I didn't believe in love. I was wrong

2026-03-16

I recently joined Dani’s podcast for a conversation about love, relationships, and personal growth.

For most of my life, I approached relationships in a very pragmatic way. I didn’t really believe in love. It felt like something exaggerated, like a story people tell themselves to feel better. At some point, that stopped working.

In this conversation, we talk about a few ideas that changed my perspective:

  • why the first relationship is often just a “first pancake”, more about learning than getting it right,
  • why experiencing a broader “spectrum” of relationships helps you understand what you actually want,
  • why neither staying in a relationship out of fear nor endlessly avoiding commitment leads anywhere meaningful,
  • and why love is not just a feeling, but something that forces you to grow up and take responsibility.

Today I see it more like: a relationship does not build itself. You have to become the kind of person who can carry it.

Dani and I started from completely different places, but ended up with surprisingly similar conclusions. I think that’s the interesting part.

The episode is in Polish.

You can listen here: YouTube Spotify

Below is the transcript:


[Dani] Halo, halo, cześć, tu Dani, a to specjalny odcinek podcastu Kochajina. Dzisiaj moim gościem w takiej krótkiej rozmowie tutaj jest Stanisław Barański, mój narzeczony i moja wielka, wielka, wielka, wielka miłość.

[Staszek] Hej, witajcie.

[Dani] Zaprosiłam Staszka, korzystamy z tego, że w ogóle nasza córeczka właśnie śpi. Staszek jest totalnie inną osobowością ode mnie i ma też swoją historię dojrzewania do budowania związku relacji, wiele lekcji życiowych i uważam, że fajnie jeśli świat mógłby je usłyszeć, bo są naprawdę wartościowe i totalnie z innej perspektywy niż ja, mój typ osobowości i moje doświadczenia życiowe.

[Staszek] Tak, ja przesłuchając twojego podcastu zauważyłem, że zaczynaliśmy zupełnie z przeciwległych biegunów, a doszliśmy do bardzo podobnych wniosków, co wydaje mi się, że jest ciekawe właśnie pokazać to, że ta droga może być zupełnie inna, ale konkluzje często są takie same.

[Dani] Tak, to jest też coś, co mnie na co dzień fascynuje, jak to w praktyce potem wychodzi i chciałabym, żebyś tak krótko na start przedstawił swoją w ogóle historię podejścia do miłości, bo tak jak ja to jestem wiadomo, taka romantyczka, po prostu wiadomo, tak jak mówiłam w ostatnim odcinku, wierząca w miłość na całe życie i w to przeznaczenie. Kiedyś, tam dawniej, a Staszek to jest taki pragmatyczny, racjonalny kawał człowieka. Kawał człowieka i my na co dzień fajnie się uzupełniamy, co ja absolutnie kocham w budowaniu życia z tobą na co dzień.

Więc oczywiście jego podejście też do relacji, do związków, do miłości było całkowicie inne, bo przypominam, to był człowiek, który większość czasu spędzał programując przed komputerem i nie w głowie mu były jakieś kwiaty, czekoladki i wyznania miłości.

[Staszek] Tak, tak jak mówiłaś, że ty żyłaś z takim przekonaniem, że gdzieś istnieje taki twój wybranek, druga połówka miłości. To ja, szczerze mówiąc, miałem wręcz przeciwnie, bo nie widziałem nigdzie w moim otoczeniu jakiegoś wzorca miłości. Wszędzie dostawałem tylko potwierdzenie, że miłość to ściema, miłość jest przereklamowana.

W końcu doszedłem do wniosku, że to jest po prostu chwyt marketingowy, że to się po prostu dobrze sprzedaje, że na tym można bardzo dużo pieniędzy zarobić, ale że miłość jest jest takim kłamstwem, który się opowiada dzieciom. Myślę, że pierwszą relację dlatego potraktowałem tak bardzo przedmiotowo. W sensie, że ona miała pełnić funkcję.

Ona nie miała być na warstwie emocjonalnej, tylko miała być taką warstwą użytkową, taką, że po prostu my ze sobą spędzamy czas i jest nam dobrze, ale nigdy się tam nie doszukiwałem jakiejś większej miłości. No i to zaakceptowałem to po prostu jako prawdę. Tak wyglądała mniej więcej moja pierwsza, dłuższa relacja jak miałem 18 lat.

Ja byłem generalnie takim nieśmiałym, nieśmiałym gościem, pełnym ambicji i takiej chęci do robienia wielkich rzeczy, głównie karierowych. Gdzieś tam wewnątrz, wiadomo, marzyłem o jakimś takim wspaniałym partnerze, ale tak jak mówię, to nie było coś, co uważałem, że jest prawdziwe. Ja pamiętam, że w tamtym okresie ja tak dosyć mocno szukałem kogokolwiek.

Ja wtedy czułem dużo takiej samotności, dużo zagłobienia. To był okres dużych zmian w moim życiu i ja czułem, że po prostu potrzebuję kogoś bliskiego, takiego z kim będę mógł zbudować jakąś tam intymność. I pamiętam, że znalazłem właśnie taką pierwszą dziewczynę w wieku 18 lat.

Ten związek trwał 7 lat i myślę, że tak mniej więcej 5 lat za długo. Że ten związek już dawno nie miał w sobie miłości. Ale trwał, bo był bardzo, bardzo wygodny.

