RSS Amplifier

Bo czemu nie? · Aug 1, 2026

Krok pierwszy

0
Sign in to vote or save

Krzysztof Kołacz · Bo czemu nie?

01/08/2026

To wydanie newslettera będzie krótsze, choć dotyczy spraw mierzonych zdecydowanie w długim dystansie. Ruszamy.

Pamiętam, jakim szaleństwem w mojej głowie było kiedyś wyjście na bieganie. O tej mojej, sportowej drodze pisałem w tym wydaniu → Podobnie było zresztą z porzuceniem etatu, założeniem firmy czy nauką języka od zera po trzydziestce. To ostatnie – „szaleństwo” – skłoniło mnie do podzielenia się z Tobą kilkoma krótkimi wnioskami. Weź z nich dla siebie to, co uznasz za przydatne.

Jakie będzie Twoje następne, małe działanie?

Uwielbiam zadawać sobie to pytanie co najmniej raz w tygodniu (podczas piątkowego przeglądu minionych siedmiu dni), choć często zdarza mi się do niego wracać nawet kilka razy dziennie. To pytanie paradoksalnie stanowi też odpowiedź na to, dlaczego potrafimy tkwić w bezruchu decyzyjnym przez długie lata, próbując rozwiązać wszystkie wątpliwości naraz lub poznać całą drogę, zanim postawimy na niej pierwszy krok.

Cały plan treningowy, choćby ułożony przez najlepszego trenera w swojej lidze, wygląda obiecująco i może obiecywać najlepsze wyniki – na papierze. Zanim nie pójdziesz któryś raz z kolei na 10, 20, 30 km wybiegania w upale, deszczu czy śniegu, nie uwierzysz i nie zrozumiesz ani tego, że to wcale nie jest proste, ani roli tej jednostki w kilkumiesięcznych przygotowaniach do maratonu.

Cała sprawa, nad którą rozmyślasz od tygodni, miesięcy czy nierzadko lat – to nadal jedynie część czekającej Cię drogi, na której nawet jeszcze nie jesteś. To jednocześnie pewien, nadal nieznany, jej etap, który dawno mógł być już za Tobą.

Cała decyzja to pojęcie abstrakcyjne, ponieważ w 90% przypadków te 10% sytuacji i konsekwencji, których nie przewidzisz, będą najważniejsze i zmienią najwięcej w całej układance. Nie da się na nie przygotować ani ich poznać bez kroku pierwszego.

Wraz z Żoną zaczęliśmy uczyć się norweskiego po trzydziestce. Wiedząc dokładnie, dlaczego to robimy, i kompletnie nie wiedząc, co nas czeka po drodze. Bardzo szybko okazało się, że po pierwszym kroku – którym było poznanie alfabetu, liczb i podstawowych zwrotów – nikt z nas nie myślał już o tym w kategorii „szaleństwa”.

Stało się coś, o czym zapomina napisać w mojej ocenie większość autorów poradników dotyczących produktywności czy kalorycznego życia. Ci piszą o dzieleniu tortu na małe kawałki, układaniu wielkich projektów w ryzach małych zadań czy wyznaczaniu mierzalnych celów z gwarancją nagrody na mecie. Wtedy krok pierwszy pozostaje ciężarem, ponieważ mimowolnie myślisz o tym momencie, w którym postawisz ten ostatni – na szczycie, na który prowadzi cała droga. Do tego nie masz mapy ani odpowiednich ubrań, bo przecież obiecano tylko to, co czeka na górze.

Tymczasem krok pierwszy, z którym długo zwlekaliśmy, doprowadził nas do czegoś o wiele ciekawszego niż zdany egzamin.

Działanie, które wyzwala z sobą krok pierwszy – zapewnia jasność.

A nie na odwrót.

Nie musisz znać całej trasy, ale idąc w nieprzewidywalne warunki, warto wiedzieć – po co naprawdę chcesz to zrobić. Ty, a nie autor kursu czy książki.

Norwegowie mawiają:

Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania.
Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær.

Krok pierwszy rzadko kiedy odsłania pełną perspektywę na to, co przed Tobą. Po prostu kompletnie nie o to w nim chodzi. Zrobienie pierwszego kroku da w 100% tylko jedno: pewność, że właśnie ruszyłeś/-aś. Z tym nikt (łącznie z Tobą) nie będzie się kłócił.

O co chodzi z tymi ubraniami? Pozwól, że odpowiem na przykładzie naszej nauki do egzaminów z norweskiego. Dość szybko, na początku tej drogi, okazało się, że uczenie się go z perspektywy języka polskiego – jest drogą donikąd. Dlaczego? Norweski ma wiele zapożyczeń z angielskiego, które w wymowie brzmią łudząco podobnie. Na tę wyprawę zabraliśmy ze sobą nasz angielski, którego używamy na co dzień od dekad i który dobrze znamy. Dzięki temu, że mieliśmy właściwe ubranie, mogliśmy szybciej przejść niektóre odcinki szlaku, wybierając naukę z poziomu angielskich podręczników, aplikacji i konwersacji. Bonus na szlaku? W Norwegii angielski umie niemal każdy, ponieważ od dziecka uczy się go równolegle z językiem narodowym (lub jego lokalnym dialektem). Programy informacyjne w kablowej telewizji zawsze mają napisy w języku angielskim, przez co od najmłodszych lat Norwegowie widzą go dosłownie wszędzie, a z czasem po prostu się go uczą.

