Od dłuższego czasu słyszymy, że duopol polityczny w Polsce to koncepcja, która się wyczerpała. Jako dowód wskazuje się wyniki kandydatów “antysystemowych” w pierwszej turze wyborów prezydenckich oraz rosnące w sondażach ugrupowania, które do tej pory nie miały czego szukać na podzielonej pomiędzy dwóch głównych graczy polskiej scenie politycznej.
Analizy zachowań wyborczych i nastrojów społecznych - zarówno te profesjonalne, jak i te, które wybrzmiewają przy przysłowiowym piwku ze szwagrem wskazują, że konflikt jako siła napędowa polskiej polityki zaczął tracić swoją dynamikę i nie jest już tak skuteczną metodą zarządzania elektoratami, jak to było do tej pory. Ludzie mają dość. Zmęczenie, marazm, widać jednak nie tylko po wyborcach - obecne są też w sztabach, czego dowodem może być całkowicie nijaka kampania głównego kontrkandydata Karola Nawrockiego. Rafał Trzaskowski przegrał przede wszystkim dlatego, że nie miał na siebie żadnego pomysłu - oprócz przebierania się w niedopasowane do niego garnitury, jak retoryka skrajnej prawicy czy też nacjonalistyczne wtręty gospodarcze, które miały być oczkiem puszczonym w stronę wyborców głosujących na PiS.
Alternatywą dla nudnego mainstreamu w oczywisty sposób stają się peryferia - bo to tam wyborcy poszukują jakiejkolwiek alternatywy dla skostniałego, zgranego jak stara płyta układu, z którym obcujemy w Polsce od przeszło dwudziestu lat. Atrakcyjność peryferiów pokazuje, że żyjemy w społeczno-emocjonalnej, politycznej próżni. Że jest miejsce na nowe. Jednak, jakie to nowe ma być, aby było wybieralne?
W tym tekście postanowiłam naszkicować naturę nowego. Nowego, które ma szansę być skuteczniejsze niż duopol, a także rosnąca na peryferiach skrajna, prorosyjska prawica. Nowego, które może wziąć Polskę szturmem, podbić ją w ciągu jednej kampanii i rozłożyć na łopatki dotychczasowy układ sił. Wreszcie - nowego, które wcale nie będzie dla Polski dobrym rozwiązaniem.
Zapraszam serdecznie.

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.