„Jedz ryby, bo mają omega-3” to zdanie, które większość z nas słyszała wiele razy. Dla wielu osób to niemal synonim zdrowej diety. I dopiero kiedy ktoś mimochodem rzuci, że ryby nie produkują omega-3, tylko je akumulują, bo zjadają algi, bądź organizmy żywiące się algami, pojawia się zdziwienie:
“Jak to, to nie ryby nie robią omega-3?”
Ten moment zaskoczenia jest ciekawy, bo pokazuje, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do skrótów myślowych w opowieści o jedzeniu. Omega-3 „bierze się z ryb” – i koniec historii. A że za tym skrótem kryje się cała infrastruktura ekologiczna i przemysłowa, cała “mitologia żywieniowa” która nas otacza, zwykle już nas nie interesuje.
W przyrodzie kwasy omega-3 (DHA i EPA) powstają w algach morskich. To one są pierwotnym źródłem tych związków. Ryby pojawiają się w tym łańcuchu jako pośrednicy – zjadają organizmy żywiące się algami i w ten sposób akumulują omega-3 w swoich tkankach.
Jeśli rozpisać to w formie „tras”, wygląda to mniej więcej tak:
algi → plankton i drobne organizmy → ryby → człowiek.To jest naturalny obieg w ekosystemie morskim. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten naturalny obieg zamieniamy w globalny model zaopatrzenia ludzi w składniki odżywcze. Bo wtedy „naturalna trasa” staje się podstawą dla wielkich łańcuchów dostaw, transportów na tysiące kilometrów i rosnącej presji na zasoby oceanów.
Z punktu widzenia człowieka droga do omega-3 mogłaby być o wiele prostsza:
algi → człowiekTechnologicznie to już jest możliwe – istnieją suplementy omega-3 produkowane bezpośrednio z alg, zawierające te same formy DHA i EPA, które znajdują się w rybach. A jednak w zbiorowej wyobraźni wciąż tkwimy przy wersji „ryby = omega-3”. Ten skrót myślowy jest wygodny, bo nie zmusza nas do zmiany przyzwyczajeń. Ale systemowo to nie jest skrót – to utrwalanie długiego objazdu.
I właśnie te objazdy są dla mnie jednym z najciekawszych elementów współczesnego systemu żywnościowego: chodzimy okrężnymi drogami, bo tak „zawsze było”, nawet gdy krótsza trasa jest już otwarta.
Najbardziej jaskrawa wersja tego zjawiska pojawia się w akwakulturze. Część ryb hodowlanych karmiona jest mączką i olejem z ryb morskich. Czyli:
algi → plankton i drobne organizmy → ryby morskie → pasza → ryby hodowlane → człowiekTo już nie jest „naturalny łańcuch troficzny”, tylko pętla przemysłowa, w której eksploatujemy dzikie zasoby morskie po to, by wyprodukować kolejne ryby – a następnie polecamy je ludziom jako „zdrowe źródło omega-3”.
Nie piszę tego, żeby kogokolwiek zawstydzać za jedzenie ryb. Chodzi raczej o zobaczenie, jak bardzo nasze systemy żywnościowe potrafią komplikować proste biologiczne fakty. I jak łatwo uznajemy takie pętle za „normalne”, jeśli są już wbudowane w infrastrukturę produkcji.
Gdy mówimy o przełowieniu oceanów, często myślimy o bezpośredniej konsumpcji ryb. Rzadziej widzimy, że część tej presji wynika z systemowych narracji zdrowotnych i z pasz dla hodowli. Jeśli omega-3 jest komunikowane jako „rybie”, to popyt na ryby – bezpośrednio lub pośrednio – zostaje ustabilizowany na wysokim poziomie. Nawet w krajach i regionach dalekich od mórz.
To jest przykład tego, jak opowieści o zdrowiu mogą niechcący kształtować presję na środowisko. I jak bardzo brakuje nam rozmowy o alternatywach, które nie polegają na kolejnym „zakazie”, tylko na zmianie tras, którymi krążą składniki odżywcze.
Bezpośrednie korzystanie z alg jako źródła omega-3 nie rozwiąże wszystkich problemów oceanów. Ale może być jednym z elementów zmniejszania presji. Skrócenie łańcucha dostaw oznacza mniej pośrednich etapów, mniej strat, mniej zależności od eksploatacji dzikich zasobów.
Dla części osób to po prostu wygodna alternatywa. Dla systemu – potencjalna ulga. Nie dlatego, że „ryby są złe”, ale dlatego, że nie musimy wszystkiego brać objazdem.
W dyskusjach o jedzeniu łatwo wpaść w moralizowanie. Tymczasem sedno problemu leży gdzie indziej: w projektowaniu tras, którymi płyną składniki odżywcze. Zanim trafią na nasz talerz, przechodzą przez sieci powiązań ekologicznych, logistycznych i politycznych.
Może więc warto czasem zatrzymać się przy takich drobnych „szokach poznawczych” – jak odkrycie, że omega-3 nie pochodzi z ryb – i potraktować je jako zaproszenie do szerszego pytania: jakie inne objazdy uznajemy za naturalne, tylko dlatego, że przywykliśmy do ich istnienia?

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.