13/06/2026
Coroczną konferencję WWDC 2026 w wykonaniu Apple, jeszcze za prezesury obecnego CEO tej firmy, czyli Tima Cooka, podsumowano w Europie jednym zdaniem: „Dla nas nie mają nic”. W Polsce brzmiało ono ostrzej i, jak to u nas bywa, było podrzędnie złożone: „Nie ma polskiej Siri AI – skandal, Apple się kończy!”. Tymczasem ja pozostałem konserwatywny w swoim podejściu do tego typu wydarzeń, pamiętając, że Apple Event otwierający WWDC to zaledwie preludium trwającej tydzień konferencji, na którą składają się dziesiątki laboratoriów i warsztatów dla programistów, których lwią część sam oglądam co roku. Po co? Aby móc wypowiedzieć się o tym, co Apple szykuje za kulisami, a nie o czym informuje świat w ograniczonym czasie nieco ponad godziny dla mediów.
Wiesz, ile zmian odnalazłem w nadchodzących systemach, które zainstalujemy na sprzętach Apple tej jesieni? Ponad 500 (sic!), a to dopiero początek fazy beta, a realnie jest jeszcze kilka tysięcy poprawek błędów i usprawnień niewidocznych gołym okiem. Apple połowę z tej liczby nazywa „kluczowymi” zmianami. W samej przeglądarce Safari, dla przykładu, jest ich ponad 1000. Powyższy screen prezentuje tylko wycinek z tego, o czym nie powiedziano ze sceny w poniedziałek 8 czerwca, a robi wrażenie, prawda? Czy zatem należy zapomnieć o ewidentnym konflikcie Apple z Unią Europejską i aspekcie Polski? Absolutnie nie, lecz mnie interesuje szersze spojrzenie na tę spółkę w otoczeniu wyścigu zbrojeń Big Techów zajmujących się AI, w którym firma z Cupertino absolutnie nie jest na pozycji lidera, za to z równie dużą dozą pewności nie projektuje swoich rozwiązań na potrzeby świata zamieszkałego przez cyfrowych AI agentów, a nie ludzi.
O tym będzie dziś.
Od razu na wstępie zaznaczę, że jeżeli interesują Cię nowości, które będą dostępne w Polsce jesienią i o których większość mediów technologicznych nie napisała i nie powiedziała – nagrałem długi odcinek podcastu, w którym sporą część z nich omawiam → Serio, to ponad 500 użytecznych zmian, będących dowodem na to, że Apple posłuchało krytyki z zeszłego roku.
Nowy „wspaniały” świat?
A tegoroczne wydanie omawiające moją perspektywę na konferencję WWDC zacznę nie od Apple, ale od ich konkurencji. Od dwóch firm, o których żadne technologiczne medium nie pisze głośno, że „zaraz się skończą” – ba, większość podziwia ich rozwój i klaszcze w rytm dźwięków galopującej rewolucji AI, w której chyba – jako ludzkość – umówiliśmy się, że im szybciej oddamy algorytmom pełnię kontroli nad naszą codziennością, tym wskaźnik ich sukcesu będzie wyższy. Tak to przynajmniej wygląda z mojej perspektywy. Zatem zacznę od niedawnej konferencji Microsoftu, na której, tydzień przed WWDC, padły z ust CEO firmy następujące słowa:
„Do tej pory budowaliśmy komputery PC i systemy dla ludzi. Od przyszłego roku Windows będzie systemem agentów dla ludzi, a w przyszłości systemem wyłącznie dla agentów”.
Wtórował mu Jensen Huang, CEO Nvidii:
„Dotychczas budowaliśmy procesory dla ludzi, bo to oni używali komputerów. Nowa seria jest wyłącznie dla agentów. Ludzi mamy miliard (miał na myśli klientów). Agentów – nieskończoną liczbę”.
Giełda kupuje i odpowiednio wycenia taką obietnicę (właściwie nieskończonego wzrostu) w narracji większości analityków, choć oczywiście logika podpowiada, że liczba, o której mówi Huang, także jest skończona. To nie ma znaczenia, bo w świat idzie komunikat, któremu wtórujemy bez namysłu i chwili zastanowienia się nad tym, co właściwie Big Techy chcą nam powiedzieć. A oba komunikaty sprowadzają się do wspólnego zakładu o kształt Twojej i mojej przyszłości, który brzmi:
Komputery nie potrzebują już ludzi.