Był funkcjonalny, wygodny. Było nam ze sobą po prostu wygodnie mieszkać, już bardziej jako lokatorzy. W międzyczasie też można powiedzieć, że odniosłem jakiś sukces karierowy, finansowy.

I w moim światopoglądzie to było już wszystko, co miało się stać, żebym był szczęśliwy do końca życia, ale okazało się, że nie, że czułem dużo pustki, dużo samotności, dużo takiego rozczarowania, że no przecież mam pieniądze, mam wszystko, co chciałem, mogę sobie kupić, mogę żyć jak chcę, ale wciąż to życie jakby nie smakuje tak samo, nie ma takiej wyrazistości, takiego kontrastu, takiego smaku. I otworzyłem nowy rozdział w moim życiu, który trwał dwa lata, ponad chyba dwa lata, takiego randkowania, instinglowania. Pamiętam, że to było w sumie to było coś, czego się najbardziej w życiu bałem, że właśnie sobie nie poradzę, że ten wizerunek człowieka sukcesu, który sobie wbudowałem w własnej głowie zostanie w końcu zweryfikowany z rzeczywistością.

A do tego randkowanie jest to taki obszar chaosu i takiej nieprzewidywalności, który nie jest raczej moją mocną stroną. Ja jestem dobry w robieniu codziennie tego samego i konsekwentnie dożenia do swoich celów. Obszar właśnie, taka sfera miłości, singlowania, randkowania jest to wręcz coś przeciwnego.

Tam im więcej chaosu, im więcej ekscytacji i nieprzewidywalności tym lepiej. Więc był to bardzo ciężki okres uważam, ale w którym się bardzo wiele nauczyłem.

[Dani] Właśnie, do tego też będę się odnosić, bo mam z Twoich notatek takie cztery punkty, Twoje cztery lekcje życiowe i chciałabym, żebyśmy po kolei przez nie przeszli. Kochanie, co Ty na to?

[Staszek] Myślę, że to dobry pomysł.

[Dani] Super, cieszę się. Pierwszym punktem jest metafora pierwszego naleśnika i zebrania spektrum. Co miałeś przez to na myśli?

[Staszek] Tak, miałem na myśli to, że często pierwsza relacja jest taką, którą tworzymy z bagażem doświadczeń zakrzywionych wzorcami naszych rodziców, ale też jakichś własnych doświadczeń, które nabywamy przez bardzo krótki okres naszego życia, często w niesprzyjających warunkach. Mało która osoba miała takie szczęście, żeby rodzice wychowali ich tak jak trzeba, z właśnie bezpiecznym stylem przywiązania, z wzorcami, bycia dobrym partnerem, bycia kochanym i szanującym. Więc ta pierwsza relacja często jest taka na zobaczenie w ogóle jak to jest być w relacji.

Tak samo jak się idzie do pracy. Ta pierwsza praca nie zawsze jest tą pracą naszych marzeń, w której zostajemy do końca życia. No i ja tak żartuję, że to jest taka metafora z pierwszym naleśnikiem, że pierwszy naleśnik rzadko jest tym smacznym, on jest przeważnie do podgrzania patelni.

[Dani] Ja tutaj też chciałabym zrobić adnotację, że oczywiście my sami znamy takie pary, piękne relacje, które są ze sobą tam od liceum, gimnazjum, od lat nastoletnich i świetnie im się układa po tylu latach, tylko też z doświadczenia wiemy, że te związki są bardzo, bardzo, bardzo wymagające. I w pewnym sensie wymagają takiego poświęcenia. Właśnie tego, że ty poświęcasz to spektrum.

I chciałabym też dodać, że to normalne, że tak jak już mówiłam w ostatnich odcinkach, że po prostu czasem, a nawet bardzo często jest tak, zwłaszcza jeśli zaczęliśmy związek w tych latach nastoletnich i kontynuujemy go przez lata dwudzieste, kiedy się tak niesamowicie, bardzo mocno rozwijamy, że to naturalne jest, że czasem idziemy w inne strony i po prostu najlepsze, co wtedy można zrobić, to podziękować sobie z szacunkiem za ten wspólny kawałek ścieżki i pójść w swoją stronę, bo też znamy relacje, które gdzieś tam na siłę po prostu przedłużają, gdzie to i tak nie ma sensu, po czym kiedy już idą w swoją stronę, to okazuje się, że są bardzo, bardzo szczęśliwi w nowych relacjach.

Ale to jest bardzo skomplikowany temat.

[Staszek] Ja myślę, że też to mogą być te przypadki osób, które miały dobre wzorce z domu, którzy wiedzieli jak budować tę relację, więc nie musieli się tego uczyć na swoich błędach i to pozwoliło im, żeby to po prostu trwało dużo dłużej. Niekoniecznie te relacje powinny trwać w wieczność, ale na pewno to może pozwolić im, żeby to trwało 10-20 lat, bo szansa na to, że zmienią się nasze cele, nasze plany, gdzieś się to rozjedzie, jest bardzo duża, więc mimo, że mamy narzędzia do budowania dobrej relacji, niekoniecznie to po prostu jest dobry partner na budowanie tej relacji.

[Dani] Tak, czyli moja ulubiona odpowiedź na wszystko, jak zwykle. To zależy, naprawdę to zależy. Kochanie, co jeszcze powiedziałbyś o Spektrum?

