09/05/2026
Jako osoba, która na samej górze listy wg Instytutu Gallupa ma talent Naprawianie (ang. Restorative), z błędami jestem w życiu za pan brat. Nie było tak jednak zawsze. Najpierw uczono mnie, że są przepisem na życiową porażkę. Potem udawałem, że ich nie popełniam, a później popełniałem ich na własne życzenie za dużo. W końcu zaczęły pracować dla mnie. Do napisania wydania o życiowych bliznach przymierzałem się od ponad roku, ale dopiero finałowa scena 3. sezonu serialu „Shrinking” postawiła kropkę nad i.
To blizny czy ślady?
Ten temat przewinął się na łamach tego newslettera przy okazji dwóch wydań. Pierwsze z nich poświęciłem mojej przygodzie z bieganiem → „O czym myślę, kiedy myślę o bieganiu”. Drugie, stanowiło uzupełnienie dla pierwszego i poświęciłem je konsekwencji w działaniu → do której jeszcze dziś wrócę. Nigdy jednak wprost nie napisałem, dlaczego właściwie najwięcej w życiu zawdzięczam właśnie popełnionym błędom i bliznom, które po nich zostały do dziś. Zacznę od tych ostatnich.
„Shrinking” to serial Apple TV, w którym przeplatają się terapia, żałoba i komedia – a wszystko to w jednym gabinecie psychologa, który nierzadko sam potrzebuje pomocy bardziej niż jego pacjenci. Jeden z głównych bohaterów, grany przez Jasona Segela, postanawia pewnego dnia porzucić terapeutyczny protokół i po prostu mówić ludziom wprost, co myśli – wzorując się na swoim nauczycielu, Paulu, granym przez Harrisona Forda. Skutki są tego różne. To serial o tym, że uzdrowienie innych i uzdrowienie siebie to często ta sama droga, tylko przebyta w różnej kolejności. Jeżeli jeszcze nie było okazji, aby obejrzeć „Terapię bez trzymanki”, bo taki tytuł serial otrzymał w Polsce – warto ją sobie stworzyć! Gwarantuję, że nie zmarnujesz czasu.
Finałowa scena 3. sezonu właściwie najkrócej, jak można – a przy tym do bólu szczerze – wyjaśnia rolę błędnych decyzji, które popełniamy w życiu.
Paul, którego kapitalnie gra Ford (w ostatniej roli życia – aktor kończy karierę po ostatecznym zakończeniu serialu Apple TV, co sam potwierdził), mówi w niej do swojego przyjaciela Jimmy’ego:
Życie rzuciło Ci pod nogi podkręconą piłkę, więc próbujesz utrzymać kontrolę, wyobrażasz sobie, jak chciałbyś, żeby się potoczyło… Ale to tak nie działa.
Jeśli sam nie potrafisz wyzbyć się tego cholerstwa, to ja spróbuję Cię z tego wyrwać. Jeśli chcesz ruszyć naprzód, musisz zostawić przeszłość za sobą. Wiem, że to przeraża. Zostawienie przeszłości za sobą oznacza, że nie pozwalasz swoim bliznom Cię hamować.
Jimmy kontruje:
Cały w nich jestem.
Paul się tego spodziewa:
Dobrze. Byłoby szkoda, gdybyś po 42 latach życia nie był pokryty bliznami. Są dowodem na to, że żyłeś w pełni.
I de facto tutaj można by zakończyć, ale Jimmy nie zawodzi, ponownie kontrując Paula słowami, które założę się, że od rodziców lub bliskich zdarzyło Ci się nieraz usłyszeć:
Nie chcę tego. Nie chcę, abyś musiał latać przez pół kraju, bo się o mnie martwisz. Nie chcę być ciężarem.
Paul kończy w swoim stylu:
Musisz wybrać. Chcesz – tkwij w tym miejscu albo zdobądź nowe blizny. Wybierz mądrze.