Za to my, ludzie, w ostatecznym rozrachunku za spełnienie tych potrzeb zapłacimy najwięcej. To wizja, w której oddajemy niemalże pełnię kontroli nad naszym życiem i przyszłością firmom, które mogą – ale wcale nie muszą (!) – dzięki temu znaleźć nam nowe miejsce w tej układance. Od lat rozpisujemy się i dyskutujemy na temat potrzeby sprawowania kontroli nad AI o wiele częściej, niż zadajemy pytanie o to, czy my w ogóle w sposób mierzalny potrafimy określić to, nad czym i gdzie człowiek miałby tę kontrolę jeszcze mieć, hm? Bo jeśli komputery nas nie potrzebują, to właściwie czego oczekujemy? Stałego, miesięcznego przelewu od wielkiej korporacji w podziękowaniu za te gromkie brawa i oklaski? Dochodu podstawowego? A może za nasze dane i chwalebne artykuły, z których żaden nie wskazuje na problem, który faktycznie jako ludzkość rozwiązujemy?
Kto będzie budował komputery dla ludzi?
W tym miejscu nie napiszę, że będzie to Apple, więc możesz czytać śmiało dalej, choć tej spółce jest do tego aktualnie najbliżej. Nawet bez Siri po polsku, ale do tego zaraz dojdziemy. Aby uczciwie rozliczyć Apple z tego, co obiecano przed laty, zacznę od przytoczenia również ich słów w kontekście priorytetów i DNA firmy. A z ust osoby odpowiedzialnej w tej firmie za cały ekosystem i oprogramowanie, Craiga Federighi, brzmią one tak:
„Misją Apple zawsze było przekształcanie potencjału zaawansowanej technologii w pomocne i intuicyjne produkty dla wszystkich, co nigdy wcześniej nie było tak istotne”.
Słowa klucze w tej wypowiedzi?
„[…] dla wszystkich”
Craig Federighi i Greg Joswiak w tym wywiadzie podczas WWDC jasno odcięli się od koncepcji Siri AI jako AI-companiona. Apple chce, by AI „znikało” w tle produktów. Nie zależy im na tym. Na pytanie, czy nowe Siri pozwoli stworzyć sobie cyfrowego partnera lub partnerkę, Federighi odpowiedział wprost: absolutnie nie.
W tym momencie można przyjąć dalszą narrację, obierając dwie ścieżki, a piszę Ci o tym, aby rzucić światło na to, jak działają media:
Pierwsza skupi się na wytknięciu firmie hipokryzji stojącej za tym stwierdzeniem, bo jakim cudem „dla wszystkich”, skoro cała Unia Europejska została pominięta?
Druga skupi się nie na tym, czego nie ma, ale za co Apple można chwalić pod niebiosy – na przykład na najtańszym MacBooku Neo w historii.
Moim zdaniem żadna nie szuka odpowiedzi na najważniejsze, a najrzadziej zadawane dziś pytanie: „Czym jest dla Ciebie i do czego potrzebujesz dziś komputera?”.
Siri AI
„Jesteśmy bardzo rozczarowani, że nasi klienci w UE nie będą mieli dostępu do Siri AI na iPhonie ani iPadzie, gdy w tym roku udostępnimy nowe wersje oprogramowania. […] Mamy nadzieję, że w przyszłości Siri AI trafi do UE, a my będziemy nadal współpracować z unijnymi organami regulacyjnymi, aby ustalić plan działania na przyszłość. Jednak brak chęci tych organów do konstruktywnego zaangażowania się w rozwiązania chroniące prywatność i bezpieczeństwo oznacza, że obecnie nie mamy określonego harmonogramu dostępności Siri AI w systemach iOS i iPadOS w UE”.
To stanowisko Apple w kontekście braku – części – rozwiązań związanych z ich nową Apple Intelligence i Siri AI na terenie Unii Europejskiej. Odpowiedź ze strony Unii jest natychmiastowa:
„Decyzja o niewprowadzaniu sztucznej inteligencji Siri w UE należy wyłącznie do Apple. Firma Apple po prostu nie była w stanie opracować rozwiązań zapewniających interoperacyjność, które spełniałyby podstawowe unijne standardy prywatności i bezpieczeństwa. Zamiast próbować znaleźć odpowiednie rozwiązanie zapewniające zgodność z przepisami, Apple po prostu zwróciło się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o zwolnienie z obowiązków dotyczących interoperacyjności. Nie jest to możliwe”.
Mamy więc wykluczające się narracje. Rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier mówi, że Apple nie potrafi spełnić ich wymogów, Apple mówi, że Unia chce bocznego wejścia do ich systemów i naszych danych.