Bo przypominam, tak jak powiedziałeś nam, że wszedłeś za komputera i stwierdziłeś, dobra, to teraz uruchamiam aplikację i chociaż bardzo tego nie chcę, co też jest przepiękne, że samego siebie przełamałeś, aby zebrać to Spektrum i wyszedłeś na świat, zacząłeś się randkować. Dlaczego to Spektrum jest takie ważne?

[Staszek] Uważam, że Spektrum jest ważne, bo pozwala nam określić, co my tak naprawdę chcemy, bo jest tyle rzeczy, które nam w życiu nie pasuje i ciężko jest stwierdzić, czy to jest problem w nas samych, czy to jakieś nasze nieprzepracowane rzeczy, czy to problem jest w drugiej osobie. Kiedy mieliśmy do czynienia w życiu tylko z jednym partnerem, to tak naprawdę wszystko zaczyna się mieszać, bo już nam ciężko jest powiedzieć, ale kiedy to już z którymś partnerem mamy te same problemy, to można dojść do wniosku, że ten problem jest w nas, a to buduje dużo dojrzałości, która następnie pozwala tworzyć lepsze relacje. No i uważam, że to Spektrum właśnie jest dlatego tak ważne, żeby dojść do tego wniosku, że ten problem często jest w nas i on się będzie powtarzał z tym partnerem czy z innym, więc rozwiązania trzeba szukać w samym sobie.

Ale jeszcze poza tym, to uważam, że Spektrum jest ważne, żeby nie mieć takiego poczucia, a co jeśli, a co jeśli, że ja wziąłem tą pierwszą partnerkę, która mi się spodobała, a co jeśli tam gdzieś była inna? A co jeśli z nią byłoby mi lepiej? A co jeśli z tamtą nie miałbym tyle problemów?

A co jeśli tamta byłaby fajniejsza, jakaś taka, bardziej spełniała moje oczekiwania? I takie cały czas takie wątpliwości się pojawiają, kiedy nie mamy zbudowanego Spektrum. A zbudowanie Spektrum daje nam takie poczucie, że hej, no ja już widziałem wiele, ja już wiem, czego się można spodziewać w innych relacjach.

Wiadomo, tam zawsze są jakieś niuanse, szczegóły, każdy człowiek jest inny, ale można sobie zbudować taki pełniejszy obraz tej płci przeciwnej, kiedy ma się zebrane Spektrum, co pozwala dowiedzieć się, co my chcemy, a czego nie chcemy drugiej osobie.

[Dani] I tutaj mam takie piękne przejście w mojej głowie właśnie do drugiego punktu z twojej notatki o byciu needy, byciu takim potrzebującym tej relacji i takiego sformułowania, które chciałabym, żebyśmy rozszerzyli. Bo napisałeś o tym, że nie sztuką jest być singlem, kiedy nie potrafimy wejść w relację, boimy się jej i też nie sztuką być…

[Staszek] Skakać z kwiatka na kwiatek, nie potrafiąc się zobowiązać i być z jedną osobą.

[Dani] Tak, bo też tutaj Spektrum niesie taką pułapkę dla niektórych typów osobowości, że aż za dużo chcemy tego Spektrum zebrać, a tutaj wyzwaniem jest wejść w taką stabilną relację. Co powiesz o tym właśnie, o tej sztuce? Tu też masz bardzo fajne, z tego co już rozmawialiśmy, spostrzeżenie.

[Staszek] Tak, kiedy byłem właśnie w tej pierwszej mojej relacji siedmioletniej, to ja sobie upraszczałem rzeczywistość taką narracją, że ja po prostu już znalazłem tą jedną odpowiednią mi partnerkę wymarzoną i już tak naprawdę odrobiłem tą pracę domową. Już nic nie muszę robić. A wszyscy ci, którzy cały czas gdzieś tam randkują, singlują i cieszą się tym życiem singla, to po prostu są nieudacznikami, którzy jeszcze nie potrafią zrobić tak prostej czynności, jak znaleźć sobie partnera.

Ale w momencie, kiedy doszedłem do tego momentu, w którym zdecydowałem się, że to jest bullshit, że to jest nieprawda, to jest kłamstwo, doszedłem do wniosku, że okłamywałem samego siebie i wszedłem w ślad singlowania, randkowania, zobaczyłem, jakie to jest ciężkie, jakie to jest. To był mój demon, to był mój lęk, to jest coś, czego ja się najbardziej bałem. No to niestety musiałem stworzyć sobie inny światopogląd, musiałem dojść do wniosku, że nie było cnotą być z tą jedną osobą, kiedy ja się bałem być samemu, że cnotą było wybrać, a zresztą nawet powiem, jak doszedłem do tej drugiej konkluzji, potem jeszcze musiałem zobaczyć to, jakie jest rozwiązanie, bo niektórzy też dochodzą do wniosku, że to po prostu rozwiązanie jest bycie samym.

Jeżeli bycie w związku to jest niczym takim wyjątkowym, to znaczy, że rozwiązanie musi być teraz skakania z kwiatka na kwiatek i próbowania jak największej ilości partnerek, czy tam partnerów. I to jest cnotą, że ja jestem takim gościem, takim maczo, że ja sobie teraz mogę z każdą próbować. Ale doszedłem do takiego już momentu, gdzie zauważyłem, że to też nie jest szczęście, że też mnie nie odnajduje w pełni spokoju.

