RSS Amplifier

On czy off · Nov 11, 2025

Robić swoje – i pamiętać po co

0
Sign in to vote or save

Kasia Kędzielska · On czy off

Przeczytasz w: 6 minut.

To jest mój dziesiąty tekst na tym blogu. Jeszcze 3 miesiące temu ta przestrzeń istniała tylko w moich marzeniach. A teraz istnieje naprawdę.

I mimo, że to dopiero dziesięć wpisów, to już nauczyłam się o pisaniu, marketingu, działaniu, sobie samej, i osobach, które mnie czytają1 tylu rzeczy, że bym się tego zupełnie nie spodziewała.

Gdy zakładałam On czy off, obiecałam sobie, że nie będę przejmować się liczbą subskrybentów i że jeśli mój wpis pomoże chociaż jednej osobie, to to już będzie sukces. Moje podejście jest nadal aktualne i można od nim przeczytać zarówno w pierwszym, jak i drugim moim tekście.

Jednak z biegiem czasu liczba serduszek i subskrypcji zaczęła przejmować mnie bardziej, niż chciałabym to przyznać. W dniu publikacji co i rusz sprawdzam, czy nie pojawił się może nowy komentarz, mail albo powiadomienie o wpisie. Zajmuje mi to czas, zajmuje mi to myśli, i tylko pogarsza mój nastrój. A poza tymi negatywnymi konsekwencjami nie zmienia zupełnie nic – to, że natychmiast dowiem się o nowym lajku lub jego braku nie wpłynie w żaden istotny sposób na jakość tego tekstu, kolejnych tekstów, na moje zarobki, relacje, czy w ogóle życie.

Mam przyjaciela, który kilka lat temu założył własną firmę. Gdy przyszedł moment, że potrzebował się rozrosnąć, poszedł na kurs marketingu i niedawno wypuścił pierwszą dużą kampanię marketingową. Gdy spytałam go o pierwsze wyniki, powiedział mi, że zalecenie jest takie, że przez pierwszy tydzień od wypuszczenia kampanii nie powinno się zaglądać do jakichkolwiek statystyk – bo można by od tego oszaleć.

Także wiem, że nie powinno się tego na bieżąco monitorować. Zgadzam się z tym i nie chcę tak robić, a jednak bardzo trudno się powstrzymać. I tak się bujam od wybuchów radości – bo ktoś wysłał mi feedback, opisał swoją perspektywę – do poczucia beznadziei, bo z X wyświetleń dostałam “tylko” Y odpowiedzi.

Ciekawi mnie, jak wiele osób zmaga się z tym uczuciem i czuje coś podobnego przy swoich projektach. Szczególnie po tym, jak pierwszy hype po rozpoczęciu czegoś nowego już minie – bo na początku więcej ludzi kibicuje i wspiera, ale ten entuzjazm naturalnie opada przecież z biegiem czasu.

Mój przyjaciel – ten od firmy, który sam przechodził przez to wszystko – mówi, że opad entuzjazmu to jest ten moment, w którym 90% osób rezygnuje. Ja nie zamierzam, mimo że emocjonalnie jest to czasami trudne. Myślę, że to jest też trochę sprawdzian, dlaczego to robię – czy faktycznie chcę się czymś podzielić, czy szukać aprobaty.

Chcę być odporna na miary sukcesu, w które próbuje popchnąć mnie świat – i pozostać wierna swoim własnym. A żeby się w tym wyćwiczyć, muszę dalej robić swoje.

Ta sytuacja szczególnie mocno przypomina mi, że nawet jak coś sobie postanowimy, to trzeba sobie o tym przypominać. Nie wystarczy raz coś komuś powiedzieć albo sobie postanowić. Nowe informacje spływają, nowe rzeczy się dzieją i żeby nie stracić swojego założenia sprzed oczu, trzeba je sobie po prostu powtarzać.

Pamiętanie o pierwotnych założeniach jest kluczowe w mojej pracy – przy projektowaniu produktów cyfrowych. Bardzo często jest tak, że jakaś nowa funkcjonalność powstaje z konkretnego powodu, ale z biegiem czasu dorzuca się do niej nowe pomysły, nowe warianty, bo ktoś coś zobaczył lub z kimś porozmawiał, i powoli kurs całości zmienia się na tyle, że pierwotny cel zostaje zupełnie wypaczony.

Aktualnie bardzo dużo firm bezmyślnie dorzuca chaty AI do swoich produktów, bez jasnego określenia, w czym taki czat miałby w ogóle pomóc2. Nierzadko zdarza się, że przypadki użycia, do których czat miałby być użyty, dałoby się ograć dużo prościej3 – gdyby tylko ktoś jasno określił cel, który ten czat ma spełniać, i uczciwie ocenił, czy faktycznie to robi4.

