RSS Amplifier

Bo czemu nie? · Apr 4, 2026

Kiedy powiedzieć „STOP”?

0
Sign in to vote or save

This page did not load. You can still read it on the original site — the toolbar below keeps your place in the directory.

Prawie nigdy nie mówimy o tym, z czego rezygnujemy, a to właśnie te decyzje pchają nas naprzód – także w świecie technologii

04/04/2026

To wydanie oraz najnowszy, 441. odcinek podcastu powstały po tym, jak Tomek napisał do mnie wiadomość, w której zawarł pytanie:

Możesz więcej opowiedzieć w przyszłych odcinkach o tym, jakie miejsce zajmuje iPad – szczególnie z Apple Pencilem – w Twoim workflow, gdy już masz papierowy dziennik?

Niby proste pytanie, skierowane do technologicznego nerda, prawda? Tylko że uświadomiło mi ono więcej niż jedną rzecz. Punktem wyjścia do udzielenia odpowiedzi okazała się błyskawiczna, lecz szczera konkluzja skierowana do siebie samego. Brzmiała tak: Nigdzie, ponieważ przestałem go używać rok temu.


Siła rozpędu

Gdy już wkręcimy się w jakiś temat na dobre, w myśl polecanej przez wielu zasady „Albo na 100%, albo wcale”, następują dwa scenariusze.

Pierwszy, częstszy i ten, którym bez większego problemu chwalimy się znajomym na prawo i lewo, zakłada maksymalne wykorzystanie potencjału adrenaliny, która naturalnie krąży w naszym organizmie, gdy poświęcamy czas zajawkom, hobby czy pasjom. Brniemy w ukochany temat niemalże na oślep, starając się z niego wyjąć 100% potencjału. Biegacz amator zapisuje się na kolejne biegi zorganizowane, chce i często pobija kolejne życiówki, potem ma kontuzje (często na własne życzenie), ale miłość do ukochanego sportu tłumaczy zbieraniem doświadczeń i tak dalej. Fan lub fanka technologii w tym scenariuszu kupuje kolejne produkty ulubionej marki, kawosz powiększa swój warsztat zarówno o nowe urządzenia i naczynia do parzenia kawy, ale też o umiejętności – chodzi na cuppingi i szkolenia dla domowych baristów, a przed drzwiami jego mieszkania unosi się wieczny zapach świeżo parzonego espresso. Ten scenariusz jest do granic możliwości romantyczny, generuje wspomnienia w tempie szybszym, niż jesteś w stanie ocenić ich wagę. Wszystko jest „cudowne”, „Twoje, nowe i najlepsze”. Najczęściej, gdy ktoś zapyta o alternatywy, odpowiadasz: „Nie ma! To jest to, na zawsze!”.

Drugi scenariusz zawiera w sobie pierwszy etap tego, który opisałem wyżej, czyli tu również początkowa adrenalina kreśli scenariusze rodem z biografii wilków z Wall Street, tylko przez krótki czas. Chwilę, po której – puff – wszystko jakby znika. Zajawka życia nie jest już interesująca, bieganie – jak się okazało – wymaga treningów, a te systematyczności i akceptacji zmęczenia. Kolejne gadżety wkładane do zakupowego koszyka cieszą tylko w dniu ich dostawy, a potem są wyrzutem sumienia i kolejną małą dziurą w domowym budżecie, więc winę ponosi wielka korporacja i ci, którzy namówili Cię do ich zakupu. Klasyk.

Z perspektywy moich własnych doświadczeń mogę stwierdzić, że o wiele łatwiej mają osoby wpadające w drugi scenariusz, choć na logikę wydaje się on być negatywnym i często skutki historii, które zostały na tym etapie porzucone na zawsze – faktycznie okazują się takie być. Jednak oceniam go jako łatwiejszy z innego powodu. Otóż gdy ktoś wybierze drugą z dwóch dostępnych przez całe nasze życie dróg – drogę poddania się przy pierwszej napotkanej przeszkodzie – następuje zazwyczaj koniec danego tematu. Życie płynie dalej, a człowiek w końcu wraca na drugą z życiowych ścieżek, bo często po prostu musi, i ponownie idzie w górę, odkrywając nowe bziki, okazje i próbując wykorzystać je od zera. Siła rozpędu robi swoje i albo powtarza się scenariusz numer dwa, albo szczęśliwie przy kolejnej próbie okazuje się, że nowa rzecz to ta jedna na milion! O wiele większa trudność jest wówczas, gdy po wielu latach okaże się, że jednak nie. Wtedy tych, którzy umieją najpierw ten moment zauważyć, a potem powiedzieć sobie i jemu zdecydowane: STOP – jest o wiele mniej. Dlaczego?