Te podkręcone piłki, o których wspomina Paul, od życia otrzymuje każdy z nas. Całkiem sporej liczby z nich nie udało mi się odbić. O innych udawałem, że w ogóle nie leciały w moim kierunku. Jeszcze inne odbiłem w złą stronę, przez co walnęły mnie z jeszcze większym impetem niż za pierwszym razem; odbijały się od ściany, gdy byłem pewien, że poleciały daleko. Nie wiem, ile z nich dostanę jeszcze przed 42. urodzinami, ale wiem, że chciałbym spotkać Paula już jako dziesięciolatek. Przez chorobę mamy wyjątkowo wcześnie musiałem się usamodzielnić, a pracę podjąłem już jako 15-latek. Tak, to nie było legalne. Tak, zrobiłbym to ponownie, bo wiele się dzięki temu nauczyłem, a myślę, że odpowiednik serialowego Paula mógłby mi wcześniej pomóc zrozumieć, że ego nie służy do odbijania tych pokręconych życiowych piłek.
Moje pokolenie wychowano (za co absolutnie nie winię nikogo, nawet systemu) w duchu, który wszelkie potknięcia traktował jako coś, czego za wszelką cenę należy w domu, w szkole i finalnie w życiu unikać. Dlaczego? „By nie odnieść tej życiowej porażki” – tak przynajmniej nam mówiono. To, czego nauczyłem się po moich bliznach – także tych całkiem sporych i fizycznych, które po rekonstrukcji prawego uda nadal zabieram za sobą na każdy kolejny maraton — to fakt, że są moimi narzędziami w przyborniku, do którego mogę sięgnąć jako Krzysiek, mąż, twórca, przedsiębiorca czy właśnie biegacz. Zrozumiałem, jakkolwiek banalnie to nie zabrzmi, że kluczem jest wiedzieć, jak wykorzystać swoje błędy. Czyli jak wrócić po ich śladach do momentu, w którym je popełniłem, i nie popełnić ich znowu 1:1.
Charliemu Mungerowi zawdzięczam w życiu wiele, choć na jego książki (w tym „Almanach”) trafiłem po 25 urodzinach. Wieloletni wspólnik Warrena Buffetta w Berkshire Hathaway nauczył mnie m.in. tego:
Idź spać każdej nocy trochę mądrzejszy, niż byłeś rano.
Dlatego staram się ciągle uczyć czegoś nowego, a z czasem ten proces zaczął mnie wręcz fascynować – w najprzeróżniejszych sferach życia!
W przeszłości pisałem o tym, jak błędnie przez lata korzystałem ze swoim blizn:
[…] sabotując własne działania, bo „przecież i tak mogę naprawić kolejny błąd, prawda?”. To oczywiście było naiwne i niedojrzałe, ale w którymś momencie spojrzałem na to, co towarzyszy mi w trakcie wychodzenia z kolejnych niepowodzeń, a nie na przyszłą perspektywę ich popełniania.
Ta nowa optyka zmieniła wszystko.
Zacząłem identyfikować rzeczy, o których wiem, że są mi niezbędne w poszczególnych obszarach życia, a wobec których byłem dotąd rażąco niekonsekwentny. Zacząłem to zmieniać małymi krokami, ale wracając na linię startu każdego dnia. […] Tak było z podcastem, z biznesem, tak było ze związkiem i tak do dziś jest z pokonywaniem kolejnych barier w sporcie.
Blizny to dla mnie też ślady – do przeszłości, której przestałem się bać i której się nie wstydzę, ale po których nieraz chodzę, aby sięgnąć po kolejne narzędzie z życiowego przybornika. Dobrze oddaje to poniższa klasyczna fotografia rzeźby wykonana w studiu, którą podrzuciła mi w kwietniu aplikacja DailyArt – Zuzy Stańskiej!
Moją i Zuzy rozmowę znajdziesz w 370. odcinku podcastu „Bo czemu nie?” →
Mowa o tej fotografii:
Ciemne tło wyraźnie izoluje kształt. Kamienny przedmiot zdaje się wyrzucony poza nawias jakiegokolwiek kontekstu, zupełnie jakby był ustawiony w muzeum. Dopiero po chwili zaczynamy zdawać sobie sprawę, że jest tu coś niepokojącego. Ta fotografia stanowi część cyklu „Ślady” autorstwa polskiego artysty wizualnego Mariusza Hermanowicza. Bohaterami stają się tutaj niesamowite szczegóły – pęknięcia, ubytki i drobne otwory rozrzucone po powierzchni kamienia. Te drobne niedoskonałości nie są dekoracjami, ale nie są też jedynie śladami naturalnego upływu czasu. Przypominają raczej rany, blizny pozostawione przez kule. Od tego dzieła wziął się tytuł całego cyklu – ślady.
