RSS Amplifier

Joanna Słodownik - Zielony Reset · Mar 22, 2026

Aby jutro nie było futra — czy jeden podpis coś zmienia?

0
Sign in to vote or save

Joanna Slodownik · Joanna Słodownik - Zielony Reset

Czy te wszystkie petycje — papierowe, elektroniczne — naprawdę coś zmieniają? Czy nie lądują w koszu? Takim zwykłym, fizycznym. Albo tym drugim — cyfrowym, gdzie giną maile, zanim ktoś zdąży je przeczytać.

Zadajecie sobie czasem takie pytania? Bo ja tak.
I mimo to… składam podpis. Wysyłam.

Czy to tylko taki „uspokajacz sumienia”? Takie małe coś: Dwie minuty, kliknięcie, wysłanie maila. Nawet nie trzeba wychodzić z domu.

Ale — to nie jest zupełnie bezkosztowe.

Bo zanim klikniesz „wyślij”, na chwilę zatrzymujesz się przy tym, co jest po drugiej stronie. Patrzysz w oczy zwierzęciu na zdjęciu. Wchodzisz — choćby na moment — w świat, którego wcale nie chcesz widzieć. Świat przemocy, który normalnie staramy się jakoś odsunąć, rozmyć, zagłuszyć.

To też jest koszt. Mentalny. Emocjonalny.

I czasem pojawia się myśl: po co to, na co? Szkoda czasu. Przecież to wszystko i tak nic nie da. Przecież już i tak mam wystarczająco swoich problemów na głowie.

I to wszystko prawda. Ale wtedy wraca inne zdanie.

Milczenie jest zgodą. Jest przyzwoleniem. Jakby powiedzeniem “róbta co chceta”…

(Nie wiem, kto powiedział to najlepiej. Na pewno ktoś zrobił to bardziej elegancko. Ale sens jest prosty — jeśli nic nie robimy, to de facto akceptujemy to, co jest.)

Więc wysyłam.
Najczęściej elektronicznie. Ale ostatnio… też pocztą.

Nie wiem, czy to ma większą moc. Może to tylko papier, dodatkowy koszt. Ale w ważnych sprawach mam w sobie potrzebę, żeby „podbić” ten sygnał. Zrobić coś więcej.

A przy okazji — to też jest jakiś rytuał. Spacer na pocztę. W Warszawie przez most „Agrafkę” na Wiśle. Przewietrzenie głowy. Oderwanie się od ekranu. Dziwnie przyziemne i… pokrzepiające.

(Wysłałam już kilka petycji do Parlamentu Europejskiego, więc tę ścieżkę mam przetartą.)

Czy to coś zmienia?

Często słyszę ten argument. Że nawet jeśli coś zmienimy tutaj, produkcja przeniesie się gdzie indziej. Do Chin, Ukrainy, gdziekolwiek. I pewnie — w wielu przypadkach tak właśnie się dzieje.

Ale idee też się przemieszczają.
I rozprzestrzeniają.
Gdzieś trzeba zacząć.

Dlaczego nie tu? Dlaczego nie teraz?

Są momenty, kiedy naprawdę widać szerokie poparcie społeczne — a to w sprawach zwierząt wcale nie jest takie oczywiste. Jeśli pojawia się taka przestrzeń, to może właśnie wtedy potrzebny jest kolejny krok. Kolejny głos.

Bo jeśli nie my — to kto?
Jeśli nie dziś — to kiedy?

Dlatego podpisuję. Takie petycje jak ta:

Hodowla zwierząt na futra to nie tylko problem etyczny. To system, który coraz wyraźniej nie pasuje do świata, w którym chcemy żyć. Przestarzały model, który po prostu powinien się skończyć.

Jeśli chcesz — możesz też podpisać:

https://act.animainternational.org/index.html

I czasem nawet piszę.
Bo to naprawdę niewiele kosztuje, żeby dołączyć. Na początek — jedno kliknięcie.
A czasem właśnie od takich „małych nic” zaczynają się zmiany, które później wydają się oczywiste.

#FurFreeEurope #FurFreeWorld

Read the original on slodownik.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.