Na zdjęciu jeden z moich starych Apple Pencili.
Ten model 2. generacji Apple Pencil miałem ze specjalnym grawerunkiem. Wówczas bardzo go lubiłem. (Fot. Krzysztof Kołacz)

STOP

Zanim spróbuję odpowiedzieć po swojemu na to pytanie, pozwól, że sięgnę do jednej z wielu historii mojego pokolenia. Studia przedstawiano nam jako obowiązkowe, a ich pierwszy wybór musiał być ostatnim i na całe życie. Dzisiaj dobrze czyta się biografie tych, którzy rzucili je w diabły i osiągnęli sukces, ale umówmy się – większość czytających to osoby, które albo przemęczyły się do końca wybranego przez rodziców, a nie przez siebie kierunku, albo szczęśliwie udało im się w tych wyborach z czasów końca liceum (!) odnaleźć życiowe powołanie. Tych, którzy od początku wiedzieli, że idą dobrą ścieżką na całe życie, jest promil. Zatem zachwycając się historiami buntowników, często pytamy samych siebie: „Co by było gdyby?”. To pytanie zazwyczaj przynosi frustrację i wpędza nas w drugi z opisanych wyżej scenariuszy. Czasami jednak pozwala dostrzec ewidentne błędy i nauczyć się nie popełniać ich ponownie.

Gdy mówimy o czymś, co ma kaliber wyboru zawodu, partnera czy decyzji finansowych – zrozumienie tej kwestii wydaje się być logicznie spójne. To w końcu duże życiowe tematy, prawda? Tymczasem życie i one same składają się z setek, tysięcy, a wraz z wiekiem – milionów małych decyzji, które podejmujemy każdego dnia i z uwagi na ograniczoną percepcję po prostu ignorujemy. Jedną z tych decyzji jest pójście w dane rozwiązania technologiczne raz i udawanie, że świat poza nimi z dnia na dzień przestał istnieć. No dobra, a jeśli technologia to czyjaś pasja? Nie ma to znaczenia, bo spójrz – jeśli coś kręci Cię na maksa, to zapominając zaglądać od czasu do czasu poza swoją bańkę, prędzej czy później zapomnisz, dlaczego w ogóle to doceniasz czy lubisz. Ten moment jest niesamowicie łatwo przegapić, o czym sam przekonałem się w życiu technologicznego pasjonata i twórcy wielokrotnie.

Tomek uświadomił mi w swojej wiadomości, że choć dziś staram się regularnie wciskać metaforyczny przycisk „Sprawdzam!” – czemu od A do Z poświęciłem obszerny e-book – nadal sam wpadam w pułapkę, w której przestaję zauważać, że jakieś rozwiązanie, nawyk czy sprzęt po prostu nie jest już dla mnie. Dla mnie z dziś – tu i teraz – choćby wczoraj, rok czy dwa lata temu było całkowicie inaczej. Ołówek Apple, czyli Apple Pencil, o który Tomek zapytał, mam od jego pierwszej generacji do aktualnej wersji Pro. Wszystkie modele kupowałem przez lata dlatego, że pierwsza generacja po prostu wyprzedzała wówczas swoje czasy. Więcej o tym, dlaczego tak było, opowiadam w najnowszym odcinku podcastu → ale teraz skupię się na czymś innym. Dwa lata temu jeszcze korzystałem z niego, montując na iPadzie odcinki podcastu. Przydał się też przy poprawkach niejednego tekstu. A potem? Gdzieś przepadł.

Rzeczy z dziś, lekcje z wczoraj

To, że polubiłem, a nawet zachwyciłem się przed wieloma laty danym rozwiązaniem technologicznym (lub czymkolwiek innym), nie oznacza z automatu, że ta rzecz służy mi i przydaje się do dziś.

Fakt obecności tego czegoś w aktualnym życiu to nie jest to samo, co faktyczna przydatność danego tematu.

Apple Pencil nie zniknął z mojego życia ani się nie zgubił. Jakiś czas temu wylądował pod monitorem jako ozdoba biurka i spędził tam – jak się okazało i o czym uświadomiło mnie pytanie Tomka – ponad rok! Rozładowany i niepotrzebny w aktualnym workflow.

Uświadomienie sobie tego faktu zainspirowało mnie do pójścia dalej i poszukania w moim otoczeniu innych tego typu zagubionych przedmiotów, rutyn i zajawek, które przecież miały być „jedyne i na całe życie”. O tym jest 441. odcinek „Bo czemu nie?”, więc nie będę Ci za wiele z niego zdradzał, ale z łatwością i uśmiechem na twarzach znaleźliśmy z żoną w domu sporo innych cosiów (głównie gadżetów), które miały być obowiązkowym elementem nowego jutra, a obecnie trafiły na śmietnik historii. Czy to źle? Absolutnie nie! I z całego serducha życzę Ci takich momentów jak ten, w którym jakieś wydarzenie uświadamia Cię o pułapkach, w które wpadasz. Pamiętaj, że nawet najbardzej ukochane Twoje Rzeczy mogą kiedyś okazać się zapomniane i to nie oznacza, że coś robisz w tym czasie źle. Oczywiście – może tak być, bo nie zachęcam Cię tutaj do życiowej bierności, ale bywa też często, że dany temat, rzecz absolutnie priorytetowa dziś, jest dana po to, aby spełniła swoją rolę w określonym i przez określony czas. Potem może okazać się, że najlepsze, co możesz zrobić, to pozwolić tej rzeczy zniknąć.

