RSS Amplifier

Opowiadania SciFi oraz Notatki autora · Jun 22, 2026

Mino, Zabójca (Część 2 z 3)

0
Sign in to vote or save

Prestidigitator · Opowiadania SciFi oraz Notatki autora

„Muszę z tym skończyć, muszą pozwolić, błagam”.

Ciało zabitego leżało obok Mino. Siedział skulony przy denacie i gładził wnętrze swojej dłoni. Wiedział, że gdzieś tam, tuż pod powierzchnią skóry, mikroboty tworzą siatkę, która przetwarza sygnał umysłu na impuls sterujący cudzymi sercami. Dosłownie. Moc, o którą nigdy nie prosił. Mógł ratować życia, ale los, i przede wszystkim rząd, chcieli inaczej.

Otępienie nie pozwalało myśleć jasno, aż do świadomości przebiły się pierwsze krzyki. Czas uciekać.

Wkroczyć do pokoju ochrony i zabrać nagrania.

Przebrać się w normalne ciuchy.

Uciec do bezpiecznego domu.

Złożyć raport.

Lista zadań. Stara, dobra przyjaciółka.

Zabójca pociągnął nosem i wstał. Ruszył w stronę ochrony. Tym razem nie miał zacierać śladów, więc zostawił w spokoju ciało byłego towarzysza tańca.

„Dziwna misja”, pomyślał. Zwykle miesiącami miał zdobywać zaufanie oraz informacje i dopiero na sam koniec zabijał. Bez śladów, bez jakiegokolwiek wskazania, że ktoś z zewnątrz miał styczność z ofiarami. Teraz miał to zrobić jawnie, przy świadkach. Może chcieli go wyeliminować?

Ale nie dostał rozkazu pozostawienia nagrań. Przeoczenie, czy celowa gra?

Pokręcił do siebie głową i rozpoczął realizację planu.

Znowu siedział przy biurku Bitrama. Wysłuchiwał tyrady, jak to misje są serią porażek i że Mino jest nic niewart. Znowu Chris lekko przytemperował zapędy niższego rangą urzędnika, delikatnie, jakby nie chciał urazić.

„Czy wszystko zawsze będzie takie samo? Czy jestem skazany?”, rozmyślał mimowolnie Zabójca.

— Nie przejmuj się nim — rzucił szef, gdy siadali już w zamkniętym gabinecie. — Musi trochę pogadać.

Pokręcił lekko głową i wyciągnął karafkę z brunatną cieczą.

— Myślałem o tym, o co mnie poprosiłeś — kontynuował, nalewając whisky do szklanek. — To nie będzie łatwe. Pojawiła się następna misja, do której nadajesz się idealnie.

— Następna misja — odpowiedział głucho Mino. — Ale…

— Robiłem, co mogłem, naprawdę — wszedł w słowo Chris. — Ludzie wyżej w hierarchii. Oni widzą aktywo, nie ciebie. Na razie nie mogę nic zagwarantować, będę dalej rozmawiać.

— Ja już nie mogę — wyszeptał w odpowiedzi. — Już nie mogę. Nie mogę. Nie mogę — dodał, za każdym razem coraz głośniej, czując, że wzbierają w nim emocje, które w przeszłości potrafiły doprowadzić do ataku paniki.

— Żołnierzu! — wykrzyknął Chris. — Jakie kroki podejmiesz przed kolejną misją!

— Sir! Zdam raport z tej, przeczytam teczkę, przygotuję historię mojego alter ego, zacznę realizować misję! — odkrzyknął Mino, zaskoczony, ale też wdzięczny. Chris wiedział, jak mu pomóc, na niego mógł do tej pory zawsze liczyć. — Dziękuję sir. Jestem gotów zdać sprawozdanie.

— Dobrze, słucham — odpowiedział i oparł się w fotelu.

Opowieść Mino nie zajęła wiele czasu. Wiedział, na co zwrócić uwagę, a co może pominąć, robił to wielokrotnie, a wyjątkowo misja nie zawierała wielu informacji o celu.

— …i jeszcze jedno, kobieta. Obserwowała mnie. Myślała, że nie widzę, patrzyła prosto na nas.

