tym momencie podtytuł dzisiejszego newslettera przestaje być clickbaitem.

Zdjęcie: Tracey Parish on Unsplash

Tradycyjnie już, prowadzona intuicją, przedstawiam Wam kilka kierunków, które widocznie przybierają na sile. Aby się nimi cieszyć, nie trzeba wiele. Owszem, można sobie skoczyć na zakupy i mieć coś nowego, ale można zanurkować w szafie lub… w lodówce, by poczuć aktualny puls. Mniej tu konkretnych fasonów, wzorów czy kolorów, więcej struktur, wrażeń i doświadczeń. Doskonały pretekst, by przypomnieć sobie czasy, gdy moda, choć może i bardziej autorytarna, to jednak była znacznie mniej dosłowna, a zamiast “kup teraz” wciskało się guzik z komunikatem “kombinuj”.

Obserwuję ostatnio pewien wszędobylski lejtmotyw: wodę. I wszystko, co z nią związane: lekkość, transparentność, płynność, rozświetlenie, delikatny perłowy blask, szeroką paletę błękitów, turkusów i zieleni, z uwzględnieniem koralowców czy bajecznie kolorowych rybek. Albo podmorskich stworzeń baśniowych. Nieprzypadkowo w dystansie czasowym wykluczającym zbyt daleko idącą inspirację odbyły się pokaz kolekcji Chanel Cruise 2026/27 oraz lokalnie MMC na lato 2027, sięgające po motyw syreny. Każdy na swój sposób przeniósł do garderoby świetliste łuski, krople wody i pewną nieuchwytność. Woda to też fale. Falujące brzegi, falbanki, wysuszone na słońcu włosy z odrobiną soli morskiej.

Naszyjnik małża Oplotka; koszula GOA Studio, biżuteria MAAR, bluza Orage Studio, komplet Bodymaps, naszyjnik wieloryb pérl

A żelowe faktury? Toż to meduza w całej swej doskonałości. Rok temu nieśmiało, acz konsekwentnie podbijały serca żelowe sandałki Chemeny Kamali dla Chloe, dorzucone jakby od niechcenia do falbaniastych sukienek w stylu boho. A dziś za chwilę wszystko będzie żelką lub galaretką, w szczególności natężenie tego rodzaju butów działa na wyobraźnię.

Popularność “glass skin”, czyli wykończenia cery przypominającego błyszczącą szklaną powierzchnię, musi dotrzeć do kresu, tak ten cykl wygląda. Co dalej? Przewiduję mocne miejsce nieco bardziej wakacyjnej wariacji, delikatnie zmatowionej, jak… powierzchnia… żelki. Policzki, powieki, a także usta czy paznokcie będą wyglądać z jednej strony nierealnie, a z drugiej niesamowicie klarownie.

Klapki Ancient Greek Sandals, kolczyki Bimba y Lola, sandałki Chloe, torebki Furla Candy, japonki Ganni x Havaianas, żelowy róż Milk, żelowe szminki Nabla, serum Hydra Chanel, żelowy lakier Manucurist

W przypadku kosmetyków pożądana jest zarówno konsystencja, jak i efekt. Odzież - tu siłą rzeczy konsystencja odpada, chyba że zdecydujemy się na eksperymentalne surowce. Zostają te umiarkowanie miękkie, najchętniej lekko transparentne, przywołujące na myśl ogon ryby welonki lub cieniutką wersję wspomnianej meduzy. Mam podejrzenia, że za chwilę ceny torebek Furla Candy z drugiej ręki mogą poważnie skoczyć w górę. Pamiętacie te cukiereczki z początku lat 2010? Marka próbowała je wskrzesić po kilkunastu latach, na początku 2022 roku, bez większego powodzenia, oprócz fali treści reklamowych. Czasem po prostu jest za wcześnie, podobnie było z żelowymi butami. Przecież marka Melissa istnieje już ponad cztery dekady, ile razy jej modele były super popularne, by potem ustąpić Havaianasom czy Birkenstockom? W tym roku nawet Jimmy Choo pokusił się o dołączenie do żelowej frakcji wypuszczając kolekcję sandałków The Jelly Drop. Co ciekawe, premierze towarzyszyły ozdobne galaretki zaprojektowane i wykonane przez Alice Malaret. Nierzeczywiste, napiszę krótko.

Galaretki @zastyga, Alice Malaret dla Jimmy Choo, naczynia Studio Berg

W ogóle galaretki w kuchni nawet nie to, że przeżywają renesans, lecz mają swój prime time jak nigdy wcześniej. No cóż, gdy pojawia się ktoś taki jak Malaret czy lokalnie Jagoda Porębska i zaczyna przygotowywać galaretkowe dzieła sztuki, nie ma innej możliwości. Zajrzyjcie koniecznie na konta instagramowe Alice Malaret oraz Zastyga. Satysfakcja gwarantowana. Wisienką na torcie niech będą projekty Jello L ze Studia Berg. To z kolei naczynia przypominające wyglądem galaretki, acz całkiem w dotyku solidne.