Że to było bardzo ekscytujące, bardzo fajne i super to wspominam, ale ostatecznie stwierdziłem, że mi jest dobrze bycie singlem. Ja mógłbym tak teraz sobie pożyć i nie mam w tym nic złego. Ale czy serio to jest rozwiązanie, czy tak chcę żyć do końca życia?

I wtedy pamiętam, doszedłem do wniosku, że tak jak cnotą nie jest być z jedną osobą w relacji, kiedy boisz się być singlem, tak samo nie jest cnotą skakać z kwiatka na kwiatek, kiedy boisz się zakończyć tej ekscytującej przygody. Kiedy musisz stwierdzić, dobra to koniec, teraz będziemy budować coś z tą jedną osobą i próbować z tego wykrzesać tę miłość i ekscytację, co jest dużo cięższe. Odwagą jest być samemu, kiedy wiesz, że mógłbyś być z jakąś osobą dłużej, ale tak samo odwagą jest zobowiązać się do jednej relacji, wiedząc, że mogłoby być ci super będąc samemu, bo by ci było, bo pamiętasz jak ci było super.

[Dani] Dziękuję za to wytłumaczenie. A jeśli chodzi o samo randkowanie, bo o tym też wspominałeś, że mimo tego, iż to było tak ciężkie i wymagające, to dało ci tak wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o rozwój. Ja pamiętam tę opowieść, jak pierwszy raz poszedłeś, wyszedłeś sprzed komputera i poszedłeś do szkoły tańca, jakie to było dla ciebie wielkie przeżycie.

I ta scena, myślę, że jest trochę taką metaforą wchodzenia w ten świat randkowania.

[Staszek] Ja pamiętam, że zawsze się bałem dziewczyn, zawsze się bałem kobiet, czułem, że miały siłę nade mną, że potrafią jakimś jednym takim ścibskim uśmiechem mnie zakłopotać, zawstydzić i ja zawsze się bałem tych emocji, które one we mnie wzbudzały. No i szkoła tańca to jest takie skumulowane miejsce ciągłych ludzkich spojrzeń, dram, jakichś oczekiwań. Ktoś tu jest singlem, ktoś szuka partnera, ktoś ma gorszy dzień, więc niekoniecznie będzie chciał wchodzić z tobą w interakcję.

Gdzieś ktoś cię odrzuci, albo się uśmiechnie, albo krzywo właśnie spojrzy. Więc jest to takie miejsce, gdzie musiałem się wystawić na te wszystkie lęki, które miałem gdzieś od dzieciaka zbudowane, ale stwierdziłem, że to spróbuję zrobić, że to po prostu jest dla mnie mega wyzwanie, ale nie takie rzeczy się robiło. Ale tak, przez ponad rok myśl o tym w ogóle, że mam iść do tej szkoły tańca, a mówimy tu o tańcu towarzyskim, tańcu socjalnym, więc to jest taki taniec, gdzie się tańczy w parach i z różnymi partnerkami.

Więc to było takie ciągłe, takie speed dating można powiedzieć, takie ciągła interakcja z jakąś nową partnerką i pamiętam, że to praktycznie cały dzień zestresowany siedziałem, jeszcze pamiętam, że tak z pół godziny przed rozpoczęciem zajęć siedziałem w samochodzie i sobie mówiłem w głowie dobra, ale nic się nie stanie, jak dzisiaj nie pójdę. No nic się nie stanie, jakby mam gorszy dzień, nie muszę. Ale wtedy sobie myślałem nie, nie, nie, Staszek, nie, nie, nie, Staszek, nie tędy droga.

Idziesz, a potem się będziesz zastanawiał, czy ci się chciało, czy nie. I pamiętam, że tak się musiałem zmuszać przez pół roku na pewno, ale bardzo mi to pomogło. Zauważyłem, że to zupełnie zupełnie otworzyło mnie na nowe obszary życia, których w ogóle nie wiedziałem, że istnieją, że w ogóle nie wiedziałem, że można tak dobrze się bawić swoim ciałem, interakcją z drugim osobą, z drugą osobą i to taką interakcją niewerbalną.

To była taka interakcja tylko z właśnie ciałem, jakąś energią. Obszar, który w ogóle dla mnie nie istniał i nie sądziłem, że może być tak wartościowy. Pamiętam, że potem stwierdziłem, że jakim ja byłem biednym człowiekiem, że ja nie wiedziałem w ogóle, że istnieją takie obszary, które dają tyle radości z życia i tyle radości z życia bez konieczności udowadniania, przepychania się, pokazania, kto jest mądrzejszy, kto co umie, kto ile ma koni pod maską i kto komu znajdzie lepszy moc.

Silniejszy argument, żeby go przekonać, że jego racja jest bardziej racniejsza. Tam po prostu się szło i tam się czerpała przyjemność z życia. Pamiętam, że to był dla mnie jeden z większych odkryć w życiu.

[Dani] I tutaj dochodzimy do tego ostatniego punktu z Twoich notatek, ale nie bój się. Mam jeszcze kilka pytań, bo w trakcie tego znowu mi się nasunęło tutaj. I bardzo chciałabym Cię jeszcze o kilka rzeczy zapytać, kochanie.