Co ciekawe, akt o rynkach cyfrowych nie nakłada na Apple żadnych podobnych obowiązków w kontekście dostępu do Siri AI w systemie macOS 27, visionOS 27 i watchOS 27. DMA nie obejmuje systemów jako takich, tylko konkretnie wyznaczone „podstawowe usługi platformowe” (core platform services), a Komisja Europejska wyznaczyła Apple jako strażnika dostępu (gatekeepera) tylko dla iOS, iPadOS, App Store i Safari — nigdy dla macOS, watchOS czy visionOS. I uwaga – tam będą one dostępne jesienią. Jest to oficjalne stanowisko Apple. Dlaczego tak się dzieje? Bo w rozumieniu Unii Apple nie jest tam monopolistą, nie sprzedaje wystarczająco dużo Maców, komputerów Apple Vision Pro czy zegarków na terenie UE. Akurat w zestawieniu z faktem, że Apple Watch jest najlepiej sprzedającym się zegarkiem w historii ludzkości, chętnie poznałbym szczegółowe dane, choć Komisja tłumaczy to tym, że „zegarek wymaga do działania iPhone’a w przeważającej liczbie scenariuszy” – polemizowałbym z tym. Od kilku lat może działać z powodzeniem bez niego w wersji z modemem łączności komórkowej. Ba, Apple ma nawet usługę, która pozwala na skonfigurowanie go dla dziecka, które nie posiada żadnego smartfona.
Jestem daleki od tego, aby – w przeciwieństwie do kolegów po fachu – w 100% podpisać się pod jedną ze stron tego sporu. Dlaczego? Bo nadal wiemy za mało. Wiem tyle, że firma z niemal nieograniczonymi zasobami nie jest w stanie dogadać się z regulatorem w sprawie, w której chodzi o mnie jako człowieka.
Ani dla mnie, ani tym bardziej dla przeciętnego klienta Apple z ulicy nie jest jednak jasne, czego rzekomo firma broni w kontekście jego prywatności?
W związku z tym, dlaczego inne firmy, jak Google czy Samsung, mogą w pełni wspierać nie tylko podobne rozwiązania, ale i język polski swoich asystentów, i z jakimi dokładnie negatywnymi skutkami dla nas – klientów – się to wiąże?
Czy jako klient, płacąc tyle samo za produkt co Amerykanie, dostaję jego wybrakowaną wersję i dlaczego ktoś mówi, że to dla mojego bezpieczeństwa?
To są fundamentalne pytania, na które nikt nie udzielił klarownej odpowiedzi, a póki tych odpowiedzi nie poznamy publicznie – powiedzenie, że Apple broni naszej prywatności za wszelką cenę, jest dla mnie niemożliwe tylko w jednym scenariuszu. Jest nim bezgraniczne zaufanie, a to dziś trudne, gdy pozostałe Big Techy wprost piszą, że mają nas, ludzi, gdzieś. Zamiast takich pytań media najpierw za pewnik biorą jednak fakt, że miliardowa umowa Apple z Google zakłada wdrożenie 1:1 Gemini na urządzenia tej firmy, a potem – gdy okazuje się, że Apple w uproszczeniu nową Siri AI i jej relację z Google oraz Gemini opisuje jak relację producenta samochodów, który kupił od konkurencji licencję na płytę podłogową i silnik – otwierają oczy ze zdumienia. A przecież to doskonały przykład twardej logiki rynku, której jednak zdewaluowaną wersję Kowalski czy Smith odbiorą tak: „Apple nie potrafiło wdrożyć Gemini, a ono rozumie polski (lub dowolny inny, brakujący język)”. Pominę fakt, że takie rozumowanie zapomina o tym, że każdy może sobie Gemini samodzielnie pobrać z App Store (za darmo) i zainstalować na dowolnym urządzeniu.
Apple od konkurencji wyróżnia za to absolutnie bezprecedensowa baza wiernych użytkowników i obsesyjne skupienie na detalach, na które ta w pogoni za AI kompletnie nie zwróci uwagi.
