Czasem jak czuję się zmęczona, to trudno mi ocenić, czy:
To zwykłe lenistwo i powinnam zacząć coś robić.
Naprawdę jestem zmęczona i powinnam teraz odpocząć.
Sytuacja #1
Kiedy tuż po studiach w końcu zaczęłam więcej zarabiać, postanowiłam zainwestować w te wszystkie rzeczy, na które zawsze brakowało mi pieniędzy. Cały mój tydzień wypełniony był jakimiś zajęciami, kursami, spotkaniami czy aktywnościami, które zawsze chciałam wypróbować.
Po jakimś czasie okazało się, że czuję się absolutnie nieszczęśliwa.
Mimo, że robiłam te wszystkie super rzeczy, i w grafiku wszystko pięknie się zgadzało, ciągle byłam zestresowana i wiecznie w niedoczasie. Zdarzało mi się płakać wieczorami, nie wiedząc za co się teraz zabrać i żałując, że nie mogę więcej czasu przeznaczyć na ćwiczenie tej drugiej rzeczy. Ciągle z czymś nie zdążałam, albo nie byłam w stanie dostatecznie tego wyćwiczyć.
Najlepsze jest to, że sama się do tej sytuacji doprowadziłam.
Gdy w końcu cały absurd sytuacji do mnie dotarł, zrezygnowałam z kilku aktywności, i dzięki temu, dosłownie, odzyskałam radość z życia. Paradoksalnie, rezygnując z marzeń, stałam się szczęśliwsza.
Sytuacja 2
Miałam też taki okres w życiu, że poza pracą nie robiłam prawie nic. Nadal miałam jakieś cele i plany, ale zrażona braniem na siebie za dużo, postanowiłam aktywnie nie deklarować się na nic.
Chodziłam na jakieś spotkania czy eventy, jak się wydarzały, ale nie miałam żadnego ukierunkowanego planu na siebie – płynęłam tam, gdzie akurat zawiało. Oglądałam dużo seriali. Grałam w jakieś gry. Nadal miałam wiele rzeczy, które chciałam zrealizować, ale za nic nie mogłam się za nie regularnie zabrać.
To był chyba jeden z najbardziej frustrujących okresów mojego życia.
Najpopularniejsze rady, jakie mnie bombardują w internecie, to:
“Wrzuć na luz, odpocznij, zwolnij.”
“Rób więcej, spełniaj marzenia, zapierdalaj.”
Jeśli Kasi Zapierdalaczce (Sytuacja #1) powiesz “rób więcej”, to to będzie słaba rada. Jeśli Kasia Zapierdalaczka za nią pójdzie, stanie się jeszcze mniej szczęśliwa.
Jeśli Kasi Rozleniwionej (Sytuacja #2) powiesz “odpoczywaj więcej”, to to będzie słaba rada. Utrwali ona Kasię Rozleniwioną w marazmowym nicnierobieniu.
Czy z tego wynika, że obie rady są beznadziejne? No nie.
Rada może być dobra albo zła tylko w kontekście osoby, do której jest kierowana.
Problem jest taki, że w internecie autor porady najczęściej nie zna Twojej sytuacji – tworzy treści dla wielu nieznajomych. Więc mimo najlepszych chęci, jak i tego, że autorowi/autorce dana porada pomogła osiągnąć sukces lub szczęście, niekoniecznie zadziała ona na Ciebie.
A czasem może Ci nawet zaszkodzić.
Jednymi z najbardziej szkodliwych dla mnie rad są teksty typu:
“Zacznij teraz.”
“Nie odkładaj marzeń na potem.”
“Idealny moment nie istnieje.”
Inspirujące, motywujące, popychające do działania. I wszyscy zdają się z tym zgadzać. Nikt nigdy nie radzi: “Poczekaj. Nie rób tego teraz. Najpierw się zastanów.”
I zgadzam się, że idealny moment nie istnieje. Ale istnieją momenty lepsze i gorsze.
Moje najbardziej nieszczęśliwe okresy w życiu to takie, w których próbowałam robić wszystko naraz. Bo zewsząd słyszałam, że “im wcześniej zaczniesz, tym lepiej” i “nie odkładaj marzeń na potem”.
