RSS Amplifier

Sonne · May 30, 2026

Słoneczne wieści #15

0
Sign in to vote or save

Mira "Sonne" Morawska · Sonne

Cześć, słońca! Dziś mam dla Was trochę obrazków, bo całkiem sporo ostatnio natworzyłam poza-komiksowo. Oprócz tego postanowiłam, że trochę wyjdę z mojej jaskini, więc mam nadzieję, że przynajmniej z niektórymi z Was uda mi się spotkać w najbliższym czasie na żywo - ale więcej o tym w dalszej części dzisiejszego wpisu! Zapraszam więc do lektury… i oglądania 🌞

Nie samym “Moretem” człowiek żyje. I choć oczywiście cały czas pracuję nad moim opus magnum, to pozwalam sobie czasem na twórczą odskocznię, nawet jeśli nadal pozostaję w sferze sztuk plastycznych. Dlatego dziś dla odmiany dzielę się głównie drobnicą.

Miałam ostatnio sporo Przemyśleń związanych z tworzeniem “Moret” - zarówno w kwestii fabularno-scenariuszowej, jak i rysunkowej. O tej pierwszej może opowiem Wam przy innej okazji (ale uspokajam, że nie są to złe Przemyślenia, lecz bardzo inspirujące i zmuszające mnie do ruszenia głową - na złość robotom, hehe!), za to teraz skupię się na drugiej.

Dotychczas podobało mi się to, jak rysowałam komiks, ale w ostatnim czasie zauważyłam, że znów wpadłam w pułapkę perfekcjonizmu. I zaczęło mnie to trochę męczyć - bo nie chcąc zaniżać poziomu, a jednocześnie marząc o znaczącym przybliżeniu się do finiszu pierwszego tomu, podejmowałam decyzje o skracaniu scen, co nierzadko zaburzało moją WIZJĘ. Doszłam więc do wniosku, że muszę trochę odpuścić. Podejść do rysunków na luzie i mniej się przejmować szczegółami, żeby przyspieszyć cały proces. Jednocześnie nie chcę za mocno upraszczać stylu i wyzbywać się, nazwijmy to, jego esencji… Trudna sprawa, ale z tego powodu postanowiłam w ostatnim tygodniu przerwać rysowanie komiksu, żeby sobie troszkę poćwiczyć właśnie takie rysowanie - szybsze, ale z mniejszym ciśnieniem. Tym sposobem powstała powyższa i poniższa praca, obie w formacie A4, przedstawiające postacie z “Moret” oczywiście. Każdej poświęciłam jeden dzień. Pierwsza zajęła mi może 2h (nie licząc światłocieniowych szarości wykonanych - tego samego dnia - cyfrowo, którym poświęciłam nie więcej niż 20 minut), druga trochę więcej, ale wciąż w rozsądnych granicach czasowych… Gdyby moje tempo rysowania jednej strony komiksu było właśnie takie, byłabym w stanie narysować 4-5 stron tygodniowo! Będę do tego dążyć, ale bez intensywnego ciśnienia. Pozostaje mi wiara w siebie i w stopniowy progres.

Jeśli uda mi się wprowadzić zamierzoną zmianę, prawdopodobnie “Moret” będzie się estetycznie nieco oddalać od moich rycinowych inspiracji, ale te zachowam dla Szczególnych Kadrów 😌

Może wiecie, może nie, ale w mojej codziennej pracy m.in. prowadzę zajęcia komiksowe dla dzieci i młodzieży. Kiedy zaczynałam, marzyło mi się, by na koniec każdego roku szkolnego wydać antologię z krótkimi komiksami dzieciaków. Początkowo nie było na to funduszy, ale od trzech lat, kiedy prowadzone przeze mnie zajęcia zaczęły przyciągać więcej chętnych, udaje się co roku puścić taką publikację, która jest - uważam - wspaniałą pamiątką dla uczestników, niezależnie od tego, czy będą kontynuować swoją przygodę z komiksem, czy nie. A mam nadzieję, że będą i w przyszłości stworzą dzieła, przez które wyskoczycie z kapci!

Zanim jednak moje tegoroczne dzieciaki wzięły się do pracy, musiałam je przygotować na brutalne realia związane z drukiem komiksu, czyli np. świadomość umieszczania odpowiedniej wielkości marginesów czy unikanie błędów ortograficznych w tekstach. Dlatego przygotowałam im zestaw Dobrych Rad i Wytycznych (z których o wielu im napomykam przez pół roku nauki). Nauczona jednak doświadczeniem, że młodzież nie przeczyta kartki A4 zawalonej nudną ścianą tekstu, tym razem postanowiłam ją lekko zilustrować m.in. moimi chibi-autoportretami. Tym sposobem co prawda nadal dostali kartkę A4, i to nawet zadrukowaną dwustronnie nudnym tekstem… ale złożoną na pół w formie niby-książeczki z obrazkami. Ku mojemu zaskoczeniu, ten prosty trick zadziałał! I nie tylko przeczytali, ale nawet rozpoznali, że na tych rysunkach to ja. Miło 😊

W ostatnich dniach już prawie wszyscy oddali mi swoje końcowe prace, więc lada chwila biorę się za przygotowanie do druku i zamówienie książeczek z ich dziełami. I muszę przyznać, że w tym roku powstały naprawdę fajne komiksy. Jestem mega-dumna z tych mega-zdolniach!

