RSS Amplifier

Bo czemu nie? · May 30, 2026

Ciągle w wersji Beta?

0
Sign in to vote or save

Krzysztof Kołacz · Bo czemu nie?

30/05/2026

Przed nami kolejna konferencja WWDC, na której Apple zaprezentuje najnowsze systemy i rozwiązania, które w ekosystemie oficjalnie będziemy mogli sprawdzić jesienią. Do tego czasu będzie trwał festiwal narzekania na błędy w kolejnych wersjach beta wszystkich systemów, których nikt nie każe nikomu instalować na głównych urządzeniach, ale i tak kończy się to w wiadomy sposób… Znajomy zadał mi ostatnio pytanie: „Krzysiek, też masz nadzieję, że Apple w końcu pokaże ostateczne rozwiązania AI i na WWDC zobaczymy finalną wersję koncepcji ich systemów?”. Oczywiście bez namysłu odpowiedziałem: „Nie, ponieważ nie istnieje wersja ostateczna”, ale to pytanie skłoniło mnie do krótkiej refleksji nad wątkiem – zmiany. Tej życiowej, nie tylko technologicznej.

Przypominałem sobie artykuł, który dawno temu czytałem, choć nie miałem pojęcia, że to już czternaście lat! Na szczęście już wtedy i robiłem cyfrowe wypisy z ciekawszych treści, na które trafiałem. Przetrwały do dziś, a tekst opublikowany w maju 2012 roku na łamach CNN dotyczył teorii życia i kariery w permanentnej wersji beta Reida Hoffmana – inwestora startupowego i współzałożyciela LinkedIn. Hoffman oraz pisarz Ben Casnocha są autorami książki „The Start-up of You”, w której wyjaśniają realia działania Doliny Krzemowej (ówcześnie, choć czternaście lat później niewiele się zmieniło). Mówi ona, że wszyscy żyjemy w stanie „permanentnej wersji beta”. Hoffman zapożycza język rozwoju produktów: kiedy coś jest w fazie beta – jest testowane i udoskonalane, nie ostateczne i dopracowane. Stawia dalej zasadnicze pytanie:

A co, jeśli ludzie powinni myśleć o sobie w ten sam sposób – zawsze?

Przez wiele lat żyłem w przekonaniu, że raz wybrany cel jest ostateczny, a droga do niego składa się z powtarzalnej pracy, która ma pomóc w jego osiągnięciu. Jak łatwo się domyślić, bardzo szybko popadłem w chorobliwy perfekcjonizm, który nałożony na technologiczną bańkę, okazał się cholernie destruktywny. Nawet pracując w IT nie potrafiłem na początku wykorzystać obsesji na punkcie detali, co w dziale kontroli jakości wydawało się być niekwestionowaną przewagą, a okazało się czynnikiem paraliżującym jakikolwiek progres. Ogólna narracja społeczeństwa, w którą każdy z nas prędzej czy później wpada, jest taka, że należy dążyć do wielkich, mierzalnych i znaczących celów. W pracy, w życiu, wszędzie. O wiele rzadziej ktokolwiek pisze i mówi o tym, że na duży cel składa się osiągnięcie kilkunastu, kilkudziesięciu lub często kilkuset mniejszych i często w ogóle niezauważalnych, niespektakularnych zwycięstw.

Może nawet tych niewidocznych, o których nikt poza Tobą nigdy się nie dowie?

„Droga jest celem” – to zdanie napisano i powtórzono już wszędzie, prawda? Tylko samo jego powtarzanie niewiele tu zmienia. Nadal częściej myślisz o swoich początkach i celu, który jest gdzieś tam – jutro. Ale rzadko naprawdę świętujemy etapy pośrednie. Czym one dokładnie są? Tutaj z pomocą przyszedł Jason Feifer, który w jednym ze swoich esejów całkiem zgrabnie to opisał, więc pozwól, że posłużę się jego zwięzłym warsztatem.

Etap pośredni wydaje się nieokreślony i obowiązkowy. To lata poszukiwań i eksperymentów. Frustracji i potknięć. Gdybyśmy po prostu dotarli do celu i tam zostali, nie mielibyśmy na co czekać. Życie byłoby cholernie nudne.