Nie ma zatem co życzyć wielu Twoich Rzeczy, ale tych kilku – które zostaną do końca życia oraz całego tuzina doświadczeń płynących z dziesiątek odkrytych, nieużywanych i rozładowanych od dawna ołówków. Widać, napisały już swoją część Twojej historii.

Dobrego czasu.
Krzysiek


✒️ ZZA KULIS

Spora część Czytelników tego miejsca i Słuchaczy podcastu pyta mnie o to, kiedy do sprzedaży w końcu trafią kubki!? W kwietniu. To ten miesiąc, ale możesz je zdobyć taniej i wcześniej.

Na zdjęciu kolekcja kubków „Bo czemu nie?”.
Tak prezentują się wszystkie trzy modele. (Fot. Krzysztof Kołacz)

Cała kolekcja będzie dostępna w sprzedaży podczas wydarzenia „50 powodów, by się spotkać” już w najbliższy czwartek, 9 kwietnia od 18:00 w salonie Volvo Car Warszawa, przy ulicy Marszałkowskiej 89. 50-lecie Apple, zabytkowa kolekcja Apple Muzeum Polska i Twoja obecność to idealny moment, abym mógł przekazać Ci je osobiście w przerwie pomiędzy panelami.

🗓️ Wejściówkę odbierzesz tutaj →

Do zobaczenia!

Subscribe now

Przechodzimy do Porady tygodnia oraz moich rekomendacji.

Moje memoji w niebieskiem bluzie. Szeptam Ci do ucha.

Porada tygodnia

Szukasz aplikacji dodającej napisy do wideo za darmo?


Marek Jankowski, w swoim newsletterze Soloprzedsiębiorca.pl, zwrócił moją uwagę na projekt Artura o nazwie WithSubtitles, który jest darmowy, działa jako aplikacja online i robi jedną rzecz: dodaje dynamiczne napisy do krótkich form wideo. Dostępne są także aplikacje mobilne.

Nie wymaga przy tym rejestracji i nie ma znaków wodnych. Działa lokalnie w przeglądarce – Twoje wideo nie jest wysyłane na żaden serwer. Potwierdziłem to z Arturem.

Na zdjęciu logo omawianej aplikacji WithSubtitles.

Dlaczego WithSubtitles jest darmowe?

Proces transkrypcji oraz przetwarzania video odbywa się całkowicie na Twoim urządzeniu, co znacznie obniża koszt utrzymania aplikacji.

– tłumaczy autor.

Trzymam za ten projekt kciuki, choć widziałem już wiele podobnych i prędzej czy później twórcy jednak postanawiali na nich zarabiać, co jest oczywiście całkowicie zrozumiałe! Tak czy owak, niesamowicie doceniam zaangażowanie Artura w cały projekt.

Na co ostatnio trafiłem?


🛋️ DO KAWY


🎧 PODCASTY I KINO


☕️ ZE ŚWIATA KAWY

W życiu twórcy najbardziej lubię takie momenty, których scenariusze pisze samo życie. To jeden z nich.

Kilka odcinków temu, dokładnie był to 51. odcinek podcastu „Kawa. Bo czemu nie?”, omówiłem dla Ciebie zestawienie moich ulubionych aplikacji dedykowanych domowym (i nie tylko) baristom. Odezwał się do mnie Przemek, twórca jednej z nich — Filtru, która w tym roku będzie świętowała swoje dziesięciolecie. I tak powstała rozmowa, w trakcie której miałem niesamowitą frajdę, ponieważ idealnie połączyła moje dwa ukochane światy – kawy i technologii.

Premiera w najbliższą niedzielę 5 kwietnia w podcaście „Kawa. Bo czemu nie?”.

Przemek opowie o drodze od uczelnianego kampusu do twórcy globalnego sukcesu w branży, którym niewątpliwie Filtru dziś jest. Do wygrania będziemy mieli 3 kody na najwyższą licencję Lifetime Pro, więc warto posłuchać nadchodzącej rozmowy do samego końca.

Obserwuję, aby nie przegapić


🎙 MOJE NAJNOWSZE PODCASTY →

#441 – Gadżety i apki, z których przestałem korzystać →
#440 – Odcinek w stylu retro →


🗞️ POPRZEDNIE WYDANIE
Moje memoji w niebieskiem bluzie. Macham do Ciebie!

Chcesz być na bieżąco i odebrać e-book? Zasubskrybuj. Bo czemu nie? Do usłyszenia!

Share

Read on boczemunie.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.