Napisałeś taką radę. Nie daj sobie wmówić, że miłość jest przereklamowana. Co masz tutaj na myśli?

[Staszek] Ja się dałem oszukać na początku życia, że miłość jest dobrym narzędziem do sprzedawania filmów, bajek, muzyki, że jest płytka, że miłość jest czymś takim jak jakiś taki fast food, że to po prostu ludzie za tym… Dałem się przekonać, że miłość jest sztuczna i miłość nie istnieje. Taka jaką się ją kreuje w sztuce, w kulturze.

Ale wiem, że teraz wiem, że był to mechanizm obronny, który po prostu trzymał mnie przed wejściem w ten obszar, w którym się czułem bardzo źle i byłem lękliwy. To był obszar moich demonów. Więc tak jak każdego demon będzie go przekonywał, że to jest kłamstwo i to jest zło i trzeba tym gardzić, nie można tego szanować.

No i to powstrzymywało mnie przed doświadczaniem pełni życia. Ale kiedy się otworzyłem na to, stwierdziłem, że może właśnie, może to nie jest wcale taka ściema jak wszyscy mówią, no to wtedy życie się otworzyło na zupełnie nowe horyzonty.

[Dani] Jak to się stało w ogóle, co pomogło Ci otworzyć się na miłość i uwierzyć w nią? I czy w ogóle Ty w nią teraz wierzysz?

[Staszek] Nie, dalej w nią nie wierzę. Siema na maksa, uciekajcie z tego kanału. Dani wam pierze mózg.

Mi dużo znajomych mówiło, że tą relację, którą ja mam, to nie jest normalne. Że są relacje, które są w sobie mega zakochane, że oni naprawdę nie widzą życia poza sobą i to trwa dekady. Mój ograniczony, biedny umysł oczywiście tą informację całkowicie wypierał.

Stwierdzałem, że ta osoba jest po prostu zbajasowana, że on został okłamany po prostu. Serio, uważałem, że był okłamany, że ktoś mu nawciskał kitów. Co mi otworzyło oczy i zmieniło mocno światopogląd, to gdy zobaczyłem znajomych, którzy mieli fajną relację i to fajną w takich moich standardach, które miałem, czyli to nie było takie takie cukierkowe słodzenie sobie, że oni są tacy super.

Tak jak czasami się ogląda jakichś celebrytów albo jakieś takie power couple na internecie, co we mnie to wbudza takie często, że ja trochę wyczułam taką ściemę, że wyczułam takie, że to nie jest pełnia ich relacji, że relacja zawsze musi mieć i dobre i złe strony i jasność i ciemność. A miałem właśnie okazję poznać przyjaciół, którzy stworzyli relację, która była oparta i na ogromnym szacunku i miłości, ale też byli swoimi największymi przyjaciółmi, ale też potrafili powytykać sobie błędy, ale byli z tym okej. Nie było przy tym jakiejś dramy.

Po prostu my się nie zgadzamy w tym i tym i tyle, ale wciąż jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, wciąż lubimy się ze sobą mega bawić, spędzać ze sobą czas. No i to otworzyło mnie na nowe obszary w ogóle relacji, takiej dynamiki w związku, że to może być właśnie ta miłość, że wy po prostu jesteście swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Mega się szanujecie, nie we wszystkim się zgadzacie, ale obaj tworzycie coś mega…

No mi to mega imponowało, bardzo mi to… Oni mnie wtedy zainspirowali do otworzenia się w ogóle na to bardziej. To była dla mnie taka taka pigułka prawdy, którą musiałem przełknąć, bo to wymagało ode mnie oczywiście pogodzenia się z tym, że moja poprzednia relacja była oparta trochę na kłamstwie, na kłamstwie, które sam sobie wypracowałem i że tworzenie relacji jest dużo cięższe niż mi się wydawało, bo ja nie byłem gotowy do stania się taką osobą, żeby taką relację tworzyć.

Pamiętam, że zacząłem obserwować właśnie, co sprawia, że te niektóre relacje są takie super i co oni mają w sobie, czego nie mają inni, co sprawia, że potrafią taką super relację zbudować. Zauważyłem, że oni starają się być równie atrakcyjni będąc samemu, jak i będąc w związku, czyli oni wciąż starają się trochę zdobyć tą drugą osobę, a ta druga osoba wciąż stara się podnieść tę poprzeczkę. Zauważyłem, że oni mogą się rozwijać, będąc dalej w związku przez taką dynamikę, która jest najbardziej motywująca w byciu singlem, że jako single starasz się zdobyć tę drugą osobę i dzięki temu musisz się rozwijać, musisz właśnie pójść na siłownię, musisz sobie kupić jakieś fajne ciuchy, pójść do fryzjera, zadbać o siebie i to oczywiście napędza cię trochę do, daje cię takiej pozytywnej energii do życia. I zauważyłem, że te osoby potrafiły taką samą energię utrzymać będąc w relacji.

Wiadomo, to trochę mogło powodować trochę zazdrości, ale na koniec dnia to uważam, że bardzo fajnie napędzało ich do życia i dawało takiej witalności i energii. No i to oczywiście sprawiło, że musiałem ten sam światopogląd wyrobić w samym sobie. Takie nastawienie, że bycie superpartnerem wymaga zbudowania umiejętności, których wcześniej zupełnie nie miałem i uważałem, że są zbędne, takie jak na przykład gotowanie.