Wydaje się to oczywiste? Być może z tyłu głowy masz teraz jedną myśl: „To jeszcze nie ten etap”. Albo tkwisz (jak ja przez długi czas) w pułapce słuchania tylko jednego nauczyciela, a ten mówi: „Prawdziwe życie zacznie się później”. Te i inne przemyślenia dzieją się tu i teraz – w realnym życiu, które żyjesz i którego (co naturalne) nie zmienisz w 100% po przeczytaniu jednego tekstu czy zakupie szkolenia obiecującego całkowitą zmianę. Jeśli jakikolwiek autor Ci to obiecuje – kłamie, a najłatwiej sprawdzić to, zadając mu pytanie o czas, który sam na reklamowaną zmianę poświęcił. Pod presją szybkość wygląda jak kompetencja, ale nią często nie jest. Nawiązując do technologii – nie da się wydać doskonałej wersji aplikacji czy systemu za pierwszym razem. Ba, wiedząc co piszę i znając temat od środka, zapewniam Cię, że nigdy nie będzie się dało tego zrobić. Nawet z użyciem AI. Nie istnieje bezbłędny kod, nie istnieje ostateczna koncepcja, bo oczekiwania zewnętrzne i nasze własne nieustannie się zmieniają..

Warto spojrzeć na swoje życie jak na permanentną fazę beta, ponieważ nie ma wówczas oczekiwania, że coś jest ostateczne i dopracowane. Nie ma też konkretnego celu do osiągnięcia, bo cel nadrzędny zmienia się wraz z nami. Zamiast tego – droga, którą poradniki radzą się cieszyć – to po prostu nieustanna nauka, zmiana i aktualizacja naszego rozumienie samych siebie. Mnie samego najbardziej do działania napędza właśnie świadomość, że cały czas jest niezerowa szansa na to, że dożyję jutra, a zatem coś jest jeszcze przede mną. Nie wiem tego na 100%, ale nie muszę tego wiedzieć, bo właśnie ta niewiadoma pozwala doceniać to, co się dzieje i co osiągam dziś. Tu nie chodzi o bycie malkontentem czy ciągłe niezadowolenie z tego, co jest – tak można przespać całe życie! – ale właśnie o aktywne obserwowanie obecnych wydarzeń i wdzięczność za nie. Wdzięczność, dzięki której potrafisz wykorzystać lekcje i jesteś ciekawy tego, dokąd jeszcze dzięki doświadczeniu możesz dojść. Z ciekawością i wdzięcznością, a nie frustracją i rezygnacją. Chora ambicja może uczynić Cię bogatym, ale nie szczęśliwym na dłuższą metę.

Zamiast oceniać aktualny – środkowy – etap pytając siebie samego:

  • Czy to jest dokładnie tym, o co pierwotnie mi chodziło?

  • Czy to przynosi konkretny rezultat, o którym mi chodziło?

  • Czy to prowadzi mnie tam, gdzie myślę, że zmierzam?

– na co często odpowiedź brzmi „Nie” (ponieważ żyjemy w ciągłej zmianie), a Tobie wydaje się, że marnujesz czas – warto zadać inne pytania. Sam je sobie zadaję co kwartał, a odpowiedzi zapisuję w dzienniku.

  1. Jak ten okres wyglądał w moich wyobrażeniach?

Może te zakładały, że nowa praca doprowadzi do dużego awansu, że tamten związek będzie trwały, albo że ten pomysł na biznes stanie się Twoim życiem? Nie wyszło? Pora na kolejne pytanie.

  1. Czego faktycznie nauczył mnie ten okres?

Czy pokazał Ci coś innego? Może po drodze okazało się, że choć nie udało się osiągnąć wielkiego celu, osiągnięcie mniejszych – których nawet nie było w planach, ale życie po prostu je wymusiło – doprowadziło do zmiany tego głównego kierunku? Może minuta więcej poświęconej uwagi, przełoży się na zmiany liczone w latach? Może góra, na którą wchodzisz nie jest właściwą górą?

  1. Do czego to mnie przygotowuje?

To może być najważniejsze pytanie ze wszystkich. Ponieważ środkowy etap często nie ujawnia swojej wartości, dopóki nie skieruje Cię właśnie w stronę czegoś innego. To te słynne „Aha!” momenty, które dostrzegać sam ciągle się uczę. Nawet jeśli dziś jestem w jakimś temacie kompletnie zielonym – to właśnie bycie zielonym jest dziś nierzadko największym luksusem, ponieważ choć nie jest to łatwe – daje największy rozwój. W ostatnich dwóch latach mocno tego doświadczam i zbieram doświadczenia, z których już wiem, że powstanie niejedno wydanie tego newslettera, ale najpierw – nauczę się składać słowa w nowym języku. ;-)

Żyjemy w czasach, w których zaszczytem jest być sobą. Tych, w których najlepszą terapię bez trzymanki stanowi przyjęcie tego, że życiowych czy biznesowych blizn będzie nam tylko przybywać – i to właśnie świadczy o tym, że żyjesz swoją historię na 100%. Nawet jeśli z boku wygląda to na małą zmianę – dla Ciebie może być wielką, ponieważ wskazuje spójność. Twoją Północ.

„Może nie dostałeś tego, czego chciałeś, ale dostałeś to, czego potrzebowałeś”.