Przeźroczystości, koralowce, a nawet najprostsze pamiątki z wakacji. Koraliki - ostatni raz takie natężenie obserwowałam bodaj 30 lat temu. Wówczas obwieszałyśmy się sznurami koralików ze sklepów indyjskich, najlepiej, gdy ciasno oplatały szyję, robiąc konkurencję równie modnym obróżkom (dziś zwanym “chokerami”). Drewniane, szklane, błyszczące lub z mrożonym efektem, szlachetne, półszlachetne i plastikowe. Przywożone z podróży lub nanizane własnoręcznie z tego, co plątało się po domu. Sama pracowałam na tysiącach szklanych koralików z naszyjnika, który znalazłam… w latach 90 w zagłębieniu domowego fotela. Skąd się tam wziął? Nikt tego nie potrafił odgadnąć. Mam je w pudełku do dziś i gdy czasem jeszcze sięgam po cienką igłę i żyłkę, korzystam z tego zbioru. Wspomnienia odświeżył jakiś czas temu Mikita Kunitsky, który z drobnych szklanych koralików potrafi wypleść prawdziwe cuda. Dziś robi znacznie więcej, ale sam podkreśla, że od tych maleństw wszystko się zaczęło.

Spoglądam na jego archiwalne już projekty, a za moment widzę sznur koralików w kolekcji Celine w kolorach, które Michael Rider przywrócił do życia. Idę dalej i spotykam koralikowe torebki, w tym genialnego pudla z frędzlami u Chanel, wyszywaną w monogram nową wersję kuferka Louis Vuitton podczas niedawnego pokazu kolekcji męskiej czy fantazyjne propozycje hiszpańskiej marki Imayin. I to nie tak, że koraliki gdzieś zniknęły, ale przez pewien czas moda tam na samej górze o nich zapomniała. A to jest coś, co chyba każda z nas ma w domu i może po swojemu zinterpretować, po prostu zakładając na szyję więcej niż zazwyczaj. A gdy czasu i cierpliwości nadto, również wykonać.

Naszyjnik Celine, naszyjnik Mikita Kunitsky, torebka Imayin via Kyosk, kolczyki Bimba y Lola, naszyjniki Berries&Co

A teraz chciałabym wydać ostrzeżenie. Otóż niejaki turkus próbuje się wrobić w kolor sezonu. Niech mu będzie, dawno go nie widziałam, a swego czasu nawet się lubiliśmy: ja, on i fiolet. Tak, był początek lat dziewięćdziesiątych. Co ciekawe, on się na letnich wybiegach jakoś szczególnie nie wybijał, nie licząc paru akcentów (Prada, Versace, Burberry, Emporio Armani, Dior). Natomiast TikTok wie lepiej i z całego świata płyną komunikaty, że lato będzie turkusowe. Przypadek? To po prostu jeden z wodnych wątków, na tyle wdzięczny, by zwiększyć nacisk. Kto w ostatnim czasie nie marzył o kawałku chłodnego basenu albo błękitnej lagunie bez zbędnych gości? Aczkolwiek aby się zaktualizować wystarczy lakier do paznokci albo eyeliner, choć nikogo nie powstrzymuję od poważniejszych szaleństw. Z kolorami sezonu jest niestety tak, że szybko przychodzą i jeszcze szybciej odchodzą, zostawiając po sobie przesyt i zmęczenie. Dlatego bardziej bym go wpisywała w coś więcej. Takie palety, jakimi nas uraczył Dario Vitale w letniej kolekcji Versace to z kolei coś, co długo się nie znudzi.

Na koniec też poniekąd woda, bo popatrzymy sobie na… łabędzie. Na pewno troszkę wynikają z niegdysiejszego mikrotrendu balletcore, będzie jednak mniej tiulu, a więcej pierza i miękkich, zaokrąglonych linii. Oraz lekkiego absurdu, bo niecodziennie spotyka się na swojej drodze BMW “piątkę” z dmuchanym łabędziem na dachu. To musiał być znak!

Spinki Turtle Story, kardigan NAGO oraz spotkany niedawno BMW (tło celowo zmienione).

P.S. I jeszcze piosenka, która jednocześnie jest i nie jest o łabędziu zaśpiewana przez rodziców pewnej pani, której kolekcja na obecne lato była wypełniona łabędzimi i wodnymi odniesieniami. Aby już kompletnie przepaść w kontekstową studnię bez dna.

No posts

Read the original on harelblog.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.