Uważałem, że to jest w ogóle hobby dla ludzi, którzy mają za dużo czasu. Podróżowanie tak samo. Kto ma czas na podróżowanie, kiedy trzeba pracować i zakładać firmę i programować.

No i tak samo np. taniec też uważałem, że to jest jakaś zbędna atrakcja. Można pójść samemu na siłownię, z nikim nie gadać i zrobić to co trzeba.

No ale budowanie takiej fajnej relacji wymaga umiejętności życia społecznego, bycia atrakcyjnym cały czas. Ja w ogóle uważam, że takie atrakcyjność i takie budowanie takiego seducing to się nazywa. Uwodzenie.

To jest słabo klucz. Uważam, że uwodzenie jest w ogóle umiejętnością życia. To jest umiejętność, która ci się przydaje zarówno by w byciu singlem, jak i w byciu w relacji, jak i w biznesie.

Bo to jest trochę umiejętność sprzedaży. To jest trochę umiejętność grania w tą grę ludzką, że ty jesteś w niej skuteczny. To jest tak trochę jak bycie przedsiębiorcą.

Warto umieć sprzedawać, warto umieć finansę trochę w ekonomię, musisz ogarniać koniunkturę i tak dalej. To też mi chodzi o taką sytuację, gdy np. coś mi przeszkadza w twoim zachowaniu albo w twoim ubiorze i mam takie poczucie, że muszę ci to wygarnąć, że muszę zwalić tą moją trochę złość, takie niezadowolenie na ciebie, ale wtedy właśnie ten światopogląd, który mówi, że to ja muszę być najlepszą wersją, najbardziej atrakcyjną wersją taką, która potrafi uwodzić, przerzuca tą odpowiedzialność na mnie i trochę zwalnia ciebie z obowiązku moich nieogarniętych jakichś emocji. Ja wtedy dochodzę do wiązku, hej, ale jakie to ma znaczenie, że mi nie pasuje coś w twoim wyglądzie, skoro najważniejsze jest to, żebym ja się czuł atrakcyjny, czyli ja mogę zamiast tą energię poświęcać na próbę naprawiania ciebie, to mogę tą energię poświęcić na ulepszanie samego siebie, czyli mogę ja albo ja pójść do kosmetyki, albo ja sobie kupię jakiś fajny ciuch i to tak naprawdę jest moim zdaniem zdrowa zdrowa energia, czyli ja stanę się trochę bardziej atrakcyjną osobą i dzięki temu ty będziesz też chciała stać się bardziej atrakcyjną kobietą i ja nie będę chciał, ja nie będę starał się zmienić ciebie bezpośrednio, tylko będę dawał ci jakby podnosił standard albo dawał ci jakoś tak niebezpośrednio sygnał, że to jest dla mnie ważne.

[Dani] Zaprosiłam cię też tutaj, bo nie znam drugiej takiej osoby, naprawdę nie spotkałam nigdy kogoś, kto by tak, w taki sposób fenomenalny potrafił spojrzeć wgłąb siebie, potrafił znaleźć przyczynę jakiegoś cierpienia w swoim życiu w sobie i naprawdę sięgnąć po narzędzia, które posłużą, aby przetransformować to coś w sobie, to rozwinąć, zmienić. I myślę, że to tutaj było widać w twojej historii, że ty nie zrzucasz odpowiedzialności na innych, na świat, a szukałeś zawsze, jak już doszedłeś do tego momentu, bo to też, tak jak opowiadałeś, trwało latami, że ty w końcu zobaczyłeś, że hej, to ja jestem odpowiedzialny za swoje życie, swoją sprawczość, swoje szczęście. I wziąłeś tę sprawczość w swoje ręce i żyjesz życiem takim, jakim chciałeś, więc będąc też mistrzem konkluzji, starzyk to jest mistrz konkluzji, ja to opowiadam, tak wiecie, naokoło, po prostu prosto z mozdu.

Kochanie, jaki dałbyś taki przepis na to, jak znaleźć miłość?

[Staszek] Aaaa, no to słuchaj moje dziecko. Siadaj, opowiem Ci niezłą historię. Myślę, że jak się ma odpowiednią tożsamość zbudowaną, jak się ma zbudowaną tożsamość osoby, która jest wspaniałym partnerem, to nie będzie problemu takiej osobie znaleźć, znaleźć partnera.

W sensie, że odpowiednie osoby, odpowiednie osoby przyciągają odpowiednie osoby i najważniejsze, może nie najważniejsze, ale najlepsze, co można zrobić, co masz pewniaczka, że jest dobrą drogą, to starać się być najlepszym, najlepszym partnerem. Na poziomie oczywiście randkowania dostać się najbardziej atrakcyjnie. Są czasami w naszym towarzystwie takie osoby, że mówimy wow, no to jest fajny gość, albo to jest fajna dziewczyna. I się zastanowić, czy ta dziewczyna byłaby zainteresowana takim kimś jak ja. A jeżeli nie, to dlaczego?

I co mogę zmienić, żeby stać się tą osobą? Czyli właśnie spojrzeć na po prostu świat i zapytać się świata hej, co działa? Co daje wyniki, które ja bym chciał mieć?