Dlaczego nie żałuję porażek?
Ponieważ napędzają moją konsekwencję w działaniu, którą ciągle jeszcze lepiej uczę się wykorzystywać, aby zapędzać blizny do pracy dla mnie, bo przecież – co pokazuje powyższy przykład ze świata sztuki – mogą być one także ozdobą.
Tą metaforyczną, rzecz jasna, ale to
konsekwencja pozwala nawykom i rutynom zmienić kształt, aby sprostać wymaganiom dnia, a nie po to, aby wypełnić jakąś tabelę czy zamknąć cele w rozmaitych aplikacjach do produktywności. Prawdziwa zdolność do adaptacji to ta, którą możesz wyjąć ze swojego przybornika i użyć wtedy, gdy potrzeba. To jest droga do spójności, którą często mylimy z wykreowanym przez media, mitycznym stanem flow.
Rozwój to bycie lepszym od siebie samego z przeszłości. To nie musi być nic skomplikowanego. To często po prostu nieporównywanie się z innymi, ale z samym sobą z przeszłości. Z czasem nauczyłem się też definiować mistrzostwo inaczej, niż możesz to kojarzyć z kursów rozwoju osobistego czy motywacyjnych grafik w internecie. Moja definicja mistrzostwa, do którego dążę, zmienia się, ponieważ ja się zmieniam. Mistrzostwo, które mogę osiągnąć w danej kategorii tematycznej dziś, będzie inne niż to, które będę w stanie osiągnąć za trzy lub pięć lat. Ba, za tyle czasu nawet ta kategoria może być już kompletnie poza sferą moich zainteresowań.
Wierzę jednak, że dobra relacja z własnymi bliznami to suma małych wysiłków, powtarzanych dzień po dniu. Uczę się dostrzegać kolejne szanse, przejmować kontrolę nad tym, nad czym w ogóle mogę ją przejąć, a potem obracać błędy na swoją korzyść; a jeśli nie da się ich obrócić na coś dobrego, to przynajmniej może z nich wyniknąć coś pozytywnego. Zrozumiałem, że to ja sam jestem największą przeszkodą w osiąganiu wyników. To, czy warunki zewnętrzne są sprzyjające, czy nie, ma mniejsze znaczenie niż to, czy jestem w pełni zaangażowany i konsekwentny. Nawet w branżach, gdzie panuje ostra konkurencja, walka toczy się przede wszystkim z samym sobą. Jeśli ta relacja jest poukładana – wszystko zaczyna się łatwiej układać dookoła niej.
Przedsiębiorca Derek Sivers o wartości opanowania czegoś:
Mistrzostwo może być najlepszym celem, ponieważ bogaci nie mogą go kupić, niecierpliwi nie mogą go przyspieszyć, uprzywilejowani nie mogą go odziedziczyć, a nikt nie może go ukraść. Można je zdobyć jedynie poprzez ciężką pracę. Mistrzostwo to najwyższy status.
A co, jeśli pisząc dziś ten tekst, także się mylę? Czegoś się wszyscy nauczymy, a dziś wierzę głęboko, że może Ci się przydać, ponieważ piszę tu tylko o tym, do czego sam doszedłem. Tego się trzymając, wysyłam to wydanie do Ciebie.
Rada ode mnie?
Nie trywializuj tego, że Twoje blizny mogą Cię czegoś nauczyć. Robienie z tego komedii pomyłek tylko dołoży nowych.
Traktuj porażkę jak naukowiec. Każda próba to eksperyment. Każdy błąd to wskazówka.
„Porażka to po prostu okazja, by zacząć od nowa, tym razem mądrzej”.
