RSS Amplifier

Opowiadania SciFi oraz Notatki autora · Jun 15, 2026

Mino, Zabójca (Część 1 z 3)

0
Sign in to vote or save

Prestidigitator · Opowiadania SciFi oraz Notatki autora

mino_cover

Znowu to zrobił, znowu był zmuszony. Stojąc nad martwym ciałem, Mino płakał. Łzy kapały na podłogę, a on, nie mogąc ich powstrzymać, po prostu oddał się chwili żałości.

Gdy trochę ochłonął, otarł nos skrajem czerwonego rękawa. Musiał otworzyć sejf. A potem oczyścić wszelkie dowody, że kiedykolwiek tu był. Lista zadań go trochę uspokoiła. Stękając, podniósł ciało z ziemi i zaciągnął je do gabinetu. Szybko uchylił powiekę byłego, tymczasowego przyjaciela i bez przeszkód dostał się do tajnego pomieszczenia.

Miał jasne instrukcje, czego potrzebuje, więc od razu zrobił parę kroków w głąb skrytki. Były tu przede wszystkim dokumenty, dobrze posortowane. Widać, że ofiara dbała o porządek. Szybko znalazł interesujące go papiery i wyszedł.

Usadził ciało mężczyzny przy biurku, przez przypadek dotykając odsłoniętego brzucha nieboszczyka. Mózg Mino otrzymał natychmiast sygnał. Wysyłając odpowiedni impuls, jeszcze mógłby pomóc, ponownie aktywować serce ofiary.

Niestety, miał odbierać życie.

Nalał whisky z karafki do zdobionej szklanki i postawił obok trupa, który teraz leżał z rozłożonymi rękami, głową na blacie. Cmoknął niezadowolony, odlał trochę płynu z powrotem do naczynia i przewrócił szklankę obok dłoni zmarłego.

Brunatna ciecz popłynęła na wszystkie strony, wsiąkając w papiery dookoła.

Tak. To było to.

Mino rozejrzał się jeszcze i ruszył sprzątać miejsce, gdzie uścisnęli sobie dłonie. Najpierw oczywistości. Wygładzić dywan, zebrać pojedyncze włosy, ślady butów. Lista w głowie ułatwiała postawienie następnego kroku. Dopóki miał listę, nie podda się.

Na szczęście nie musiał się przejmować odciskami palców, zawsze nosił rękawiczki. Poza najważniejszymi dla misji trzydziestoma sekundami, pomyślał z goryczą.

Przeniósł się do kuchni i zmył jeden z dwóch kompletów stołowych, których użyli podczas kolacji. Rozejrzał się mimochodem i coś przykuło jego uwagę. Nie był pewien co.

Zamknął oczy, wizualizując pomieszczenie.

Zapach.

Czuł własny pot, efekt spędzenia całego dnia w podróży.

Ruszył do gabinetu i zaczął szperać w szufladach. Natrafił w końcu na drewnianą skrzyneczkę, obok której leżał pistolet. Odruchowo cofnął rękę i się skrzywił. Broń była wyborem zabójców. On był inny. On nie miał wyboru.

Sięgnął po cygaro ze szkatułki i je zapalił. Chodził po pokojach, metodycznie wydmuchując dym na fotele i w stronę miejsc, w których przebywał.

W końcu stanął przy drzwiach frontowych, gotów do wyjścia. Tak, teraz pomyślał o wszystkim.

W tacy na klucze, przy wejściu położył małe pudełko zapałek, które można dostać tylko w klubie nocnym. Tam nie ma kamer, będą mieli wyjaśnienie, czemu nie mogli go znaleźć na nagraniach cały dzień.

Zawahał się, wpatrzony w ciemność. To był dobry człowiek. Nie pasował do opisu burzyciela porządku, ale zabrane dokumenty opowiadały inną historię. Tak mu powiedziano. A Mino miał zabijać, nie zadawać pytań.

W końcu ściągnął przez głowę czerwony sweter, odsłaniając szarość podkoszulka. Spod rdzawo-brązowych spodni wyłoniła się druga, szara para. Nacisnął cicho klamkę i wymknął się na ulicę.

Twarz człowieka, przed którym stał Mino, była całkowicie czerwona. Wyróżniały się tylko białe wąsy, które kontrastowały z kolorem skóry i hipnotyzowały sposobem, w jaki pozostawały nieruchome nad ciągle otwierającą się dolną szczęką.

— …i on nigdy by sobie nie pozwolił na picie przy biurku? Czy ty w ogóle czytałeś akta?

Po chwili Mino zdał sobie sprawę, że pytanie nie było retoryczne. Zmusił się, żeby odwrócić wzrok i z powrotem skupić się na bieżącej chwili. Zalała go fala ciepła, spływająca mu po policzkach na kark i resztę ciała. Wstyd, który do tej pory skutecznie tłumił.