Zdarza się, że w toku rozwoju produktu muszę pytać: “Hej, pamiętacie, jaki jest cel tego projektu? Albo trzymamy się tego celu, ale wtedy te nowe pomysły nie pasują, albo zmieniamy cel. Musimy wybrać.”

I tak jak zawodowo jestem wprawiona w tym, żeby pilnować, czy decyzje i podejmowane działania zespołu zmierzają w kierunku ustalonego celu – tak w przypadku życia prywatnego często trudno jest mi się upilnować. Jednym z niedawnych przykładów mojej nieświadomej zmiany założeń był proces projektowania nowego mieszkania.

Z racji spaczenia zawodowego – bo wiem, jak często wyglądają i działają aplikacje i strony, które nie były projektowane przez specjalistę – uparłam się, że nasze nowe mieszkanie chcę mieć zaprojektowane przez projektantkę wnętrz. W założeniach mieszkania mieliśmy to, żeby baza kolorystyczna była w miarę neutralna, a żebyśmy mogli stylizować mieszkanie łatwo wymienialnymi rzeczami – poduszkami, materiałami, rzeczami na półkach.

W toku prac, gdy projektantka pokazywała nam wizualizacje, wiele razy moim zarzutem było to, że jest nudno, nijako, za mało kolorowo, i koniecznie chciałam dodać jednak jakiś kolor. Na szczęście zawsze w takich momentach projektantka przypominała mi nasze pierwotne założenie – neutralna baza, która ma pasować do naszych kolorowych kubków, książek, planszówek, figurek, pościeli i poduszek, które potem wypełnią tę przestrzeń. I pytała mnie wtedy: “Hej, a pamiętasz, jakie były początkowe ustalenia? Albo się ich trzymamy, ale wtedy dodanie koloru tu nie pasuje, albo je zmieniamy. Musicie wybrać.”

Dokładnie tak samo, jak ja przypominam o tym osobom, z którymi współpracuję przy projektowaniu aplikacji.

Świadome przypominanie sobie założenia, wartości, celu jest strasznie ważne, i to w wielu obszarach naszego życia. Nie wystarczy, że raz powiesz komuś “kocham cię”, i to starczy na całe życie – trzeba tę intencję odnawiać. Nie wystarczy, że raz sobie postanowię, że nie będę jeść słodyczy – muszę sobie to postanowienie przypominać (szczególnie w krytycznych momentach), aż dopóki nie dopnę swego. Religie również wykształciły przecież system regularnych modlitw, które stale i regularnie mają przypominać wierzącym, jak być dobrym człowiekiem.

Wiele sytuacji z życia pokazało mi, że jeśli mi na czymś zależy, i jest to dla mnie naprawdę ważne, to muszę znaleźć sposób, żeby to sobie powtarzać, odnawiać, przypominać. Bo inaczej proza życia, nadmiar treści, i wszechobecne rozpraszacze mogą łatwo sprawić, że zapomnę i, nawet nieświadomie i niechcący, zmienię kurs na taki, na którym nigdy mi nie zależało.

W przypadku On czy off mój sposób jest taki: co tydzień odświeżam sobie moje dwa pierwsze teksty – w których pisałam o założeniach dotyczących tego bloga – i mocno skupiam się na tym, po co ja to wszystko robię.

Dziękuję, że czytasz!

Mam nadzieję, że też znajdziesz swój sposób na pamiętanie o tym, co jest ważne 🫶

Udanego tygodnia,
Kasia

Leave a comment

Share

1

Info dla językowych nerdów: tak, właśnie zastosowałam metonimię autora. Uwielbiam 🫶

3

Inny przykład bezsensownej implementacji czata AI, o którym niedawno usłyszałam: zarządzono zrobienie czata AI do aplikacji sprzedażowej, żeby użytkownicy mogli szybko od czata otrzymać listę nieopłaconych faktur. Hmm… A czy nie mamy już przypadkiem znanego wzorca projektowego, który jest o wiele tańszy w wykonaniu, i o wiele szybszy dla użytkownika, i który nazywa się… filtr w tabeli? Czasem śmieję się, że analogicznie do stwierdzenia “mieliśmy spotkanie, które mogłoby być mailem” standardem stanie się niedługo “zrobiliśmy feature AI, który mógłby być filtrem”.

4

Może być też tak, że cel funkcjonalności AI jest czysto marketingowy, a nie użytkowy – np. żeby móc pochwalić się światu, że “używamy AI”, bo to jest modne i zwiększy sprzedaż. I wszystko jasne – w takiej sytuacji nie ma co przepalać pieniędzy i czasu na dywagowanie, o co użytkownicy będą tego czata pytać, tylko dorobić AI w takiej formie, jaka będzie najszybsza i najmniej kosztowna, i samo to już spełni zadany cel. Tylko żeby na to wpaść, trzeba sobie ten cel jasno postawić, i o nim pamiętać.

Read the original on onczyoff.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.