– Henry Ford –
Zawsze doceniam te momenty, w których trafiam na treści będące brakującym ogniwem dla jakiegoś pomysłu. Dzięki temu, że inspiracji (a mam ich w tygodniu od groma!) nie kiszę w swojej zawodnej pamięci, tylko od razu notuję, potem dużo łatwiej jest mi dostrzec te połączenia i móc przekazać je Tobie w formie pisanej lub mówionej.
Jak to robię?
Prowadzę papierowy dziennik – codziennie, jak sama nazwa wskazuje.
Wysyłając do projektu „Bank pomysłów” w systemowej aplikacji Przypomnienia od Apple dowolny tekst, grafikę, cytat (cokolwiek) w formie zadania na przyszłość. Potem Claude pomaga mi raz na kwartał przeglądać tę plątaninę połączeń i proponuje z nich jakiś kierunek, który mogę obrać. Zazwyczaj jednak nie potrzebuję jego sugestii, bo takie momenty jak ten z finałem 3. sezonu serialu „Shrinking” po prostu zastępują analizę AI same.
Niekiedy wpadnę na coś podczas biegania – wówczas robię szybko krótką notatkę głosową w aplikacji Dyktafon na Apple Watchu. Te notatki odsłuchuję także raz na kwartał.
Nie czytam tekstów w sieci na bieżąco, dzięki czemu unikam rozproszeń w ciągu dnia, ale wysyłam wszystko to, co przykuwa moją uwagę do aplikacji Instapaper, w której buduję dla siebie własną, weekendową gazetę. Do jej lektury w uproszczonej, pozbawionej reklam/grafik i przypominającej e-booka (zaleta Instapaper!) formie siadam w sobotni poranek. Zawsze. To moja rutyna otwierająca weekend i czas na to, aby dostrzec inspiracje w pełni.
Przechodzimy do Porady tygodnia oraz moich rekomendacji.
Twój własny dźwięk ładowania iPhone'a lub iPada? Proszę bardzo!
Joanna Stern w swoim newsletterze „The New Things” zaprezentowała fanowski internet w najlepszej formie. Efekt? Kompletnie niepotrzebna funkcja i tysiące ludzi, którzy natychmiast chcą ją mieć! Zaraz przekonasz się dlaczego.
W iOS 24.6 można ustawić dowolny dźwięk po podłączeniu iPhone’a do ładowania. Nie gotowe alarmy. Dowolny plik audio. Joanna ustawiła klasyczny dźwięk uruchamiania Maca. I szczerze? To jest genialne.
Pobierz dowolny plik audio do aplikacji Pliki.
Otwórz Skróty → Automatyzacja → +
Wybierz „Ładowarka”.
Zaznacz „Po podłączeniu” i „Uruchom natychmiast”.
Dodaj akcję „Odtwórz dźwięk”.
Dodaj akcję „Plik”.
Wskaż pobrany plik audio.
Przeciągnij sekcję „Plik” nad „Odtwórz dźwięk”.
Teraz każde podłączenie ładowarki może brzmieć jak start Windowsa XP lub retro konsola. I dokładnie za takie małe, bezsensownie świetne rzeczy ludzie kochają technologię. Nasze Rzeczy!
📰 WYDANIE UZUPEŁNIAJĄCE
PARTNER WYDANIA
W najnowszym odcinku podcastu „Bo czemu nie?” m.in. recenzuję dla Ciebie najnowsze AirPods Max 2. generacji, choć Apple nadal dołącza do nich najbardziej kuriozalne etui w historii elektroniki użytkowej. Tzw. „biustonosz” nie tylko przed niczym nie chroni, ale pomimo krytyki firma postanowiła go nie zmieniać. Jeśli masz lub planujesz kupić te słuchawki, polecam doposażyć się w jedyne, prawidłowe etui, które zrobiła marka Spigen. Dokładnie tak powinno wyglądać to od Apple….
Znajdziesz je → u Pancernika, który dumnie wspiera moją twórczość, a Ty dostajesz dzięki temu -12% na cały asortyment, bez udziwnień. Kod rabatowy na cały koszyk: pancerneboczemunie.