Lawina niewidzialnych funkcji kontra brak polskiej Siri
Czy chciałbym, aby ta dyskusja dobiegła po piętnastu latach końca, a Polacy mogli rozmawiać z Siri w swoim języku? Tak. Czy sam bym z tego korzystał – nie, nadal komunikowałbym się po angielsku lub norwesku, bo pierwszy język mam na wszystkich urządzeniach ustawiony domyślnie od 15 lat, a drugiego się uczę i to tylko w tej nauce może pomóc. Dlaczego angielski? Jest krótszy i po prostu, gdy się go uczyłem, przestawiłem systemy i tak już zostało. To moja prywatna preferencja, ale rozumiem w 100% oczekiwania nie tylko polskiego – bo uwaga (!), Siri nie mają też inne kraje – użytkownika. Klienta, który widząc, na co pozwala konkurencja, rwie włosy z głowy, jak to możliwe, że jedna z najbogatszych firm świata nie jest w stanie wygrać z Unią lub wprowadzić polskiej asystentki. Lajkujemy posty wyśmiewające Apple, a jednocześnie kupujemy coraz więcej ich produktów. Dlaczego?
Szeroko mówiłem o tym w wystąpieniu na kanale , ale krótka odpowiedź brzmi: przez ich ekosystem. A prostsza jej wersja, którą słyszę od Słuchaczy i Czytelników: „Bo u Apple to, co trzeba, zawsze działa”. I właśnie „to, co trzeba” okazuje się w wielu rozmowach nie być wcale Siri. Serio, zapytaj znajomych, ilu z nich w ogóle na co dzień rozmawia z komputerami? Zdziwisz się. Oczywiście to nie znaczy, że problemu nie ma, a ja mogę się mylić i po premierze polskiej Siri nagle może się okazać, że to ulubiony sposób interakcji Polaków z urządzeniami Apple. Może, śmiem jednak wątpić, że tak się stanie. Tymczasem, gdy zapytasz tych samych ludzi o to, ile razy dziennie korzystają ze słuchawek, potrzebują szybkiej współpracy ich telefonu z komputerem, długiej pracy na baterii czy stabilności i bezawaryjności liczonej w latach – zobaczysz las rąk. Gwarantuję Ci, bo sam widziałem go także poza bańką fanów Apple dziesiątki razy.
Dlaczego Apple skupiło się na swojej wizji świata w otoczeniu AI, a nie – jak miało to miejsce do tej pory – na setkach poprawek czy nowych funkcji, które przyniesie jesienią rodzina systemów 27? Ponieważ rynek tę narrację po prostu wymusił. Apple to jedna z najważniejszych spółek w indeksie S&P 500 i nikt przy zdrowych zmysłach, w roku, w którym nastąpi historyczna zmiana na stanowisku CEO, a Tima Cooka zastąpi John Ternus, oraz gdy cały rynek kpi, krzycząc: „Skompromitowali się i przespali rewolucję” – nie wyjdzie na scenę i nie powie: „Mamy czas”. Apple, patrząc na nie z rynkowego punktu widzenia, dla inwestorów nie jest w żaden sposób uprawnione do tego, aby nie podążać za rewolucją, która dzieje się na naszych oczach. Jednocześnie ta spółka, mając największą bazę wiernych użytkowników, jako nieliczna może pozwolić sobie na własną interpretację tej rewolucji.
Jedno jest pewne – WWDC nie wróci do formy, w której Apple omawia nowości system po systemie, ale raczej będzie skupiało się na pokazywaniu tych miejsc i scenariuszy używania ich technologii, które mogą wnieść jakąś wartość dodaną w życie i pracę ich klientów.
Apple – jak każda firma – koncentruje się na zysku. Doskonale jednak wie, że ilość najwierniejszych fanów jest tak duża, że nawet jeśli ich marketing nie opisze i nie opowie o tych mniejszych lub większych nowościach w każdym z systemów – zrobią to oni. I ja również do tego grona się zaliczam, co przyznaję całkowicie uczciwie. Żadna inna firma technologiczna nie może być tego pewna. Powtórzę – żadna, bez względu na rewolucję, jaką wnoszą jej produkty do świata AI. Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze, ludzie – choć gdyby oceniać to tylko po treściach nagłówków z Polski, byłoby to trudne do uwierzenia – po prostu lubią Apple, a sama firma może bez dużego ryzyka wizerunkowego przedstawiać swoich wiceprezesów w roli buntowniczych hipisów w żółtym Volkswagenie Transporterze, szukających nazwy dla nowego macOS (wybrali… Golden Gate) podczas jednej z ważniejszych konferencji.
Po drugie, zapytaj kogoś na ulicy, co nowego zapowiedziało Google, Nvidia lub Microsoft w swoich systemach?
