fot. Zawichost, oznaczenia polskiego odcinka Drogi św. Jakuba
W gronie apostołów Jakubów było dwóch, Większy i Mniejszy, ale raczej nie chodziło o wzrost, tylko znaczenie. Pierwszy był starszym bratem św. Jana, synem Zebedeusza i Salome, należał do trójki, którą Jezus zabierał wszędzie tam, gdzie wydarzały się rzeczy najbardziej istotne, a po śmierci Pana został biskupem Kościoła w Jerozolimie. Z Listu do Galatów wiemy, że prezentował bardzo radykalne podejście do Prawa i jego przestrzegania oraz (to już z Ewangelii) równie mało cierpliwości wobec tych, którzy byli, że tak to ujmę, mniej zaangażowani. Co tylko potwierdza, że najwyraźniej Jezus miał podstawy, by obdarzyć go wraz z jego młodszym bratem przydomkiem Synowie Gromu (czyt. Narwańcy Boży). Jako pierwszy z grona apostołów otrzymał VIP-owski bilet do wieczności. Zginął w Jerozolimie jako męczennik: ścięto go mieczem z rozkazu króla Heroda Agryppy I około roku 44.
Zgodnie z hagiografią jego ciało dopłynęło w łodzi nawigowanej przez anioła do wybrzeży Półwyspu Iberyjskiego, gdzie go pochowano, po czym jego grób został zapomniany na osiemset lat. Na początku IX wieku pustelnik Pelagiusz miał sen, w którym apostoł upomniał się o swój kult i miejsce pochówku: miała go wskazywać znajdująca się nad nim gwiazda, dlatego miejsce to nazwano Compostela (campus stellae - pole gwiazdy).
Stało się to w bardzo dogodnym momencie, gdyż od stu lat półwysep był areną walk między muzułmanami i chrześcijanami o to, kto będzie na nim ostatecznie panował. Islam rozpoczął podbój tych ziem na początku VIII wieku i ze zmiennym szczęściem kontynuował w tym stuleciu. W nim też chrześcijańskim władcom udało się wywalczyć wąski pas ziem na północy i zaczęli sukcesywnie spychać Maurów w stronę Gibraltaru. Około 800 roku Galicia, w której leży Santiago, była już bardziej niż mniej kontrolowana przez chrześcijan. Odkrycie mniej więcej w tamtym momencie relikwii, które uznano za szczątki jednego z apostołów, miało więc także dodatkowy aspekt, motywacyjny taki: odczytano je zapewne jako potwierdzenie, że rekonkwista może liczyć na Boże wsparcie.
Szczególnie że pojawiła się legenda, której pierwszy zapis w źródłach mamy dopiero z XIII wieku, że przed jedną z bitew w połowie IX wieku nieco upadającemu na duchu dowódcy przyśnił się św. Jakub. Obiecał zwycięstwo, a kiedy rano ruszyli do walki, na czele oddziałów chrześcijan pojawił się sam apostoł na białym koniu, z flagą z krzyżem i poprowadził je do zwycięstwa. Wdzięczni za wsparcie rycerze udali się następnie z dziękczynną pielgrzymką do, wówczas jeszcze nowego, sanktuarium.
Kolor konia jest istotny, bo to odwołanie do wizji z Apokalipsy (zob. 19,11-21), w której na takim właśnie rumaku objawia się Wierny i Prawdziwy, a cała perykopa opowiada o zwycięstwie nad wrogimi narodami, Bestią i jej Fałszywym Prorokiem (skojarzenia rodzą się same, a na pewno rodziły się w głowach ówczesnego rycerstwa i pokrewnych).
A co ma z tym wspólnego założyciel polskiej prowincji dominikanów? Zapewne imię, bo Jacek, jak ustalili językoznawcy, nie pochodzi od Hiacynta, ale jest to staropolskie zdrobnienie imienia Jan lub Jakub (w dokumentach średniowiecznych pojawia się jako Jaczko). W rodzie Odrowążów zaś św. Jakub, zapewne jako patron rycerzy, był czczony: pierwszy ufundowany przez nich kościół miał to wezwanie, nadto Jacek miał przyrodniego brata, który też nosił imię apostoła. To zwiększa prawdopodobieństwo, że współczesny Jacek to, tłumacząc ze średniowiecznego, Kuba.
Powiązanie ze św. Jakubem dobrze się mieści również w charakterystyce duchowej zakonu. Dominikanie powstali w celu rekonkwisty (w końcu założył ich Kastylijczyk), choć przede wszystkim ascetyczno-intelektualnej. Mieli walczyć mieczem słowa z heretykami, a żebraczym życiem w posłuszeństwie (zastrzegam: piszę teraz o ideale) dawać świadectwo, że bycie prawdziwym apostołem jest możliwe. Chrześcijaninem zresztą też. Założyciel polskiej prowincji wraz z resztą pierwszych OP co prawda nie jeździli na białych koniach, ale mieli mieć w sobie coś z Narwańca Bożego, m.in. żarliwe umiłowanie prawdy aż po gotowość oddania za nią życia. Jednocześnie w tej prowincji, od początku wyraźnie misyjnej, istotnym aspektem życia było bycie w drodze. A to wpisuje się w tak silnie skojarzone z imieniem św. Jakuba pielgrzymowanie - w końcu obok drogi do Ziemi Świętej i Via Francigena do Rzymu było to jeden z oficjalnie uznanych traktów pielgrzymkowych Kościoła.
Jakuba i Jacka dzieli grubo ponad 1000 lat, ale jeśli moje przypuszczenia co do tego, że apostoł był patronem chrzcielnym Odrowąża, są słuszne, to patronat najwyraźniej był skuteczny i inspirujący. Na nasze szczęście.
No posts

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.