Feifer przypomniał mi jeszcze jedno – piosenkę Stonesów: You Can’t Always Get What You Want. Zostawiam Cię z nią na koniec, bo stanowi w mojej ocenie solidną puentę.

You can’t always get what you want.
But if you try sometimes well, you might find, you get what you need.

W miniony weekend złapałem się po raz kolejny na tym, że gdy wpuszczamy do naszego otoczenia wysoką jakość (czy to relacji, czy przedmiotów, którymi się otaczamy), automatycznie pojawia się wolność względem eliminacji mierności.

Są lampy i Lampy… Kocham skandynawski design, a światło kultowej Flowerpot VP9 duńskiej marki &Tradition – projektu Vernera Pantona z 1968 r. – po prostu mnie uspokaja… No i jeszcze ten odcień cobalt blue… (Fot. Krzysztof Kołacz)

Zaobserwowałem to u siebie wielokrotnie, a ostatnio w kontekście kolejnych drewnianych i ręcznie robionych elementów wystroju biura, z których część do mnie dotarła, a na część przyjdzie mi poczekać jeszcze kilka miesięcy. Nie ma znaczenia, czy to niewielkich rozmiarów drobiazg, czy coś większego. Zawsze, gdy widzę ludzki wysiłek włożony w dopracowanie każdego detalu – satysfakcja jest podwójna. No i do tego zapach olchy, który pamiętam z pracowni taty, gdy miałem może siedem lat.

Konkluzja? Pozbyłem się kolejnych niepotrzebnych i szpecących przestrzeń rzeczy (co akurat pomaga trwającemu w tle projektowi #kierunekPółnoc, o którym przyjdzie pora by napisać szerzej) i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że nie potrzebuję więcej, ale z satysfakcją przyjmuję lepiej. I dobrze było to zrozumieć dopiero przed czterdziestką, ponieważ dziś o wiele łatwiej jest mi zaprosić wymarzoną jakość do domu. To dobre uczucie, za które jestem wdzięczny.

Moja Rzecz. Dzielę się z nią wierząc, że może być dla Ciebie niewielką inspiracją. A teraz przechodzimy do Porady tygodnia oraz moich rekomendacji.

PARTNEREM WYDANIA JEST

Niezależnie od tego, czy masz małą firmę, czy też duże przedsiębiorstwo, urządzenia, oprogramowanie i usługi Apple zapewnią elastyczność i wydajność w realizacji każdego zadania. iDream pomaga firmom wdrażać ekosystem Apple od pomysłu po działające rozwiązanie.

Na zdjęciu wykonywane jest badanie wzroku z użyciem iPadów i autorskiej aplikacji sieci SunLoox.
Uwielbiam przykłady praktycznych zastosowań. Mówią same za siebie. (Fot. SunLoox).

Konkretny przykład? Opowiedziała mi o tym (prostym językiem) Maria z sieci salonów optycznych SunLoox, w których iPad stał się integralną częścią badania wzroku i dobierania oprawek pod konkretnego klienta!

#449 – Apple w biznesie optycznym →

Window Glue dla macOS – dwa okna, jeden ruch

Jeśli zdarza Ci się pracować na Macu z dwoma oknami ustawionymi obok siebie – np. przeglądarką i notatnikiem – ale nie przepadasz za trybem pełnoekranowym, to Window Glue → rozwiązuje dokładnie ten problem.

To bezpłatna, open-source’owa aplikacja napisana przez Andriya Konstantynova, zagnieżdżona w pasku menu macOS, która pozwala dosłownie skleić dwa okna ze sobą – od tej chwili poruszają się razem jak jedno.

Screen prezentujący działanie polecanej aplikacji – dwa okna aplikacji sklejone ze sobą.
Lubię takie małe, niszowe projekty pasjonatów macOS, które na koniec dnia mogą się komuś realnie przydać. Na tym także polega siła tej platformy!

Żadnej zbędnej konfiguracji, żadnej subskrypcji. Pełne wsparcie dla języka polskiego.

Za tydzień w moim kawowym podcaście podzielę się z Tobą lekcjami, które odebrałem od kawowego świata przez ostatnią dekadę jako domowy barista.

Dziś przygotowałem listę dziesięciu odcinków podcastu „Kawa. Bo czemu nie?”, które warto nadrobić w wakacje. Dadzą Ci realną wiedzę i niemałą dawkę inspiracji w pakiecie.

Na zdjęciu dwie filiżanki kawy i szklany serwer z pozostałą jej częścią. Wszystko w kolorystyce brązu, bieli i kremu.
Na dobre ziarna zawsze jest dobra pora! (Fot. dzięki uprzejmości Coffeedesk)

Smacznego odbioru!

#449 – Apple w biznesie optycznym →

🗞️ POPRZEDNIE WYDANIE

Share

Read the original on boczemunie.substack.com

Comments

Nothing yet. Say the first thing.

    Sign in to join the conversation.