W zeszłym roku odkryłam linoryt, który okazał się dla mnie doskonałym sposobem na relaks. Finalnie stworzyłam pięć różnych wzorów. Później skupiłam się na komiksie, więc nie miałam za bardzo czasu na dłubanie i robienie odbitek… Ale przed tegoroczną majówką wpadły mi do głowy pomysły na dwa nowe wzory.

“BLEGH!” jest grafiką w małym formacie (odbitki na kartkach A6), a jego dłubanie tak mnie wciągnęło, że jak wieczorem zaczęłam, to nie mogłam przestać aż nie skończę! Stworzyłam też odbitki na różnych papierach (biały, kremowy i szary) oraz w 2 kolorach (czarny i czerwony), żeby było trochę bardziej różnorodnie. Podobnie zrobiłam z “Mater Dolorosa” (format kartki A4), którą odbiłam w czerni, sepii i czerwieni, a dwa egzemplarze są wykonane na papierze czerpanym - może nie najodpowiedniejszym do grafiki, ale miałam taki kaprys! Ta praca jest moją interpretacją motywu Matki Boleściwej… Trochę niespodziewanie wpadłam w ten religijny temat, ale - jakby nie patrzeć - zawsze fascynowały mnie wizerunki maryjne w dawnej sztuce. Zresztą, moja praca licencjacka była poświęcona konkretnej gotyckiej rzeźbie, przedstawiającej Madonnę Apokaliptyczną. Ten moment chyba po prostu musiał nastąpić!

Zawsze staram się najpierw samej sprawdzić nieużywaną dotąd technikę lub narzędzie, zanim każę dzieciom z innych moich zajęć - plastycznych (młodszych od komiksiarzy) - zastosować je w ich pracach. Tym sposobem po pierwszym teście zachwyciłam się mazakami akrylowymi z Action (nie reklamuję, ale… jest ich dużo w pudełku i są tanie 😌) na tyle, że po ich wypróbowaniu w pracy polowałam, by kupić je prywatnie dla siebie. W końcu znów je rzucili na sklep, a ja się rzuciłam po nie jakby od tego miało zależeć moje życie! I póki co zmalowałam w domu jeden mały obrazek A6 na próbę.

No właśnie… zmalowałam? Czy po prostu narysowałam? Kto z Was jest tu dłużej, ten wie, że mam z farbami (a bardziej ogólnie - z kolorem) intensywne love-hate relationship. Trochę więcej na ten temat pisałam jakieś półtora roku temu w tekście “Ja i malowanie obrazów (spoiler alert: nie umiem)”. Od tego czasu, zgodnie z przewidywaniami, miewam Zrywy. Ale chyba pierwszy raz od dawna jestem całkiem zadowolona z końcowego efektu mojego Zrywu popełnionego w kolorze. Oczywiście nie uważam, żeby powyższy obrazek był jakimś wyjątkowym dziełem sztuki - stworzyłam go właściwie bez pomysłu i nie wiedząc do końca, co robię! I choć mam tu do czynienia z farbą akrylową, to czułam się bardziej jak w trakcie rysowania… Nie wiem więc, czy mogę zabawę takimi mazakami nazwać malarstwem, skoro najmniejszy fragment tego płócienka nie miał kontaktu z pędzlem i farbą wyciśniętą z tubki? Choć tak po prawdzie… czy ma to w ogóle znaczenie, skoro dobrze się bawiłam?

Niezmiennie w porównaniu z zeszłym rokiem - wciąż tęskno mi do targów, konwentów i innych imprez o charakterze komiksowym/fantastycznym. Jednak, mimo tej tęsknoty, póki co ograniczam moją ewentualną obecność do wydarzeń darmowych i ulokowanych stosunkowo blisko. Dlatego jak dotąd w tym roku nie miałam okazji nigdzie się pojawić… Ale w najbliższym czasie to się zmieni! Planuję bowiem stoisko na dwóch imprezach:

Na GDAKach pojawiam się stosunkowo często, ale do Białogardu wracam po paroletniej przerwie - poprzednio byłam tam na pierwszej edycji! Dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać spotkania ze znajomymi miłośnikami komiksów… a też może i poznania nowych? Wypadłam trochę z obiegu, a wiele się w polskim niezależnym komiksowie dzieje!

Zapraszam i - mam nadzieję - do zobaczenia wkrótce 😊

Na dziś to wszystko, co chciałam napisać. No, może nie wszystko… ale myślę, że wystarczająco dużo! Dlatego niezmiennie dziękuję za Waszą uwagę ❤️ Pozdrawiam słonecznie, do następnego! 🌞

Read the original on sonneart.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.