Chris zamarł ze szklanką w połowie drogi do ust. Odstawił naczynie i podrapał się po brodzie.

— Opisz ją — rzucił.

Zabójca, z półprzymkniętymi powiekami, dyktował kolejne detale, pojawiające się w jego umyśle. Ciągłe poprawianie kolorowych ubrań. Czarne włosy sięgające do ramion i niemal niewidoczne znamię tuż pod wargą. Zadarty, mały nos. Blada cera. To, jak bezczelnie się w niego wpatrywała, myśląc, że nie widzi.

— Amatorka. Nikt istotny — spostrzegł w zamyśleniu Chris, gdy sprawozdanie się skończyło. Stukał przy tym rytmicznie paznokciami w biurko. — Nikt na kogo warto poświęcić czas, ale luźnych nitek się nie zostawia. Trzeba się nią zająć — zakończył i spojrzał prosto na Zabójcę.

— Ja?! — krzyknął Mino, zrywając się z siedziska. — Ja zabijam zbyt wolno, wyślijcie kogoś, kto się na tym zna, zabójcę!

— Zapominasz się — odrzekł chłodno Chris, pociągając długi łyk whisky. — Tylko ty znasz wygląd. Jak sobie to wyobrażasz, podyktujesz listę cech?

— Mam nagrania…

— Masz też rozkaz.

Słowa przełożonego sprawiły, że oklapł na krzesło i się skulił. Ten człowiek, Chris, był wszystkim, co zna. Nie może sobie pozwolić, aby zrobić z niego wroga.

— Oczywiście — poinformował Mino, głosem bez wyrazu.

Widok za oknem nie napawał Evy optymizmem. Smutno było przyglądać się szarym robotnikom, przepływającym tłumnie w drodze do pracy, zwykle w jakiś sposób na rzecz rządu.

Właśnie świtało. Widziała zarys, projekcję sztucznego słońca na horyzoncie. Zawsze o tej samej godzinie. Ich kopuła nie zawodziła.

Pokręciła głową i usiadła w fotelu. Paręnaście godzin temu widziała śmierć niewinnej osoby. Śmierć, której nie mogła zapomnieć i przez którą nie mogła spać. Eva czuła, że się oszukiwała. Nie będzie w stanie kogokolwiek zabić, skoro taki widok przyprawiał ją o mdłości. Będzie musiała oddać zlecenie.

Cichy szelest w mieszkaniu przykuł uwagę kobiety. Odwróciła się gwałtownie i zastygła z ręką na oparciu fotela.

— Czemu mnie obserwowałaś? — wyszeptał Zabójca, podnosząc porcelanową figurkę z komody i przyglądając się przedmiotowi z uwagą.

— Ja… — zaschnięte usta nie pozwalały kobiecie na swobodną wypowiedź. Nie wiedziała zresztą co powiedzieć, myśli pędziły od paniki do próby wymyślenia wymijającej odpowiedzi. — Miałam cię obserwować dla opozycji. Jesteś na liście osób niebezpiecznych, Mino. Boimy się ciebie.

Mężczyzna zamarł z porcelaną w dłoni. Uniósł brwi, jakby próbował domyślić się podstępu w tak otwartym przyznaniu się do działania na rzecz przeciwników rządu. Odstawił powoli przedmiot i wpatrywał się w nią ciemnymi oczami, które w tym świetle wydawały się całkowicie puste.

— Przyszedłem cię zabić — oznajmił beznamiętnie, jakby mówił o pogodzie. — Słusznie się boicie.

— Domyśliłam się — odpowiedziała, starając się opanować piskliwy głos. — Porozmawiasz ze mną, skoro i tak mnie zabijesz? Jestem Eva.

— Nie. Mam zadanie i…

— Nie lubisz zabijać — weszła mu w słowo. — Widziałam w klubie. Czemu to robisz?

— Nie twój interes — burknął, zbliżając się do niej. — Co cię to obchodzi? Zaraz zginiesz, po co tracić czas?

— Bo możesz powiedzieć wszystko, a ja nie mogę tego stąd wynieść.