Mając w plecaku angielski, mogliśmy nierzadko wybrać lepszą ścieżkę lub przejść suchą nogą przez sporą ulewę. Mieliśmy wybór, choć stawiając krok pierwszy – nikt z nas nie zakładał, że ucząc się nowego języka, przyda nam się inny, obcy język!

Widok na zamgloną dolinę na początku hike'u na Preikenstolen w Norwegii.
Widok na zamgloną dolinę, na początku hike'u w kierunku Preikestolen. (Fot. Krzysztof Kołacz)

Krok pierwszy nie daje żadnej gwarancji, ale sprawia, że ruszasz w drogę. Nikt nie obieca, że na pierwszym wzniesieniu, które uda Ci się zdobyć, niebo będzie bezchmurne i odsłoni cały widok na to, co czeka Cię dalej.

Stojąc jednak nadal w miejscu i obawiając się ulewy, ta w końcu na pewno nadejdzie, a Ty przemokniesz do cna, choć tuż za zakrętem czekało schronienie.

Ruszasz?

Jaki będzie Twój następny – krok pierwszy?

Do wakacyjnej przerwy zostały trzy wydania newslettera (licząc z tym), więc robię co w mojej mocy, aby dostarczyć w nich to, co mi w serduchu gra. Nie ma też co ukrywać – zresztą jeśli czytasz dłużej, to doskonale wiesz – że czekam na ten moment w roku.

Pierwszy z dwóch, wydawanych rok do roku, sezonów podcastu „Bo czemu nie?” zawsze jest dłuższy, a kończy się ankietą, w której będzie można już niebawem wziąć udział. To ten moment, gdy o dalszym kształcie audycji w dużej mierze decydujesz także Ty! Dam znać, kiedy ankieta ruszy. Podobnie zresztą będzie z tym newsletterem, gdzie za dwa tygodnie również przygotuję specjalne miejsce na informację zwrotną od Czytelników i Czytelniczek.

Na zdjęciu stoję na skale jednej z gór w okolicy norweskiego Sandefjord.
Krok pierwszy rzadko kiedy odsłania pełną perspektywę na to, co przed Tobą. Co jest w nim najlepsze? Droga do takich momentów. (Fot. Klaudia Kwiatkowska-Kołacz)

Sierpień to także czas dłuższego pobytu na Północy, w ostatnich miesiącach już po raz czwarty w tym roku (z siedmiu…) – z uwagi na wiele tematów, którymi podzielę się z Tobą u progu 2027 roku. Wierz mi na słowo, że za kulisami oddycham nimi każdego dnia. Nie mogę się doczekać, aż znajdą swoje miejsce także w tym, co nagrywam i piszę do Ciebie każdego tygodnia. Robiąc pierwszy krok wiele lat temu, nie miałem pojęcia, że dotrę do tego miejsca. Dokąd?

Napiszę wkrótce. Obiecuję.

A teraz przechodzimy do Porady tygodnia oraz moich rekomendacji.

Intencjonalna przerwa od treści, które konsumujesz najczęściej

Jak wspomniałem w wydaniu z 1 lipca, od dziś trwa moja 32-dniowa przerwa od słuchania i oglądania wszystkich obserwowanych podcastów i kanałów YouTube o technologii. Dlaczego?

Staram się wspierać jedną decyzję innymi, podejmowanymi po drodze. Nikt nie zmusza mnie do robienia przerwy między sezonami podcastów ani do brania wolnego. Tak już to wygląda, gdy pracuje się dla siebie – i dlatego właśnie od lat sam to wybieram i pilnuję, aby te przerwy były maksymalnie jakościowe.

Często słyszę w kontrze zdanie: „Ale przecież, jeżeli lubisz technologię, to przy niej też odpoczywasz?”.

Po latach z pełną świadomością odpowiem: nie. To mżonka. Nawet jeżeli uwielbiam to, czym się w życiu zajmuję – potrzebuję oderwania od tej rzeczy właśnie dlatego, aby nie zaczęła być całym życiem. A ja zdecydowanie nie chciałbym, aby technologia się nim stała.

Stąd nie nadrabiam ominiętych treści, staram się zaglądać na profile społecznościowe radykalnie rzadko (dwa razy w tygodniu) w tym czasie, ponieważ algorytmy i tak podrzucą mi omijane treści. Co w zamian?

Dużo zielonego dookoła, setki tysięcy kroków wydeptanych w górach i przebiegniętych w nogach, papier i ulubiony długopis, a nierzadko powolne spoglądanie na prawie niezachodzące w nocy północne słońce. Bez żadnego celu. To dla mnie prawdziwy, bezcenny luksus i jakość, o które zabiegać nie zamierzam przestać.

To moja…

Jak wyglądały początki AeroPressu – urządzenia, które zmieniło kawowy świat? W nowym odcinku podcastu „Kawa. Bo czemu nie?” opowiadam całą tę drogę.

Wyobraź sobie, że siada przed Tobą człowiek, który ma na koncie rekord Guinnessa. Nie w bieganiu, nie w skoku wzwyż — w najdalszym rzucie przedmiotem w historii. A potem ten sam człowiek mówi, że tak naprawdę najbardziej dumny jest z małej, plastikowej strzykawki do kawy.

#459 – Dwa światy, czyli Mac i Android razem →

#458 – Szkoła z Apple po podwyżkach? Pogadajmy →
#058 – Historia AeroPressu →

🗞️ POPRZEDNIE WYDANIE

Share

Read the original on boczemunie.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.