Dziś niedziela, a więc dzień siejący spustoszenie na parkingach. Siedziałam na balkonie i gapiłam się na góry (nad Wysokimi leje), czemu towarzyszyły grzechot walizkowych kółek, trzaskanie klap bagażników i szum opon na asfalcie.
Cieszę się, że przede mną jeszcze tydzień wolnego, bo psychiczne zmęczenie dopiero puszcza. Miło też posłuchać ptasiego radio: drozd śpiewak dzisiaj zaprezentował wybitną arię. A w nocy, tak ok. 3.00, rozpętała się burza, było głośno i zlewnie, przez okno wlało się sporo ożywczego ozonu. Zresztą dziś też duchota wskazująca, że nadciąga powtórka.
Przypomniało mi się kilka detali z poprzedniego tygodnia. Drobiazgi, ale chcę zapisać.
W środę był 17 czerwca, a więc wspomnienie św. Brata Alberta. Jako winietkę do wpisu wrzuciłam zdjęcie z jego pustelni, bo pośpiech pośpiechem, ale schodząc przez Kalatówki, chciałam do niego tego dnia zajrzeć. Zresztą kocie łby na drodze do hotelu to dzieło braci i ubogich, którymi się opiekowali. Niektórzy mogą narzekać, że niewygodne, ale wytrzymały w świetnym stanie już ponad sto lat - sumienna robota.
Adam Chmielowski był jednym z Bożych szaleńców, i to dosłownie, bo chorował na depresję. Przełamanie przyszło na spowiedzi, więc nie dowiemy się nigdy, co takiego penitent usłyszał w pouczeniu, że odnalazł drogę w stronę światła. Wrócił do Krakowa i tu rozpoczął swój bieg olbrzyma, jakby to ujęła Mała Tereska. Mnie z jego biografii szczególnie porusza historia pokazująca skalę jego wewnętrznej przemiany. Był człowiekiem dobrze urodzonym i bardzo czułym na punkcie swojego honoru. Już samo to, że zaczął żebrać dla biedaków, było porażającą zmianą w zachowaniu. Jego dawni znajomi jednak postanowili sobie zażartować jego kosztem. Kiedy podszedł do nich w kawiarnianym ogródku, prosząc o datki, jeden z nich wstał i dał mu w twarz, stwierdzając, że to jego datek. Brat miał tylko jedną nogę, więc stracił równowagę i przewrócił się. Powoli wstał, czerwony na twarzy z gniewu, pewnie pomieszanego ze wstydem, ale po złapaniu oddechu podszedł do tej grupki jeszcze raz i powiedział: “To było dla mnie. Teraz proszę o coś dla moich biednych”. Byli tak zaszokowani, że hojnie sypnęli groszem.
Logika Ewangelii jest tak wbrew logice tego, co oklaskiwane, że jeśli chce się być wiernym tej pierwszej, trzeba przyjąć na klatę łatkę dziwaka. Wbrew powszechnie przyjętej narracji obecnie nawet w Polsce mówienie otwartym tekstem, że poważnie traktuje się swoje bycie katolikiem, jest źle widziane. Błyskawicznie zaczyna się być postrzeganym przez różne stereotypy i przedzałożenia, w dużej mierze negatywne. Łapię się często na uleganiu pokusie, by popłynąć z prądem, ale chciałabym umieć z taką jasnością jak Brat Albert rozpoznawać, jak zachować wewnętrzną wolność i jednocześnie nie stracić życzliwości wobec innych. Podziwiam zresztą ich oboje, bo ten zakon to także gałąź żeńska, której współzałożycielką i wieloletnią przełożoną była bł. Bernardyna Jabłońska. Kobieta równie wielkiej wrażliwości jak roztropności. Oboje położyli tak mocny fundament, że nawet represje za czasów nieboszczki komuny (komunizm był ustrojem idealnym, udawano więc, że bezdomni i ubodzy nie istnieją) nie zdołały zniszczyć zgromadzeń. A było ostro, włącznie z podpaleniem pustelni braci na Kalatówkach i pilnowaniem przez służby, żeby nikt nie pomógł gasić.
Z rzeczy zdecydowanie mniej poważnych zdanko podsłuchane na szlaku, padło z ust jednego z młodych panów: “Wiek służy kobietom. Podobno im bardziej pomarszczona rodzynka, tym słodsza”. Świetne lekarstwo na doła z powodu kolejnej kreseczki na liczku, będę sobie powtarzać przed lustrem.
A, i jeszcze synodalność w wykonaniu tutejszego proboszcza: była rozpisana ankieta, w której wierni mogli się wypowiedzieć na temat duszpasterstwa, z miejscem na wolne wnioski. Ankiety spłynęły, a w wolnych wnioskach najwyraźniej wierni szczerze wyrazili swoje zdanie (co swoją drogą dobrze świadczy o relacjach w parafii). Jutro ma być spotkanie, proboszcz zapraszał, na którym odpowie na podane sugestie i wyjaśni swoje decyzje. Są napięcia, znaczy: jest życie.
No posts

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.