Zatrzymał się i spojrzał, niby wprost na nią, ale jakby nie widząc. Po chwili wahania skierował się w stronę kanapy przy fotelu.

Eva lekko odetchnęła. Zdała sobie też sprawę, że być może dla niego poznawanie ofiary było naturalną koleją rzeczy i to nie jest sukces. Zadrżała.

— Dobrze — odpowiedział, siadając na skraju mebla. Wpatrywał się w niezidentyfikowany punkt na przeciwległej ścianie. — O czym chcesz pogadać?

— Czemu wybierasz te osoby, a nie inne?

— Ja ich nie wybieram, zostają mi wybrane. Ja spełniam misję, wykonuję listę.

— Nie lubisz tego — powtórzyła. Ciągła beznamiętność w głosie Zabójcy sprawiała, że czuła jakby połknęła zimne kamienie, które teraz ciążą w żołądku. Z trudem powstrzymywała wymioty. — Ta jedna noc w klubie powiedziała mi o tobie więcej, niż miesiące rozmów. Momentami wyglądałeś, że się świetnie bawisz, a zaraz potem na twoją twarz wracał cień, jakbyś sobie przypominał, dlaczego się poznaliście.

— Moje uczucia nie mają znaczenia. Nie znam nic innego — bąknął. — Teraz moja kolej, gdzie w domu trzymasz komunikację z opozycją?

Zerknęła szybko w stronę komody i skarciła się w myślach. Na pewno to zauważył.

— Tam, środkowa szuflada, podwójne dno — powiedziała z rezygnacją w głosie. Straciła potencjalną kartę przetargową. — Mino, będę z tobą szczera, całkowicie, obiecuję. Ale pozwól mi lepiej zrozumieć, dlaczego to robisz, skoro tego nienawidzisz. Dlaczego nie odejdziesz?

Wstał jeszcze w trakcie pytania i podszedł do mebla. Wyrzucił zawartość szuflady i zaczął skrobać po niej paznokciami, próbując podważyć dno.

— Nie mam wyboru. Albo służę, albo ześlą mnie na Wyspę. Albo zabiją. Takie mam opcje.

— Mógłbyś też do nas dołączyć. Zapewnilibyśmy azyl.

Mino zamarł. Eva zauważyła, że na dotychczas beznamiętnej twarzy Zabójcy pojawiło się zmarszczone czoło. Wreszcie udało jej się przebić. Poczuła gęsią skórkę na plecach, dreszcz ekscytacji, wydający się tak bardzo nie na miejscu, w obecnej sytuacji.

— Zmienię tylko właściciela. Nadal będę psem na posyłki, tylko innej osoby — warknął ostatnie słowa, próbując otworzyć skrytkę siłą.

— Nie, Mino, jeżeli nie będziesz chciał, już nigdy nie odbierzesz życia. Trafisz do jednej z naszych enklaw. Nie wiem, gdzie są, ale są! — dodała szybko, unosząc palec wskazujący, gdy gwałtownie spojrzał w jej stronę na wspomnienie o nieznanych rządowi informacjach. — Za nisko jestem w hierarchii, żeby wiedzieć. Kto jest twoim przełożonym? Może go znam, pracowałam jako agentka.

— Pracowałaś jako agentka i działasz w opozycji? — zapytał, znowu przerywając pracę i unosząc brwi. — I nie próbowali cię wyeliminować?

— Nie, nie wiedzą. Nie są wszechwiedzący. Opozycja działa od dekad, a rząd nie odniósł większych sukcesów w eliminacji. A wiesz, kogo zabijałeś?

— Opozycja, ludzi zbyt aktywnych politycznie i innych burzycieli porządku — wyrecytował bezwiednie, jakby został zapytany o tabliczkę mnożenia.

— Nie Mino, wśród twoich celów byli opozycjoniści, to prawda, ale w większości miałeś zabijać osoby, które były przychylne rządowi i z jakiegoś powodu podpadły — objaśniła z pasją. — W tym byli inni z twojego fachu. Rząd nie liczy się z nikim. Jesteśmy — podkreśliła słowo, uderzając pięścią w otwartą dłoń — pionkami, które wyrzucają, jak tylko im się znudzimy. Dlatego odeszłam. Dlatego wierzę, że ty też możesz.