Po ludzku
Na WWDC 2026 nie mówiono tylko o Siri AI, choć nagłówki w 99% mediów świadczą o czymś innym. Z tej samej sceny zapowiedziano na przykład nową wersję Kontroli Rodzicielskiej w całym ekosystemie Apple, a w tym segmencie rynku akurat firma z Cupertino od lat konkurencji, która nie wymaga instalacji kilku skomplikowanych usług i ich rozumienia – nie ma. I tak Apple publicznie podjęło próbę znalezienia rozwiązań na to:
Jakie treści widzą dzieci?
Kto do nich mówi i z kim one rozmawiają?
Kiedy i ile czasu spędzają na urządzeniu w danym otoczeniu czy momencie dnia?
Szeroko tę nowość opisał Dominik – polecam jego tekst →
Teraz przypomnę, jeśli pozwolisz, wypowiedź Satya Nadelli w kontekście przyszłości Windowsa:
„Do tej pory budowaliśmy komputery PC i systemy dla ludzi. W przyszłości systemem wyłącznie dla agentów”.
Rynek i klienci nie pozostają obojętni wobec tak znaczącego kontrastu.
Generacja Z bez żadnych skrupułów wybuczała także byłego CEO Google — Erica Schmidta – podczas ceremonii rozdania dyplomów na University of Arizona w połowie maja 2026. Schmidt został wybuczany wielokrotnie podczas przemówienia, gdy porównywał nadejście AI do „technologicznej transformacji”, jaką przyniósł komputer. Powiedział około 10 tysiącom absolwentów, że „AI dotknie każdego zawodu, każdej klasy szkolnej, każdego szpitala, każdego laboratorium, każdej osoby i każdej relacji” — i to przy tym fragmencie buczenie narastało. Na zakończenie powiedział:
„The future is not yet finished. It is now your turn to shape it”.
„Przyszłość nie jest jeszcze dopisana. Teraz wasza kolej, by ją kształtować”.
Tutaj również komentatorzy podzielili się na dwa obozy. Pierwsi nazwali Generację Z „roszczeniowymi nierobami”, drudzy zadali pytanie: „Dlaczego młodzi mają coraz większą awersję do AI?”. Zdecydowanie bliżej mi do drugiej narracji, a sam zadaję sobie pytanie, jak mogę inspirować to pokolenie do tego, by podejmując działania, które w znakomitej większości mogą zdecydować o kształcie mojej i zapewne także Twojej starości – pytało samo siebie:
Jak ja chcę wykorzystać ten cały szum i dostępną moc (nie tylko AI)?
Oni mają szansę faktycznie to zrobić, no chyba że już dziś stawiamy to i kolejne pokolenia na pozycji bezużytecznego, niepotrzebnego komputerom człowieka.
Więcej o tym posłuchasz w krótkim, ale treściwym felietonie audio → na który ostatnio trafiłem.
Zakończę obrazowo, po tygodniu obserwacji środowiska nie tylko technologicznej branży. O braku Siri AI w Unii Europejskiej pisze większość mediów, a zapewne przypadkowy przechodzień już o tym słyszał. Nawet premier Tusk zadzwonił do Cupertino i rozmawiał z obecnym i przyszłym CEO Apple →
O nowych procesorach Nvidii nie wie nikt, choć to one rozdają dziś geopolityczne karty w układance, której przeciętny śmiertelnik już nie rozumie.
Kto będzie produkował komputery i ekosystemy dla ludzi? Takie, które rozumiesz?
Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.
✒️ ZZA KULIS
Ze wszystkich konferencji Apple, które mamy w ciągu roku, WWDC lubię najbardziej właśnie z uwagi na to, że wymaga zajrzenia pod maskę, poświęcenia czasu na zrozumienie setek małych zmian, które później przekładają się na jeszcze lepsze doświadczenia z użytkowania ekosystemu, który intencjonalnie wybrałem prawie 20 lat temu i który nadal mi odpowiada.
Po ludzku, bo dziś było o tym sporo, to też jeden z tych tygodni, w których właściwie w 100% pochłania mnie temat jednej spółki. Zawsze po nim potrzebuję zmienić motyw przewodni pracy, a tak się składa, że podczas tegorocznych wakacji zarówno tutaj, jak i w podcaście, wrócimy do świata – analogowego! I już nie mogę się tego powrotu doczekać, zatem najbliższe tygodnie poświęcę na pracę nad kilkoma odcinkami i wydaniami, które zdecydowanie na bok odłożą technologię. Za to człowieka postawię w ich ramach w samym centrum.
PS. Do sklepu wrócą też produkty, a więcej szczegółów za tydzień. 🫡
Przechodzimy do Porady tygodnia oraz moich rekomendacji.