Sęk w tym, że nawet jeśli w kalendarzu wszystko się zgadza, to często zupełnie nie ma czasu, żeby nacieszyć się tym, co się robi. Albo zapomina się o tym, że trzeba jeszcze czasem naprawić coś w mieszkaniu, albo że warto zobaczyć się czasem z rodziną. I w rezultacie człowiek się nie wyrabia, zawodzi samym sobą, a na koniec frustruje.
Jeśli chcesz coś zacząć, nie warto czekać w nieskończoność. Ale nie warto też, moim zdaniem, zaczynać nowej rzeczy bez wzięcia pod uwagę aktualnej sytuacji życiowej, planów i obowiązków. I dopiero na tej podstawie uczciwie ocenić, czy to jest spoko moment.
Jeśli czujesz, że masz na to przestrzeń – zaczynaj. Jeśli nie, dodanie sobie kolejnej rzeczy zawsze będzie szło kosztem czegoś, co robisz aktualnie. Warto świadomie podejść do tej wymiany.
Rady, które uderzają w skrajności, są proste do przekazania i łatwo się niosą. Prawda jest jednak niestety dużo trudniejsza: każdy musi znaleźć w aktywnościach swój własny balans. Najczęściej metodą prób i błędów.
Moim zdaniem, osiągnięcie idealnej proporcji rozwój-przyjemność nie istnieje. Zawsze zdarzą się odchyły w którąś stronę. Ważne jednak, żeby te odchyły były jak najbliżej naszego złotego środka, a nie daleko. Przesada w żadną ze stron nie jest dobra.
Ja podchodzę do tego tak, że jeśli przez dłuższy czas czuję się sfrustrowana i w dużym niedoczasie – to znaczy, że warto z czegoś zrezygnować1. Ale, jeśli jest to tylko delikatny niedoczas i raczej na co dzień czuję się zadowolona, to taki stan rzeczy warto jest zostawić.
Moim zdaniem optimum jest wtedy, gdy bierzemy na siebie odrobinę więcej niż wynosi nasz złoty środek. Na tyle więcej, że czujemy lekki dyskomfort czasowy, ale mamy czas czerpać radość z tego, co robimy. Dzięki temu stale czujemy satysfakcję, ale mamy też wyzwanie, które nas rozwija.
Jeśli za to przez dłuższy czas czuję, że marnuję swoje dni – zapominam, co w ogóle robiłam, i wiecznie odkładam rzeczy na później – to znak, że pora się zmobilizować i zabrać się (z planem!) za coś nowego. Czasem potrzebuję tej jednej stałej rzeczy, która wyznaczy mi rytm tygodnia, i dzięki temu łatwiej jest potem organizować wszystko inne.
Patrząc w węższej perspektywie – jeśli w konkretnej chwili w ciągu dnia nie chce mi się czegoś zrobić, albo nie jestem pewna, jakie działanie będzie najlepsze, podchodzę do tematu z takim założeniem:
To, co zrobię dzisiaj, jest prezentem ode mnie (tej teraz) dla mnie w przyszłości. Każde moje działanie to coś, co daję przyszłej mnie.
Najlepszym przykładem są momenty, gdy czuję się zmęczona. Często trudno jest mi wtedy ocenić, czy:
to zwykłe lenistwo i powinnam zacząć coś robić, czy
naprawdę jestem zmęczona i powinnam teraz odpocząć.
Zawsze w takiej sytuacji zastanawiam się, z czego przyszła-ja będzie bardziej zadowolona. Czy jutro będę czuła się lepiej, jeśli będę miała zrobione więcej, czy jeśli np. więcej odpocznę.
Taka zmiana perspektywy – skupienie się na spodziewanych konsekwencjach, a nie na chwilowym nastroju, potrafi bardzo skutecznie nakierować mnie na dobre tory.
Po zadaniu sobie tego pytania, w 80% przypadków okazuje się, że moje “zmęczenie” to po prostu lenistwo i to, że wygodniej jest mi scrollować Instagram niż zacząć coś robić. Jeśli w takiej sytuacji za nic się nie wezmę, przyszła-ja nie będzie zbytnio zadowolona.
Ale zdarza się też, że jestem zmęczona, bo mało spałam / miałam ciężki trening / miałam stresującą prezentację / emocjonalnie trudną rozmowę / intensywny czas. Jeśli tak jest, przyszła-ja będzie mi najbardziej wdzięczna za chillowy spacer, jakąś fajną aktywność ze znajomymi lub spokojny wieczór z książką i długi sen. A nie za kolejny zapierdol i zrobienie jakiejś rzeczy kosztem wycieńczenia.