Ciekawy artykuł w „New York Times” → o tym, jak pisanie oparte na sztucznej inteligencji zmienia sposób nauczania w szkołach. Łap go ode mnie w prezencie i otwartym dostępie.
iOS 27 – co wiemy przed WWDC? → Zebrałem większość dotychczasowych plotek w jeden tekst. Jest na co czekać.
Przyszły dyrektor generalny Apple, John Ternus → jest zapalonym entuzjastą motorsportu.
Wiele wskazuje na to, że powoli zbliżamy się do końca ery instalowania rozmaitych aplikacji → w naszych smartfonach. A może do końca smartfonów także?
Portret Sama Altmana w The New Yorker → Czy prywatne firmy powinny mieć aż tak duży wpływ na rozwój AI, która może realnie zmienić świat? Tekst jest okrutnie długi, ale gwarantuję Ci, że Twoje patrzenie na OpenAI po jego lekturze ulegnie zmianie. [PŁATNY DOSTĘP]
Kosmos nie przestaje nas zaskakiwać i to jest fascynujące! → Na obrzeżach Układu Słonecznego astronomowie udokumentowali ciało niebieskie o średnicy zaledwie ok. 500 km, które posiada stabilną i utrzymywaną przez grawitację atmosferę!
Pozytywna pokora piechoty → czyli Piotrek o tym, co kocham równie mocno jak bieganie. O spacerach. I to w mniej niż 5 minut.
Zgładzi ludzkość czy wyleczy raka? → Kilka słów o generalnej sztucznej inteligencji (AGI). Jeśli myślisz, że jedna definicja AGI, którą gdzieś kiedyś podano, wyjaśnia to, co przed nami – ten odcinek powinien trafić na górę Twojej kolejki podcastów do przesłuchania.
Kolejna wartościowa rozmowa o kulisach przejęcia władzy w Apple przez Johna Ternusa → tym razem gościem Johna Grubera jest MG Siegler, niezależny inwestor i pisarz, który w latach 2013–2024 był partnerem w Google Ventures.
Jak wygląda dziennikarstwo reportażowe i newsowe na najwyższym poziomie? → W nowym odcinku podcastu Cortex opowiada o tym Jason Schreier z Bloomberga. Jason na co dzień analizuje rynek gier i technologii.
Klasycznie, zamiast AI szef pomóc; będąc dostępnym 24/7 – raczej będzie szerzył kulturę, w której pracownik też poczuje, że musi tak robić. → Jako ludzie mamy problem z odróżnieniem maszyny od żywej istoty już na tym poziomie naszego sposobu myślenia o świecie.
Następca Buffetta → Na co Greg Abel wyda 400 miliardów dolarów?
Jeżeli interesujesz się rynkiem kapitałowym, to od razu polecam ten 20-minutowy wywiad → z byłym prezesem Berkshire Hathaway, Warrenem Buffettem. Więcej w nim mądrości (także tej życiowej!) niż w niejednej analizie rynku. [WIDEO]
Wiosna rozgościła się u nas na dobre, a skoro wiosna – to także powrót do napojów z obniżoną zawartością kofeiny, serwowanych zazwyczaj na zimno.
Za tydzień w podcaście „Kawa. Bo czemu nie?” usłyszysz ekspercką rozmowę o trendzie na Low Caf oraz Zero Caf, a dziś mam dla Ciebie jeden artykuł, który warto przeczytać w towarzystwie espresso tonic.
To solidny, branżowy tekst o odmianie Laurina (zwanej też Bourbon Pointu) – kawie z naturalnie niską zawartością kofeiny. Świetny haczyk: w 2018 roku właśnie tym ziarnem Emi Fukahori wygrała World Brewers Cup Championship, bijąc przy tym słynne Gesha z Panamy. Laurina ma około połowy kofeiny typowej arabiki, wyraźnie słodki i cytrusowy profil smakowy, a przez niską zawartość kofeiny jest paradoksalnie trudna w uprawie (kofeina to naturalny pestycyd rośliny). Daterra w Brazylii aukcjonowała ją w 2016 roku za 58 dolarów za funt.
Do usłyszenia za tydzień!
#446 – Nowy CEO Apple, Studio Display XDR, AirPods Max 2 →

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.