Mężczyzna stał teraz, nadal z szufladą w dłoni, przy boku. Wpatrywał się w ziemię i ewidentnie toczył wewnętrzną walkę.

Eva podniosła się z fotela i powoli podeszła. Drgnął nerwowo, gdy próbowała zabrać mu fragment mebla, ale ustąpił. Wcisnęła ukryty przycisk i podwójne dno odskoczyło. Wyjęła i przeglądała listy, a Mino nie przeszkadzał, wpatrując się w jej poczynania.

— Mój mąż, też nie wierzył, został. Zabili go — wyszeptała. — Na środku ulicy, strzał i straciłam wszystko.

W końcu znalazła kopertę, której szukała. Uśmiechnęła się pomimo załzawionych oczu i przeczytała na głos:

— „Nowe zlecenie”, bla bla bla, „Mino, zwany też Zabójcą”, bla bla bla, „Obserwuj z bezpiecznej odległości”, „Znajdź słabe strony”, „co powstrzymuje go przed odejściem z rządu”, o, „Z dotychczasowych informacji wiemy, że nienawidzi zabijać, ale z jakiegoś powodu dalej to robi”.

Przerwała czytanie i spojrzała na Mino, który zamknął teraz oczy i po prostu stał, niczym zagubione dziecko. Wyglądał, jakby nie wiedział, co dalej zrobić.

Drżącymi dłońmi ujęła go za łokieć, a on podskoczył i zerknął zdziwiony, ale dał poprowadzić się z powrotem na kanapę. Wręczyła mu stos listów i wróciła do komody, szukając w niej paczki słodkości. Wiedziała też, że pod stosem skarpet i bielizny znajduje się pistolet.

— Obiecałam ci całkowitą szczerość, więc nie denerwuj się na mnie, proszę — rzuciła po chwili ciszy, starając się brzmieć swobodnie, mimo szalejącej w jej wnętrzu burzy. — Jest jeszcze dalsza część, niestety już mniej przyjemna.

Poderwał gwałtownie głowę i zerwał się z siedziska. Podszedł do niej dwoma dużymi krokami i złapał za ręce. Eva czuła jego przyspieszony oddech na karku oraz napięte mięśnie.

— Zabić mnie — warknął, zaglądając przez ramię kobiety. Wyraz zdziwienia pojawił się na jego twarzy, gdy zauważył ciastka. I nic poza tym.

— Tylko w ostateczności. Tylko, gdyby wszelkie informacje o twojej nienawiści do zabijania, okazałyby się fałszywe. — Delikatnie wyswobodziła się z uścisku, postawiła słodkości na stoliku, wzięła jedno i usiadła na fotelu. — Proszę, częstuj się.

Mężczyzna stał z niezbyt mądrym wyrazem twarzy nadal przy komodzie. Przypominał drapieżnika, napięty jak struna, w każdej chwili gotów dopaść ofiarę. Eva czuła spływający po plecach pot, ale mimo wszechogarniającego strachu, grała dalej. Widziała, że obrona Zabójcy pęka. On chciał uwierzyć. Chciał dać się przekonać. Postanowiła zaryzykować, oddać ostatni atut.

— A jeżeli chodzi o broń, to jest pod skarpetami, z prawej strony. Mogłam próbować — podkreśliła, patrząc prosto w oczy oprawcy i nachylając się do przodu. — Wszyscy mamy wybór. Zawsze. Ja wybieram wiarę w ciebie. Twój osąd.

Mino szybko przeszperał szufladę i wyciągnął pistolet. Sprawdził magazynek, przeładował, a następnie wycelował.

— Moje życie jest… Ja… ja nie wiem… Co… — jąkał się, tracąc przy tym całą aurę tajemniczości, która go do tej pory otaczała.

Teraz wyglądał po prostu na skrzywdzonego człowieka, który uważał, że nie ma wyboru.