To pytanie “Co będzie lepszym prezentem dla przyszłej mnie?” bardzo pomaga mi zdecydować, jakie działanie jest dla mnie w danym momencie najlepsze. I zadziwiająco trafnie pomaga mi odróżnić pozorne zmęczenie od prawdziwego.
Po zeszłotygodniowym tekście dostałam głosy, że:
do większego funu wcale nie potrzeba innych ludzi, oraz,
robienie czegoś mało efektywnie może również obniżać fun, bo np. będzie nas frustrować to, że tak wolny jest nasz postęp.
Moja odpowiedź: pełna zgoda.
Fun można osiągać na wiele sposobów, uprzyjemniając sobie dane zajęcie. Dla mnie dużo funu dają ludzie, ale są osoby, dla których niekoniecznie – każdy z nas ma inaczej. Najważniejsze, żeby znaleźć swoją własną metodę.
Co do konfliktu efektywność vs. fun, to moim zdaniem bardzo często te wartości są przeciwstawne, ale zgadzam się, że nie zawsze. Ważne, żeby pamiętać, że “fun” też ma znaczenie i żeby go nie pomijać. Jeśli masz aktywność, która jest zarówno super efektywna, jak i sprawia ogrom radości, to nie pozostaje nic, tylko praktykować :)
Ogromne dzięki za każdą informację zwrotną i dyskusję! Jeśli chcesz coś dodać do dzisiejszego tekstu, to podziel się swoimi przemyśleniami albo doświadczeniem – w komentarzu albo odpowiadając mi na tego maila. Dyskutujmy i uczmy się od siebie nawzajem – chętnie poznam Twoją perspektywę w tym temacie.
Tydzień temu pisałam o tym, że warto zapisać się na newsletter między innymi dlatego, że jeśli padną serwery i strona z wpisami będzie niedostępna, to zawsze będzie można je sobie przeczytać u siebie na mailu. No i wykrakałam: wczoraj (20.10.25) była awaria AWS i dostęp do strony był na jakiś czas zablokowany ;)
Od wpisu nr #4 wprowadziłam nowy styl okładek. Okazuje się, że jednak zdjęcia mnie i moich znajomych na tle ładnych widoczków, które nie mają żadnego związku z treścią tekstu, to jednak nie jest najlepszy pomysł na okładkę, no kto by to przewidział.
Wartość porady zależy od dopasowania jej do odbiorcy. Rady niedopasowane do Twojej sytuacji mogą Ci zaszkodzić. A gdy widzisz świetną radę z internetu, to niekoniecznie jest ona do Ciebie dopasowana.
Nie zawsze najlepszy czas na rozpoczęcie czegoś nowego to “teraz”. Szukaj lepszych momentów, ale też nie czekaj na ten idealny.
W działaniach, których się podejmujesz, najważniejszy jest balans. Według mnie najlepiej jest wtedy, gdy jesteś nieco ponad złotym środkiem – w lekkim niedoczasie, ale nadal masz czas, żeby cieszyć się tym, co robisz i nie pomijać rzeczy ważnych. U każdego złoty środek będzie wyglądał trochę inaczej i trzeba dojść do niego metodą prób i błędów.
Jeśli nie wiesz, co zrobić w danej chwili, zapytaj się: “Które działanie będzie najlepszym prezentem dla mnie w przyszłości?”
Życzę Ci odnalezienia i utrzymania Twojego złotego środka aktywności, oraz jak najlepszych prezentów dla przyszłych wersji Ciebie.
Do za tydzień!
Kasia
PS. Pod przypisami znajduje się dodatkowa sekcja, widoczna tylko dla osób, które dostały ten tekst na maila.
A jeśli chcesz mnie dodatkowo wesprzeć: polajkuj, skomentuj, zasubskrybuj (zawsze za darmo), napisz do mnie, lub podziel się tym tekstem z innymi.
“Ja podchodzę do tego tak, że jeśli przez dłuższy czas czuję się sfrustrowana i w dużym niedoczasie – to znaczy, że warto z czegoś zrezygnować.” Oczywiście, czasem się nie da. Albo da się dopiero po jakimś czasie. Każda sytuacja jest inna, ale samo uzmysłowienie sobie, z którą stronę warto się kierować, już jest pierwszym krokiem do poprawy sytuacji.

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.