PARTNER WYDANIA
Krótko, na temat i z korzyścią dla Ciebie, bo takie współpracę lubię i szanuję. Pancernik dumnie wspiera moją twórczość, a Ty dostajesz -12% na cały asortyment, bez udziwnień. Kod rabatowy na cały koszyk: pancerneboczemunie.
Porada tygodnia
Poszukaj własnych odpowiedzi
Skoro zadałem je powyżej, to wierzę, że warto powtórzyć je właśnie w tej sekcji. W ramach porady tygodnia, serio i prosto z serducha, zachęcam Cię do zadania sobie pytania:
Jak ja (i czy w ogóle) chcę wykorzystać AI?
Odpowiedzi nie musisz nigdzie upubliczniać. Nie musisz jej znaleźć od razu. Po prostu posiedź chwilę z tym pytaniem. Jeżeli do udzielenia odpowiedzi brakuje Ci danych – poszukaj ich. Tych konkretnych, dla siebie. To zawsze lepszy pomysł niż kopiowanie porad z nagłówków filmów obiecujących nowe, lepsze jutro.
Na co ostatnio trafiłem?
🛋️ DO KAWY
Ten artykuł to znakomita analiza tego → dlaczego japońskie firmy zazwyczaj są budowane z myślą o długofalowym funkcjonowaniu. Najważniejszym wnioskiem płynącym z lektury jest to, że choć specjalistyczne podejście sprawdza się w zakresie wprowadzania innowacji, to właśnie podejście ogólne jest kluczem do przetrwania w burzliwych czasach i czerpania ponadprzeciętnych korzyści. Dlaczego japońskie firmy zajmują się tak wieloma różnymi dziedzinami jednocześnie.
W przypadku platformy X tylko 10% użytkowników generuje ponad 80% treści → co jest szokujące i oznacza, że ogromna większość użytkowników konsumuje treści tworzone przez bardzo wąską grupę ludzi. Tak właśnie rodzą się bańki. Warto mieć świadomość tego, że oprócz botów odpowiedzialna za ten hałas i chaos w internecie jest mikroskopijna grupa superaktywnych użytkowników.
A co, jeśli konsumenci nie znoszą treści generowanych przez sztuczną inteligencję? → Kiedy narzędzia, które upowszechniają tworzenie treści, jednocześnie niszczą to, co nadaje im wartość, rzemiosło staje się ostatnim czynnikiem wyróżniającym. Hasło „Made by Humans” zaczyna pełnić rolę znaku jakości, podobnie jak „ekologiczne” w przypadku żywności. Zupełnie mnie to nie dziwi.
Google na specjalnych prawach u Apple? → Aplikacja Gemini na macOS instaluje w tle niechciane rzeczy i nawet o tym nie informuje.
Jak wschodni bank ograł zabezpieczenia Apple? → Aplikacja-kameleon na szczycie App Store.
🎧 PODCASTY I KINO
Uzupełnieniem dla tego wydania będą dwa odcinki serii poświęconej giełdowym spółkom z grona Magnificent Seven:
SpaceX na giełdzie → kulisy największego IPO w historii.
Ciemna strona chatbotów AI → znaki ostrzegawcze, ryzyko i rzeczywistość. Tak, dotyczy także nowej Siri AI.
Casey Neistat o kulisach czasów, w których zaczynał tworzyć → i o tym, jak wygląda ta branża dziś. Czy nadal liczy się historia?
Jak ludzie potajemnie nagrywają okularami Meta → omijając ich zabezpieczenia przez fizyczną modyfikację. Warto mieć tego świadomość. [WIDEO]
☕️ ZE ŚWIATA KAWY
10 lat w otoczeniu kawy specialty — i 10 lekcji, które z tego wyciągnąłem: o ludziach, prostocie, romantyzowaniu kawowego biznesu oraz o tym, by nigdy nie nawracać nikogo na kawę.
Najnowszy odcinek podcastu „Kawa. Bo czemu nie?” → to ten, którego nagranie Słuchaczy sugerowali mi przez ostatnie dwa lata. Smacznego odbioru!
🎙 MÓJ NAJNOWSZY PODCAST →
#451 – WWDC 2026 – o czym nie powiedziano? →
🗞️ POPRZEDNIE WYDANIE
Chcesz być na bieżąco i odebrać e-book? Zasubskrybuj. Bo czemu nie? Do usłyszenia!

Comments
Nothing yet. Say the first thing.
Sign in to join the conversation.