Cześć, wracam po przerwie, publikowane tu wcześniej teksty przeniosłem na własną stronę. Wierzę w dyscyplinującą autora moc regularnych newsletterów, doceniam Substacka za przestrzeń jaką stworzył. Moje rzeczy będą miały charakter notatek, wypisów, odpowiada mi forma fragmentów. Elementem spajającym będzie ciekawość.
(...) „Jednym z największych dramatów dzisiejszego życia umysłowego są opinie wydawane w jedną sekundę. Brak opinii jest jest przywilejem, a nawet ekstrawagancją” - mówi Dorota Masłowska. „Myślę, że opinie są kompletnie passé. Mają je ludzie, którzy uważają, że wiedzą. Już tutaj się mylą. Jedyne, co wiemy, to że poruszamy się w galarecie informacji, że budujemy swoje poglądy ze śmieci nie wybranych przez siebie, ale często wybranych przez system pod nas. Więc skąd ta śmiałość wszystkich opiniujących? Jakby byli w zbiorowej hipnozie”.
O ile nie posunąłbym się tak daleko w ocenie jakości informacji jak Masłowska - wszak nikt nie ogranicza dostępu do wiarygodnych źródeł, nie jesteśmy skazani na to, co suflują algorytmy, AI slop możemy omijać szerokim łukiem - to podzielam perspektywę pisarki, gdy mówi, że brak opinii jest przywilejem.
Kiedyś sądziłem, że skoro nie mam w jakiejś sprawie własnego zdania, świadczy to o braku refleksu, inteligencji czy - co gorsza - pewności siebie. Z czasem uznałem, że jest odwrotnie. Umiejętność oparcia się potrzebie szybkiej oceny, brak konieczności posiadania opinii, a zwłaszcza jej wyrażenia, uznałem za przejaw pewności siebie.
Nieznośny przymus, a może pokusa posiadania własnego zdania na każdy temat nie jest nowa, zmieniła się sceneria. „Możesz o tym żadnego nie wydawać sądu i nie niepokoić się w duszy. Rzeczy bowiem same przez się nie mają w sobie siły zdolnej do utworzenia w nas sądu” - notował Marek Aureliusz w „Rozmyślaniach” (VI,52).
Obsesja na punkcie racji wynika z lęku, mózg nienawidzi niepewności, a posiadanie „właściwej” opinii daje złudne poczucie bezpieczeństwa i przynależności do grupy - zauważa stepfanie tyler, której teksty czytam z zainteresowaniem. Tyler zachęca do praktykowania publicznej niepewności, przedkładania ciekawości nad pewność siebie. „Najbardziej nudni ludzie to ci, którzy mają gotową opinię na każdy temat. Spróbuj powiedzieć „nie wiem” lub „wciąż się nad tym zastanawiam”.
Odpowiada jej Michał Heller, ksiądz, filozof i kosmolog w jednej osobie: „Lubię nie wiedzieć i nie zamykam się na inne odpowiedzi”. Upraszczając, Heller broni wartości niewiedzy, postrzega ją jako przestrzeń pełną możliwości, która - zwłaszcza w kontekście naukowym - chroni przed dogmatyzmem i pychą.
Czytam książkę „Radical Curiosity: Questioning Commonly Held Beliefs to Imagine Flourishing Futures”. Seth Goldenberg nawołuje do przyjęcia postawy radykalnej ciekawości, składa swoją argumentację jak puzzle z wielu elementów - będę o nich pisał. Gdy świat stoi w obliczu egzystencjalnych wyzwań, gdy trwa „kulturowe interregnum”, potrzebujemy konfrontacji z prawdą, że to, co dotąd budowało naszą tożsamość się rozpada. Nasze dotychczasowe opowieści, wartości - niczym stare modele operacyjne - przestają być aktualne, radykalna ciekawość jest niezbędna do konfrontacji z prawdą.
Nie szukając daleko, przykładem „aktualizacji systemu operacyjnego” było niewątpliwie wystąpienie Marka Carneya, premiera Kanady w Davos, gdy mówił o końcu światowego porządku opartego na regułach i wezwał middle powers do łączenia sił.
Goldenberg podnosi na duchu, gdy przekonuje, że radykalna ciekawość opiera się również na optymizmie, a przyszłość jest liczbą mnogą. Myślę, że trzeba docenić ten głos, nawet jeśli znikąd nadziei. Jeszcze przed momentem fantazjowanie o tym, co nastąpi było źródłem nadziei i siłą napędową postępu; dziś scenariusze przyszłości przypominają jako żywo kolejne sezony „Black Mirror”, paradoksalnie jeszcze zatęsknimy za wariantem z serialu „Pluribus”.
Albo gubi nas nadmierne dzielenie włosa na czworo, pochłania spekulatywność. „Kiedy stajemy przed trudnym zadaniem, możemy wmawiać sobie, że jest ono zbyt ciężkie, niewarte wysiłku, że nie tak się to robi, że prawdopodobnie się nie uda lub nie uda się akurat nam. Jeśli jednak podejmiemy się zadania z pewną dozą ignorancji, może ona usunąć barierę wiedzy, która blokuje postęp. Co ciekawe, brak świadomości skali wyzwania może być dokładnie tym, czego potrzebujemy, aby mu sprostać”. Do przyjęcia takiej perspektywy zachęca Rick Rubin w ostatniej książce, tytuł rozdziału „Beginner’s Mind” wymowny.
Może zamiast aktualizacji systemu potrzebujemy resetu i zdrowej dawki ignorancji? Mogę zgodzić się z tą opinią, ale skorzystam z przywileju milczenia.

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.