Wszystko w Mino buzowało od nadmiaru emocji, a pistolet, narzędzie zabójców, ciążył w wyciągniętej dłoni. Celował w kobietę przed sobą i nie wiedział, co dalej zrobić. Miał ochotę coś zniszczyć, albo biec, przed siebie, bez celu. Nie był przyzwyczajony do takiej ilości uczuć.

— Dlaczego chcesz mi niby pomóc. Co z tego masz! — wrzasnął nagle i poczuł, że jego słowa przeradzają się w pisk. Zacisnął usta i wpatrywał się wrogo w Evę.

Drgnęła na dźwięk głosu, ale dalej siedziała, lekko pochylona. Mimo panującego półmroku jej niebieskie oczy świeciły się od niedawnych łez, a na twarzy gościł uśmiech. Nie kpiący, bardziej pokrzepiający, dobrotliwy. Czy to była gra? Jak ktoś mógł patrzeć w lufę broni i się tak zachowywać?

Tylko przecież musiała zdawać sobie sprawę, że mógł ją zabić od początku, wiedziała, kim jest. A mimo to wydawała się chcieć pomóc. To mogły być pozory, sztuczki szczura przypartego do ściany, nie mógł ufać.

Ale oddała broń. A miała okazję.

Poczuł ukłucie nienawiści. Dlaczego to zrobiła. Dlaczego tak utrudniała zadanie?

— Nic. Spokój ducha? Przeżyję? Nie ukrywam, że to też jest trochę mój cel — zaśmiała się, niespodziewanie, sprawiając, że leżący na spuście palec Zabójcy zadrżał.

Przeklęta istota, pomyślał i otarł pot z czoła.

— Ja miałem tylko przejrzeć nagrania, zidentyfikować, wyśledzić, wyciągnąć informacje, zabić, złożyć raport. Nic więcej, to moja rola. Nagrania, zidentyfikować, wyśledzić, wyciągnąć informacje, zabić, złożyć raport. Nagrania, zidentyfikować…

Zaczął w kółko powtarzać listę, niczym mantrę. Chwiał się przy tym delikatnie w przód i w tył, cały czas celując w kobietę, która wpatrywała się w pistolet niczym zahipnotyzowana. Nie potrafił się powstrzymać przed recytacją.

To go uspokajało.

Pozwalało myśleć.

Musiał porozmawiać z Chrisem, zweryfikować informacje, zanim podejmie dalsze decyzje.

Chciał też zobaczyć teczkę z poprzedniej misji. Jego cel nie był złym człowiekiem. Poznał go zbyt dobrze. Ani razu nie powiedział nic, co czyniło go złą osobą. Kochał żonę, działał na rzecz różnych fundacji. Omijał politykę szerokim łukiem. Co takiego mogło się tam kryć, że rząd postanowił go wyeliminować?

„Jeżeli zabijałem osoby tylko dla czyjegoś kaprysu. Jeżeli działałem bez powodu, to naprawdę jestem… tym słowem, którym mnie określają”, pomyślał z przerażeniem.

— …informacje, raport, zabić. — Przerwał mantrę i gwałtownie opuścił pistolet, co spowodowało, że Eva aż podskoczyła.

— Jaką mam gwarancję, że mną nie manipulujesz? Że faktycznie będę mógł dołączyć i nigdy już nikogo nie zabić? — zapytał, teraz całkowicie spokojnym głosem.

— Tylko moje słowo — odparła. — Ale obiecałam, że nigdy cię nie okłamię.

Cisza.

Nie uwierzył. A ona zapewne o tym wiedziała. Ale nie oddała strzału, gdy miała okazję.

Skinął głową.

— Czekaj na mnie, ja muszę zweryfikować pewne informacje — stwierdził Mino, po czym wyciągnął pustą, odsłoniętą dłoń na pożegnanie.

Eva podała z wahaniem rękę.

Wyczuł, że jej serce pulsuje nienaturalnie szybko. Uniósł kącik ust i puścił delikatny impuls. Nic groźnego. Ledwie ostrzeżenie. Ona poczuje tylko ukłucie. Niech nie próbuje pogrywać.

Read the original on prestidigitatorsifi.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.