— Tak jest! — odparł tylko. Wiedział, że to pytanie pułapka.

— Co ‘tak jest’! — wrzasnął. — Jesteś jakiś niepełnosprytny? Upadłeś na głowę w dzieciństwie?

— Nie, sir!

— Jeszcze raz mi odpowiesz jedną sylabą, a ześlę cię na Wyspę, tam, gdzie powinieneś gnić już od dawna. Rozumiemy się?

— Tak jest, mamy pełne zrozumienie, sir! — odkrzyknął Mino, chociaż miał ochotę wreszcie wygarnąć napuszonemu urzędasowi. To nie był nawet nikt ważny, tylko rodzaj ucznia lub sekretarki.

Wąsacz zaczął rozchylać usta, szykując zapewne następną tyradę, ale przez drzwi gabinetu wychylił się Chris.

— Bitram, wystarczy. Mino, pozwól do mnie.

— Tak jest! — Bitram naprężył się i przyłożył dłoń do czoła. Zaraz potem wrócił do pisania w dokumentach, jakby nigdy nie przerwał. Jego twarz momentalnie wróciła do naturalnych kolorów.

Mino przyglądał się natychmiastowej transformacji z uniesionymi brwiami, powstrzymał się jednak od komentarzy.

— Twoja ostatnia misja miała wady w egzekucji — oświadczył Chris, gdy już usiedli. — Co się stało?

— Sir, nie mogę się zgodzić, że posadzenie go na fotelu miało znaczenie. Zdążyłem go poznać, musiałem go poznać, żeby się zbliżyć — głos mu zadrżał. Przełknął głośno ślinę, zanim kontynuował: — Biurko było racjonalniejszym wyborem, rzadko używał fotela, bo przypominał mu żonę.

Przełożony popatrzył na niego uważnie, zimno i bez wyrazu, jakby był niezadowolony z usłyszanych słów. Mino unikał kontaktu wzrokowego. Czuł, że za każdym razem, gdy patrzył prosto w oczy Chrisa, traci część siebie.

— Dobrze, spodziewam się szczegółowego raportu. W tym przebieg twojego rozumowania — rzekł w końcu, wyciągając z szuflady teczkę. — Mamy następną misję.

— Czy…

Mino się zawahał. Nie powinien tego robić, nie powinien okazywać uczuć, zwłaszcza przed tym człowiekiem. Ale z drugiej strony, nie miał nikogo innego. Wszyscy, których poznawał, musieli umrzeć. Poczuł ściśnięcie w żołądku na tę myśl.

— Mów, Zabójco — ponaglił przełożony.

— Błagam, sir, nie nazywaj mnie tak — wypalił i natychmiast skurczył się w sobie.

To była błahostka, zwłaszcza przy tym, o co chciał prosić. Po co rujnować mu jeszcze bardziej humor? Zauważył lekki grymas na twarzy rozmówcy, ale postanowił kontynuować.

— Nie mogę już zabijać, nie chcę. Proszę, pozwólcie mi iść na emeryturę. Będę grzeczny, będę raportować, będę stawiać się w punktach kontrolnych, cokolwiek. Tylko pozwólcie mi już nie zabijać — wyrecytował na jednym tchu, zgodnie z ćwiczeniami z ostatnich paru dni.

Udało mu się zaskoczyć Chrisa, bo patrzył na niego z kamienną twarzą i się nie odzywał.

Cisza przedłużała się, a z każdą sekundą Mino czuł pot spływający mu po czole i plecach. W końcu postanowił, że powinien się jednak uspokoić. Zaczął analizować dłonie szefa. Długie palce, zadbane paznokcie, brak odcisków. Gdyby nie to, że siedzą w urzędzie wojskowym, to te ręce z całą pewnością powiedziałyby, że człowiek przed nim nie para się pracą fizyczną. Poczuł, że bicie jego serca wraca do normalnego rytmu. Dobrze.

— Zobaczymy, co da się zrobić — odpowiedział w końcu Chris, gdy cisza ciągnęła się dłuższy czas. Schował przy tym teczkę, którą wyciągnął wcześniej i położył na blacie inną, wybraną z szuflady na samym dole biurka. — A teraz misja. Ta będzie nietypowa, chociaż to kolejny opozycjonista do wyeliminowania.

Zabójcy chciało się skakać z radości. Z ust Chrisa takie proste słowa oznaczały obietnicę, że porozmawia z przełożonymi o jego emeryturze.

Przynajmniej tak się wydawało.

Mino się tego nie spodziewał, poddanie się bez prób zatrzymania go? Ścisnął krawędzie krzesła, powstrzymał cisnący się na twarz uśmiech i całą siłą woli skupił się na trwającej właśnie odprawie.