Bo ja bym chciał mieć tą dziewczynę. I teraz hej świat, powiedz mi, co ja mam zrobić, żeby taka dziewczyna chciała być ze mną. I teraz od tego wyjść.

To jest moim celem. I teraz zadać pytanie temu celowi, jak ja mam do ciebie dojść. I to będzie wymagało ogromnych zmian.

I żeby do tych zmian dojść, trzeba zacząć się mierzyć ze swoimi lękami i demonami, bo to one stoją na drodze do naszych celów. U mnie to było pójście na zajęcia taneczne, otworzenie się na to, że kariera i sukces zawodowy nie gwarantuje szczęścia i satysfakcji z życia i tym bardziej miłości. Jest wiele osób, które są mega bogate i odnoszą sukcesy zawodowe, a w miłości są strasznie biedni.

No ale to wymaga przełknięcia tej gorzkiej pigułki tego, że pracowanie tylko nad swoją karierą nie jest rozwiązaniem. No i każdy ma swoje takie obszary, które musi przepracować i każdy nie będzie chciał się z nimi zmierzyć, nie będzie chciał nad nimi pracować. Ale jest to jedyna droga.

Myślę, że ja doszedłem w pewnym momencie do wniosku, że to jest po prostu jedyna droga. Że ja już próbowałem wszystkiego i osiągnąłem jakieś sukcesy w tych obszarach, które chciałem i nie znalazłem tam spełnienia, nie znalazłem tam zadowolenia. Więc co zostaje mi jeszcze innego?

Zostają mi tylko te obszary, które unikałem, którymi gardziłem i których nie szanowałem i uważałem, że są dla ludzi, którzy mi nie imponują. Więc bardzo mocno musiałem zmienić swój światopogląd. A zmiana światopoglądu jest niestety ciężka.

[Dani] Tak, na tym też mi bardzo zależało, abyśmy mogli pokazać zupełnie inne perspektywy, bo tak jak ludzie są różni i my jesteśmy wszyscy różni, to bardzo też to widać potem w lekcjach życiowych. Że generalnie, tak jak wspomniałeś na początku, gdzieś doszliśmy do tych samych konklusji, żeby miłość budować, starać się zaczynać od siebie, ale totalnie z innej strony, które gdzieś tam wynikają z naszych charakterów. I to też jest przepiękne.

Więc bardzo zależało mi, żeby pokazać tutaj, zwłaszcza tym słuchaczom, którzy mają inne temperamenty niż ja, inne osobowości, coś, co może bardziej do nich trafi pod kątem miłości.

[Staszek] No to współczuję komuś, kto ma taki sam charakter jak ja. I szukania miłości.

[Dani] Ale jest z tego happy end, prawda?

[Staszek] Tak, jest. Myślę, że tutaj każdy, kto zmierzy się ze swoimi demonami i to dochodzi do happy endu. Takiego samego.

Wtedy satysfakcja jest taka sama. I są to historie opowiadane we wszystkich filmach i bajkach.

[Dani] Jak wygląda twój happy end i czy to na pewno jest end?

[Staszek] Jak wygląda mój happy end? Kiedyś bym powiedział, że wiem. I że jest prosty.

I że trzeba do niego po prostu dojść. A teraz myślę, że nie wiem. I jestem z tym okej.

Nie wiem, jaki jest happy end, ale będę się starał, żeby ta droga, którą tworzymy, będąc w relacji, była najbardziej przyjemną, ekscytującą i pełną miłości drogą. Już przestałem myśleć tak bardzo o celu, a myślę, że fajnie jest zadbać o to, żeby ta przygoda była po prostu fajna. W tym momencie ważniejsze dla mnie jest to, że jak wrócę z pracy, to żebym miał fajny nastrój niż to, żebym osiągał jakieś większe sukcesy zawodowe.

A wiem, że jedno wyklucza drugie. Bo harowanie w robocie to odbija się potem na moim nastroju. To się odbija na twoim nastroju.

To się potem odbija na Leosie. Więc po prostu biorę odpowiedzialność za to, że moje czyny mają wpływ. I to taki jak efekt motyla.

Taka kropla wrzucona w wodę, że te fale się rozbijają po wszystkich osobach na obkoło. I że ja muszę wziąć za to odpowiedzialność. I mimo, że ja wolałbym posiedzieć w robocie i popracować więcej, to ja tego nie zrobię.

Bo ja wiem, że ważniejsze jest dla mnie, żeby nasza relacja na tym nie cierpiała. I myślę, że z takim nastawieniem będę się starał sprawiać, żeby być jeszcze lepszym partnerem, jeszcze lepszym ojcem dla Leosi. No ale starać się też w tym wszystkim trzymać, jeszcze znajdować czas dla samego siebie.

Bo koniec końców to też jest mega ważne, żebym ja się nie wypalił i tylko sobie odmawiał jakichś przyjemności.

[Dani] To też bardzo widać, zwłaszcza w rodzicielstwie. Jak ostatnio rozmawialiśmy, że jest znacznie łatwiej znosić na przykład taki bunt, takiego malucha roczniaka, kiedy nasze zasoby są pełne. Kiedy ona jest zmęczona już, głodna, wkurzona, chce spać.

To znacznie łatwiej jest nam się zaopiekować, kiedy ja nie jestem niewyspana, kiedy ja jestem najedzona, kiedy wszystkie moje zasoby są pełne. Ja mam wtedy z czego dawać. Podobnie też jest w relacji.

