Jeśli człowiek zaczyna się wgłębiać w bieganie, trudno na pewnym etapie nie trafić na markę Satisfy. Design odstający od tego co widzi się u większości marek, cenowo także towar z wyższej półki. Niemniej w ostatnich tygodniach/miesiącach można odnieść wrażenie, że cała otoczka budowana przez lata zaczyna się powoli sypać.
Jeszcze słowem wstępu o samej marce. Mój stosunek do niej jest neutralny - ani nie jestem jakimś fanboyem, ani haterem. Mają przyjemne projekty, coś co bez dwóch zdań mógłbym nosić, lecz cenowo się to dla mnie nie broni (ja z tych co lubią drogie marki kupowane na jeszcze większych przecenach). Spotkałem się z według mnie trafnym określeniem, że jest to marka modowa osadzona w środowisku biegowym. Tak jak mamy ekskluzywne domy mody oferujące odzież w segmencie premium, tak po tej linii jest Satisfy - oferując bardziej wyrafinowany produkt w wyżej cenie niż większość. To nie Nike czy adidas z całym zapleczem R&D, a marka która sprzedaje swoisty styl. Bycie ponad dekadę na rynku pokazuje, że dla takiego produktu jest miejsce, ma on swoich odbiorców (choć po dziś dzień nie oferuje typowo kobiecych produktów jak choćby sportowe staniki - nie muszą - ale trochę można w tym dopatrzyć się schematu). Dla mnie spoko, fajnie że działają inaczej niż inni, życzę jak najlepiej.
Bliżej początku tego roku wybuchła mała drama - choć to bardziej założyciel i główny projektant Satisfy - Brice Partouche - wyraził swoją dezaprobatę na Instagramie wobec marki Currently zarzucając jej plagiat. Tutaj jest kilka aspektów, które można poruszyć.
Są różne powody, dla których marki zdobywają swoich odbiorców. Ktoś patrzy na estetykę, klimat, społeczność marki, ktoś inny kieruje się funkcjonalnością albo ceną. Pobudki są różne i Satisfy znalazło swojego odbiorcę. Niemniej ich produkt idealny nie jest i osoby posiadające ich rzeczy zwracały uwagę na detale które wymagają poprawy (np. kieszeń na telefon, gdzie nie mieści się telefon…). Szczególnie w tej cenie. Czy Currently zrobiło podobne produkty, które kosztują mniej? Tak - tylko że produkt dopracowali ku uciesze biegaczy plus żadna z tych marek sama nie wymyśliła tkaniny z jakiej zrobili te rzeczy. Obie z nich pracują na gotowych tkaninach, które kupują na swoje potrzeby (Satisfy robi zastrzeżenie nazwy produktu, a nie samej tkaniny). Dodałbym do tego jeszcze, że Satisfy jest przede wszystkim kojarzone za swoje “koszulki z dziurami” i ogólny styl, a nie typowo sportowe rzeczy. Jeśli mam wyrazić swoją opinię, to jak ktoś będzie szukał funkcjonalności w odzieży biegowej to Satisfy nie będzie pierwszą marką która przychodzi na myśl (Currently już szybciej) - ale w kwestii stylu to faktycznie mało kto może się równać. A dodając do tego fakt, że Brice w swoim wywodzie zaczął cytować punkowy zespół Fugazi - który słynął z otwartości, dostępności - to wzbudza tylko niesmak przy tym, ile kosztują produkty Satisfy.
Kolejna akcja - współpraca nad wspólną kolekcją z adidasem, a dokładniej forma jej premiery. Coś, co może w zamyśle mogło mieć ręce i nogi, finalnie przyprawia o ciarki wstydu i żenady. Na rowerowym pump tracku rozstawiono scenę na której grała hardcore’owa kapela, zaproszono infulenserów, ubrali ich w produkty z tej kolekcji i biegali po trasie obijając się niczym na koncercie. Nazwano to „The Circle Pit”. Dawno nie było wydarzenia, które tak poruszyłoby ludzi - ale w negatywnym znaczeniu. Środowisko związane ze sceną hardcore-punk było zniesmaczone, że ktoś wyciera sobie gębę ich kulturą. Nikt nie neguje, że Brice Partouche w tym środowisku dorastał, ale nie daje mu to prawa do wykorzystywania jego jak tylko mu się żyźnie podoba - szczególnie że on wykorzystuje tylko estetykę, bez dawania niczego w zamian. Dalej - ludzie szybko zaczęli komentować, że ten event nie daje wcale pozytywnego odzewu. Odpowiedź po stronie ludzi związanych ze Satisfy? „Trzeba było tam być, aby to poczuć”. Aha, super. Zrobiliście sobie zamknięty event z dala od innych, który nie przeczę, zapewne był bardzo spoko dla osób tam zgromadzonych - ale to też był event marketingowy który miał pomóc zareklamować współpracę dwóch marek, a odniesiona została porażka. Na szybko myśląc - gdyby zrobili imprezę w stylu, że z rana info o koncercie który odbędzie się wieczorem, że niby spontaniczna akcja - jakiś zaułek, scena z palet, zrobiony tor do biegania - otwarte dla wszystkich którzy przyjdą. Tak, wtedy możemy mówić o punkowym duchu. A nie w formie zamkniętego eventu, że jak nie byłeś to nie wiesz, więc siedź cicho. Zresztą trafiłem na bardzo fajny komentarz/ pomysł - można zorganizować event/zawody w odniesieniu do tego co robił Trasher Magazine z King Of The Road, gdy zapraszane były 3-4 zespoły, każdy dostawał listę zadań (nie tylko związanych z trikami na deskorolce), kto zdobędzie więcej punktów wygrywa. Tak, to ciągle będzie o niebo bardziej punkowe niż to co zrobiło Satisfy z The Circle Pit.
Mamy u nas takie fajne przysłowie - pycha kroczy przed upadkiem. I tak odbieram teraz tą markę - zamiast dla swojego dobra trzymać język za zębami, to wręcz przeciwnie - swoją pychą i przekonaniu o wyższości nakręca ludzi przeciw sobie. Satisfy przez lata kreowało się na taką spoko markę idącą własną drogą - ale ostatnimi czasy trudno odnieść wrażenie, że tam jest więcej przysłowiowego kija w dupie. Nadmuchane ego, uważanie się ponad innymi - taki można odnieść obraz marki, co nie sądzę aby było czymś pożądanym. Bo co innego, gdy jesteś dużą korporacją, wtedy to nikt nie ma złudzeń, że ta „przyjazność” to tylko poza - ale gdy jest się względnie małą marką, to jest to jednak bardziej personalne. Zresztą - dorwałem na wyprzedaży ich pierwszy model buta do biegania (nie kolaborację - ich własny). Mam mieszane uczucia, czy po tym wszystkim co się ostatnio działo, jeszcze po spisaniu tego tutaj - czy ciągle mam ochotę je sobie zostawić. Niesmak mówiąc w skrócie.
No posts

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.