Eva zerknęła za siebie. Na ulicy nie było nikogo, ale wydawało się, że cienie podążają, gdziekolwiek się udała. Potrząsnęła głową i ruszyła dalej, w nieuczęszczaną część miasta.

Sama zgotowała sobie taki los, upominała się w duchu. Chciała dołączyć do opozycji, zrobić coś dobrego dla świata. Dawniej była po prostu agentką, jedną z osób, które musiały wysłuchiwać raportów i nie zdradzać się, że czyta tak naprawdę między zdaniami. A potem donosić swoim przełożonym na wszelkie oznaki niesubordynacji. Nienawidziła tego. Niestety, albo donosiła, albo sama zostałaby zabita.

Teraz oficjalnie przechodzi załamanie nerwowe, a nieoficjalnie skrada się i ma kogoś śledzić, być może nawet wyeliminować.

Stanęła przed zacienionymi drzwiami klubu nocnego, do którego zmierzała. Zapukała i zaraz otworzyła się zasuwa. W szparze pokazały się oczy.

— Tak? — zapytał męski głos, zaskakując uprzejmością.

— Mandragora — rzuciła hasło, rozglądając się dookoła.

Skrzypnęły zawiasy i drzwi się uchyliły. Przekroczyła próg i skinęła głową ochroniarzowi.

— Pierwszy raz u nas, słoneczko? — zapytał miękkim głosem.

Uważnie przyjrzała się mężczyźnie. Duży, umięśniony. Biała koszulka z krótkim rękawkiem odkrywała owłosione ramiona a kremowe, eleganckie spodnie, opinały muskularne uda. Uśmiechał się do niej nonszalancko, jednak bez pewnej prostackiej energii, którą Eva aż za dobrze znała z innych miejsc.

Biorąc pod uwagę, w jakim klubie się znalazła, była skłonna uwierzyć, że pytanie było szczere. Nieśmiało uniosła kąciki ust i pokiwała głową.

— O! To wspaniale! Emil, pozwól no!

W głębi korytarza pojawił się drobny, bardzo chudy nastolatek. Również miał na sobie białą koszulkę i kremowe spodnie. Eva zanotowała w pamięci, że taki strój najprawdopodobniej oznacza kogoś z obsługi. Zdała sobie też sprawę, że nie słyszy muzyki. Poczuła ukłucie strachu, ale zanim zdążyła zapytać, Emil wziął ją pod rękę i zaczął opowiadać:

— Cudownie, że do nas trafiłaś. Nic się nie bój, tutaj będziesz mogła potańczyć, poszaleć, być sobą, z dala od złego oka agentów naszego kochanego państwa. Ostatnio…

Kobieta z trudem zachowała kamienną twarz. Słuchając ciągłego słowotoku, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że chłopak nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożenia, mówiąc tak swobodnie o tajemnicach klubu. Rząd oficjalnie potępiał wszelką indywidualność, w tym nieheteronormatywność. Ale z drugiej strony nigdy z tym nic nie robił, tak długo, jak wszystko działo się nieoficjalnie.

— …własne?

Pytanie Emila zawisło w powietrzu, wyraźnie oczekiwał odpowiedzi. Eva nie miała pojęcia, o co właściwie została zapytana. Czuła rumieniec, wypływający na policzki.

— Przepraszam, zamyśliłam się, trochę się stresuję — wybąkała.

— Ależ nic się nie martw, nic się nie stało! Pytałem tylko, czy chcesz wypożyczyć stroje, czy masz własne?

— Własne.

— Cudownie! Tam jest szatnia, a jak będziesz gotowa, to tędy wejdziesz prosto na parkiet.

Zastukał w duże, dębowe drzwi, przy których właśnie stanęli. Z tego miejsca słychać już było przytłumioną muzykę, dobiegającą zza przeszkody.

Podziękowała za odprowadzenie i ruszyła ku szatni, gdzie ściągnęła szare ubranie, wrzuciła je do jednej z szafek i ubrała się w kolorowy strój. Czuła się przy tym jak klaun, nigdy nie nosiła oficjalnie nic innego niż szarości. Lub granat, gdy była na służbie.

Poprawiając ciągle turkusowy t-shirt, wciśnięty w sztruksowe, lawendowe spodnie, otworzyła wreszcie drzwi prowadzące na główny parkiet.

Evę zalała fala muzyki. Dziwnej, elektronicznej. Kojarzyła, że chyba nazywa się rave, albo techno. Zatkała uszy, nie mogąc zebrać myśli. Nie tego się spodziewała, przy pierwszej wizycie w klubie. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale na pewno nie tego.

Zamknęła drzwi i z dłońmi nadal przyłożonymi do uszu, ruszyła do baru. Sufit był dosyć niski, natomiast przestrzeń samego klubu ogromna. Minęła właśnie wystający fragment cegieł w ścianie i zdała sobie sprawę, że to musiały być niezależne mieszkania, które ktoś połączył w jedno, tworząc parkiet.

