Puzzle #1
Jedno z wystąpień jakie pamiętam z ted.com (jeszcze zanim stało się ich niestrawnie za dużo), to kolega prezentujący swoją wymianę mailową z „księciem z Nigerii” oferującym mu spadek w ramach jednej z akcji spamowych. Jest to prehistoria internetu, kiedy to autorem tego listu był człowiek nie AI, no i człowiek na kolejne intelektualne zaczepki „ted”-owego prezentera odpowiadał.
Czemu o tym piszę? O tym za chwilę.
Teraz puzzle #2
Ostatnimi czasy mam sporo zamówień szkoleń, gdzie przewija się temat odporności psychicznej. Pracuję z biznesem, więc klienci pytają mnie przede wszystkim o odporność psychiczną w zmianie, jak radzić sobie z ich ilością, czy też z ich nieodpowiednim wdrażaniem. To, co pokazuję na szkoleniach jako inspirację, to model 4C mental ressilience i mój główny jego przekaz: odporność psychiczna to kompetencja, można ją rozwijać i nad nią pracować. Oczywiście jak ktoś z natury ma „grubszą skórę”, to łatwiej jest mu/jej, ale rzeczy w „tej materii”, i tak nie przychodzą automatycznie. Parafrazując klasyka: „jebać wrodzoną odporność, tylko praca” 😊
Puzzle #3 i komentarz Ewy Swobody po zdobyciu srebrnego medalu na ME w Birmingham: „Hejterzy, dzięki Wam znowu tu jestem”.
Teraz złóżmy obrazek. I co nam powstaje? Powstaje coś, co mnie fascynuje. A mianowicie sposób reakcji na komentarze, jakie obcy ludzie wypisują pod naszymi wpisami/wykonami, tezami w social mediach. Ponieważ „been there, done that”, to kiedyś też wszystkim się przejmowałem. Aż zrobiłem sobie prosty eksperyment. Biegnę ulicą i widzę kolesia, który nawet na mnie nie spojrzał. Nie wiem jak się nazywa, kim jest, co ma w głowie. Odbiegam od niego i natychmiast zapominam o nim, a on pewnie mnie nawet nie zauważa. Alternatywnie zauważa i myśli sobie: co za pojeb tak męczy. A może nawet zaburczy to pod nosem. A może nawet krzyknie za mną: ej pojebie, po co się tam męczysz? Nie ma między nami żadnej nici relacji, znajomości niczego. Randomowy, czyli szansa na to, że kiedykolwiek się przetniemy jest znikoma. Jest de facto jak powietrze. Więc naprawdę obojętne jest mi to co i jak sobie o mnie pomyślał, czy zaburczał, albo wykrzyczał. Dlaczego mam się liczyć z jego zdaniem? A nie zdaniem drugiego, którego minąłem za 10m?
I za każdym razem jak ktoś niepochlebnie skomentuje mój wpis w social mediach, to wizualizuję sobie, że jest to właśnie „ten koleś”. Randomowy gościu, który zapomni o tym komentarzu za chwilę. Nieznajomy, który scrollując, przesunął się przez mój wpis jak drzewa przesuwają się za oknami auta kiedy kieruję. Nie zwracam na nie uwagi. Patrzę przecież na drogę. Wiem, że one są, ale są tłem. Nie dlatego, że ich nie zauważam. Ale przecież nie będę się przyglądał każdemu z osobna. Ile wtedy bym jechał do celu?
Fascynujące jest dla mnie to, jak bardzo przejmujemy się obcymi komentarzami. Ludzi randomowych, bez żadnego związku i relacji z nami.
No chyba, że chcemy się zanurzyć w ten ściek i tak jak koleś z ted.com i poeksplorować, żeby zrozumieć, albo mieć intelektualną przygodę walki o zrozumienie intencji.
Tylko że w 9/10 przypadków, które pamiętam z tego typu akcji, komentator milkł, albo po prostu zachowywał się jak nieznajomy w windzie, który dla beki, w budynku który odwiedza po raz pierwszy, (i pewnie ostatni raz w życiu), tuż przed piętrem na którym wysiada, puszcza bąką.
Olać. To moja rekomendacja. Działa.
No chyba, że człowiek ma impostor „syndrome” i w tym komentarzu jest rzeczywiście coś. W tym przypadku wracamy do modelu 4C i zapraszam na 1:1. Wtedy pogadamy o jednym z jego elementów, a mianowicie (confidence).
Dla sportu, od czasu do czasu polecam jednak intelektualne wybryki polegające ciągnięciu za język, albo uznawanie jakości opinii tych randomowych komentujących. Działa jak rozmowa z królem z Nigerii. Tym od spadku. 😊
Czytając komentarz Ewy Swobody widzę, że negatywne komentarze mocno ją zmobilizowały. W 4C, ten element modelu to competition. Jeśli tylko naprawdę potrafimy przerobić ten naturalny odruch „brania do siebie” na złość typu: „już ja wam udowodnię”, to jest to darmowe, dodatkowe motywacyjne paliwo. Ale też trzeba na to uważać. Bo warto wtedy wrócić do DNA naszej motywacji. Dla kogo my to robimy? Dla siebie, dla celu, czy po to, żeby dostawać komentarze. Bo jeśli to drugie, polecam karierę polityczną. Zawsze można dostać pokojową nagrodę FIFA 😉
Wiem, że liznąłem temat, wiem, że ma on wiele wątków. Ale jednocześnie nie trzeba mieć 54 lat, i tylu doświadczeń, żeby we właściwy sposób zarządzać sobą i swoimi odczuciami w tego typu sytuacjach.
No posts

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.