[Staszek] Tak, myślę, że żadne sukcesy zawodowe nie smakują, kiedy wracasz się do domu i nie potrafisz się cieszyć tym ze swoimi bliskimi. Dużo lepiej być takim spokojnym, szczęśliwym człowiekiem, wyspanym, najedzonym, który nie ma jakiegoś ogromnego tytułu na Linkedinie i nie osiąga jakichś wielkich rzeczy, ale po prostu żyje szczęśliwy, spełniony i ma dużo spokoju w swoim życiu.

[Dani] A czy miłość Cię teraz też motywuje? Co jeszcze daje Ci miłość na co dzień?

[Staszek] Miłość jest takim trochę drogowskazem, taką gwiazdą polarną, która przypomina mi o tym balansie w życiu. Że jak za bardzo się zagalopuję w jakąś drogę, która wydaje mi się turbo ciekawa i ekscytująca i tam znajduje się szczęście mojego życia, to myślę, że już na tyle jestem dojrzały, żeby wiedzieć, że ta gwiazda polarna to jest ta miłość. Ona mnie motywuje do zupełnie innych rzeczy niż to, co naturalnie mój charakter jest stworzony do robienia.

Zauważyłem, że takie życie bez miłości to jest taka pętla, która ma dużo wzniosów, ale też dużo upadków, które nie wiemy skąd się biorą. I zwalamy odpowiedzialność na ludzi, na system, na pecha, którego mieliśmy. A miłość jest takim drogowskazem, który Cię zmusza do wyjścia z tej pętli.

Do takiego kalibrowania się do dobra innych ludzi, nie tylko swojego. Czyli motywuje mnie do dojrzewania i brania odpowiedzialności za rzeczy, za które w ogóle nie brałem odpowiedzialności i nie wiedziałem, że są ważne. Ale w momencie, kiedy chcę czynić dobro i chcę, żebyście Wy się czuły dobrze, to muszę robić zupełnie inne rzeczy niż te, na które mam ochotę.

Ale koniec końców widzę, że moje życie stało się dużo bardziej stabilne, ale na poziomie takiej satysfakcji, która jest bardzo fajna.

[Dani] A jak już, kiedy randkujemy, to na co zwracać uwagę? Jak trochę wiedzieć, że to jest ta osoba, z którą warto budować coś więcej?

[Staszek] Myślę, że musi pojawić się przyjaźń. Musi pojawić się przyjaźń, pociąganie się nawzajem, taka namiętność fizyczna i takie poczucie, że w sumie chciałbym jeszcze z nią spędzić trochę czasu. Chciałbym jeszcze ją lepiej poznać.

Chciałbym jeszcze jej więcej w moim życiu. Także bardzo dobrze mi się spędzało z nią czas i chciałbym tego więcej. A przy tym jest moim przyjacielem, z którym mogę zbudować intymność i porozmawiać o wszystkim.

[Dani] Mi się jeszcze przypomina taki wzruszający moment, o którym kiedyś opowiadałeś, jak zapytałam cię, dlaczego nigdy nie przestałeś do mnie pisać. I ty wtedy powiedziałeś takie ładne słowa, które trzymam mocno w sercu zawsze, że kiedy miałam jakąś myśl, to chciałam wiedzieć, co ty o niej myślisz.

[Staszek] Tak, tak, to prawda. Ale myślę też, że warto mieć, poza tym, że już planujemy o takim długoterminowym związku, mieć wspólne cele i plany. Chociaż to też nie jest najważniejsze, ale myślę, że mniej więcej taką widzieć gdzieś tą wspólną przyszłość razem ze sobą.

Mimo, że ona się pewnie zmieni, ale chociaż na ten moment kroczymy w tą samą drogę. Myślę, że to nic tak dobrze nie spaja jak wspólna ścieżka, którą się kroczy. Żebyśmy byli takimi kompanami życia, a nie tylko współlokatorami w mieszkaniu.

[Dani] I oczywiście na sam koniec klasyczna przestrzeń. Czy jest coś jeszcze, co chciałbyś tutaj powiedzieć słuchaczom albo słuchaczkom?

[Staszek] Myślę, że nie ma co zlekać, nie ma co marnować czasu, przesiąkać to w czasie. Myślę, że trzeba działać. Myślę, że teraz jest najlepszy okres, żeby zacząć się randkować.

Idzie wiosna, jest to najlepszy okres, żeby wyjść z domu i poznać drugą osobę. I wszystkim życzę, żeby mieli odwagę i mieli chęć i mieli możliwości do znalezienia miłości swojego życia, bo to bardzo mocno poprawia satysfakcję z życia. To tyle ode mnie.

Dziękuję bardzo. Pozdrawiam.

[Dani] Dziękuję Ci Stasienku za te dzisiejsze nasze tutaj nagrywkowe popołudnie, kiedy nasza córeczka śpi i udało się nagrać. Dziękuję Ci. Mam nadzieję, że też to było wartościowe dla naszych słuchaczy, których serdecznie pozdrawiamy i tulimy.

I przypominamy, że zasługujecie na miłość, na szczęście, na fantastyczne relacje. I bardzo przymocno trzymamy za nie kciuki. Dziękujemy bardzo.

Buziaki do usłyszenia.

[Staszek] Pa pa.