Od razu zrobiło jej się duszno. Wyobraźnia pokazywała obrazy zawalającego się sklepienia. Brak podpór w kluczowych miejscach, zniszczone zapewne też ściany nośne. Jak mogli być tak nieodpowiedzialni? Przecież to zagrożenie dla życia! Czemu nikt z tym nic nie robił?

Gdy ostatnia myśl pojawiła się w głowie, aż się zatrzymała. Przecież to jest nieoficjalne. Nielegalne. Muszą sobie radzić, jak mogą. A rząd by się ucieszył na taką katastrofę. Rozejrzała się ze wstydem, upewniając się, że nikt nie usłyszał czasem jej myśli i skarciła się za urzędnicze podejście, po czym ruszyła dalej do baru.

Po pewnym czasie, gdy zdążyła wypić drinka i odrzucić parę zalotów adoratorek, nadal nie dostrzegała celu wizyty. Patrzyła na kolorowy tłum i nie dowierzała, że istnieje aż tyle barw. Na powierzchni robotnicy nosili zwykle szarość, bo ten kolor materiału był najtańszy, dotowany. Bogatsi pozwalali sobie na ekstrawagancje kolorów, ale ukrywali się w wydzielonych dzielnicach, byle tylko nie dotykać biedoty.

Podczas gdy się zamyśliła, na skraju parkietu pojawiła się nowa para tańczących. W jednym z nich rozpoznała cel. Niski mężczyzna z bujną, brązową czupryną. Dosyć umięśniony i chyba można było go nazwać przystojnym, chociaż nie podobał się Evie. Prawdopodobnie przez oczy, wąskie, nierówno rozstawione, zbyt głęboko osadzone w czaszce.

Obaj mężczyźni byli spoceni. Gdy minęła piosenka, skierowali się w stronę baru i usiedli nieopodal. Najbardziej nonszalancko, jak tylko potrafiła, zerknęła w ich stronę. Gdy zauważyła, że byli zapatrzeni w siebie nawzajem, przyglądała się już bez dalszego skrępowania.

To był on. Mino, Zabójca. Miała go obserwować. Wiedzieli, że zabija z bliska, dotykając drugiej osoby. Mógł sterować sygnałem serca. Straszna modyfikacja genetyczna, zwłaszcza dla osób, które tego doświadczały.

Po paru minutach odpoczynku mężczyźni ruszyli z powrotem na parkiet. Przytulali się, mimo iż żywa muzyka do tego raczej nie skłaniała.

Nagle towarzysz Mino osunął się na podłogę, cały czas trzymany za dłoń. Skóra do skóry.

Eva odstawiła gwałtownie drinka, rozlewając napój po ladzie i wstała. Niestety, tylko obserwacja, skarciła się w duchu. To, co widziała, było spektaklem, a ludzie dookoła rozstąpili się i patrzyli tępo na scenę, nie chcąc zrozumieć przekazu.

Zabójca krzyczał, prosząc o pomoc. Eva wiedziała, że gdyby chciał pomóc, puściłby trzymaną dłoń, przerwałby kontakt. Zacisnęła zęby, zmuszając się do bezruchu.

Będzie musiała powiedzieć dowództwu, że powinni zabić tego człowieka. Albo sama spróbuje to zrobić. To nie moc, która może pozostać w zasięgu rządu.

Tylko dlaczego tym razem nie wybrał prywatniejszego miejsca? Może wtedy mogłaby uratować, zrobić cokolwiek. Tutaj ryzykowała zbyt wiele.

W końcu, po jakiejś minucie, Mino wypuścił dłoń byłej randki i usiadł, gorzko płacząc i obejmując rękami kolana. Nikt obecny nawet się nie schylił, żeby pomóc w reanimacji. Ktoś wyłączył muzykę, a w tłumie rozległy się pomruki i szepty.

Eva wiedziała, że to, co się tutaj stało, jest perfekcyjną wymówką dla Zabójcy. A jednak jego łzy wydawały się szczere. Widziała z daleka, że wręcz się trzęsie przez kolejne spazmy. Jego twarz wyrażała tylko ból i żałość, zmarszczki na czole, ściskanie powiek, czerwone ślady na policzkach.

Kobiecie zrobiło się go wręcz żal. Mimo to nie mogła długo rozpamiętywać wydarzeń. Do tłumu zaczęło docierać, co się właśnie wydarzyło i ludzie tłoczyli się przy wyjściu. Zginął człowiek. Niedługo wpadnie agentura i będą przepytywać, kogo się da.

Próbując dopchać się do drzwi, Eva obejrzała się ostatni raz przez ramię.

Zabójca dalej siedział, z głową na kolanach, nie poruszając się.

Read the original on prestidigitatorsifi.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.